Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szczególny boom obserwowano w sektorze chińskich start-upów oferujących ułatwienia w korzystaniu z mieszkań na wynajem. Jednak pojawienie się koronawirusa sprowadziło na ten sektor prawdziwą klęskę. W czasach epidemii liczy się odosobnienie, a nie szukanie biur czy apartamentów do współdzielenia z innymi.

Rynek nieruchomości to pole minowe

W 2018 roku wartość nowych sprzedanych mieszkań przekroczyła 2 bln dolarów. Rynek wtórny bił kolejne astronomiczne rekordy. Ceny nieruchomości w Chinach są ściśle powiązane z 40 kluczowymi sektorami państwowej gospodarki, dlatego każde wahnięcie cen w tej branży automatycznie przekłada się na wynik całego państwa.

Reguły gry w nieruchomościach ustala państwo. Z tego powodu działające na tym rynku start-upy, budując swój biznes, stąpają po prawdziwym polu minowym.

Jednak wciąż jest to zajęcie opłacalne. W Chinach liczba wynajmujących mieszkania przekracza 200 mln osób. Rynek lokali do wynajęcia wart jest 250 bln dolarów i wciąż rośnie. Prognozowane tempo to blisko 10 proc. rocznie.

W kolejce na przeprowadzkę do miast czeka blisko 170 mln Chińczyków - czyli drugie tyle, co obecnie wynajmujących

W Państwie Środka własne M kosztuje bardzo dużo. Na lokum muszą się składać całe rodziny, dlatego łatwiej jest wynająć, niż kupić coś swojego.

Zgodnie z wymaganiami rynku opłata za wynajem najczęściej jest uiszczana kwartalnie, a wprowadzeniu się towarzyszy znaczny zadatek. To także nie ułatwia sytuacji młodym osobom, których konto świeci pustkami.

Nowe apartamentowce wznoszone w Wulingyuan (zdjęcie z drona). Do niedawna startupy oferujące ułatwienia w korzystaniu z mieszkań na wynajem przeżywały prawdziwy boom, jednak pojawienie się koronawirusa sprowadziło na ten sektor prawdziwą klęskę. Nowe apartamentowce wznoszone w Wulingyuan (zdjęcie z drona). Do niedawna startupy oferujące ułatwienia w korzystaniu z mieszkań na wynajem przeżywały prawdziwy boom, jednak pojawienie się koronawirusa sprowadziło na ten sektor prawdziwą klęskę.  Shutterstock

Koronawirus zmienił reguły gry

Problemy z wynajmem stały się żyłą złota dla start-upów. Na rynku coraz lepiej radziły sobie w ostatnich miesiącach takie firmy jak Ziroom (wycena ponad miliard dolarów), Danke (warte ponad 2 mld dol.) czy wzorowane na WeWork chińskie Ucommune. Jednak pojawienie się koronawirusa wprowadziło nowe reguły gry.

Kiedy trzeba pilnować własnego zdrowia i izolować się od innych, nikt nie planuje przeprowadzek ani nie szuka nowej przestrzeni współdzielonej na biuro.

Kłopoty branży zaczęły się jednak niedługo przed pojawieniem się wirusa SARS-CoV-2. Użytkownicy start-upów narzekali, że mieszkania są zbyt szybko oddawane do użytku po remontach i że nowi lokatorzy wystawieni są na działanie bardzo szkodliwego dla zdrowia formaldehydu zawartego w materiałach budowlanych.

Zdarzało się również, że operatorzy start-upów zajmujących się wynajmem brali w imieniu właścicieli mieszkań kredyty. Ponieważ takich firm jest ponad dwa tysiące, a rynek nieruchomości cechuje dynamika cen, zdarzały się bankructwa. Wówczas z kredytem do spłacenia pozostawali zaskoczeni właściciele.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.