Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dekret przewiduje objęcie całej Lombardii (Mediolan jest stolicą tego regionu) kordonem sanitarnym, czyli zakazem opuszczania terytorium i wjeżdżania na nie. W tzw. strefach czerwonych co najmniej do 3 kwietnia zamknięte będą wszystkie szkoły, uniwersytety, siłownie i baseny, a zawody sportowe odbywać się będą bez udziału publiczności. Radykalnych działań żądali lombardzcy lekarze w zbiorowym liście wysłanym do władz regionu.

W niedzielę odnotowano kolejne 1326 osoby zarażone koronawirusem – liczba obecnie zarażonych koronawirusem we Włoszech wynosi już prawie 6,4 tys., z czego 4,2 tys. przebywa w Lombardii. Liczba zmarłych wzrosła o 133 osoby (w tym 113 w Lombardii), co oznacza, że żniwo epidemii we Włoszech to do tej pory 366 osoby. W niedzielę wyzdrowiało też 33 pacjentów – łączna liczba tych, którzy pokonali koronawirusa wynosi 622.

Spośród 6,4 tys. zakażonych 650 osób przebywa na oddziałach terapii intensywnej, poinformował Angelo Borrelli, szef włoskiej obrony cywilnej podczas konferencji prasowej w niedzielę wieczór.

Przechytrzyć rząd

Ponieważ dekret nie był jeszcze w czasie wycieku podpisany przez premiera, mediolańczycy oraz przede wszystkim osoby przyjezdne pracujące w tym mieście postanowili wykorzystać ostatni moment na ucieczkę. Setki osób przypuściły szturm na mediolańskie Stazione Centrale i Stazione Garibaldi.

Po dziesiątej wieczór ponad 400 osób wskoczyło do pociągu odjeżdżającego do Salerno. Co najmniej 150 osób kotłowało się zaś przed kasami Dworca Centralnego, wykupując bilety na inne pociągi jadące na południe kraju. Jak donosi „La Repubblica”, inni, pochodzący z południa i pracujący w Mediolanie, salwowali się ucieczką samochodem. Zaś mediolańczycy, których rodziny wczasują się poza Lombardią, np. w Dolinie Aosty czy Ligurii, ruszyli, by sprowadzić swoje rodziny do Mediolanu, zanim drogi zostaną zablokowane.

– Po informacji o dekrecie postanowiłam wyjechać – mówi młoda kobieta w masce, zaczepiona przez telewizję na dworcu w Mediolanie. – Jestem tu od trzech miesięcy, nie mam pracy, ale teraz tym bardziej jej nie znajdę.

– W języku włoskim słowo oznaczające spryciarza [„furbo”] jest waloryzowane jednoznacznie pozytywnie – kręci głową pytany przeze mnie o zachowanie mediolańczyków znajomy lekarz.

W niedzielę rano mediolańczycy rzucili się do sklepów, by robić zapasy żywności. Przed wejściami ustawiały się długie kolejki, obsługa musiała reglamentować liczbę klientów.

–   Sklepy są otwarte. Nie jesteśmy na wojnie. Nie ma potrzeby stać w kolejkach po jedzenie – nadaremnie apelował prezydent regionu Attilo Fontana.

Conte: Wyciek zagroził bezpieczeństwu obywateli

Premier Giuseppe Conte nie kryje wściekłości. Wyciek dokumentu przyczynił się do rozszerzenia się epidemii, którą miał powstrzymywać.

– Musimy wyjaśnić, jak do tego doszło. Dekret był jeszcze konsultowany, a my przeczytaliśmy jego treść w gazetach. To niedopuszczalne, podważa wiarygodność rządu i bezpieczeństwo obywateli.

Dekret, który ostatecznie wszedł w życie w nocy z soboty na niedzielę, stanowi, że za strefę największego zagrożenia zostaje uznana cała Lombardia – do tej pory było nią 10 gmin w lombardzkiej prowincji Lodi. „Strefami czerwonymi” od niedzieli staje się też 14 (a nie 11, jak wynikało z przecieku) prowincji w trzech innych regionach północnych: Piemoncie, Wenecji Euganejskiej i Emilii-Romanii.

Wszystko w rękach Włochów

Rząd przyjął korektę zaproponowaną przez szefów regionów: pozostający w tej chwili poza „strefami czerwonymi” będą mogli połączyć się z członkami rodzin znajdującymi się na terenach objętych kordonem sanitarnym.

– Nie możemy pozwolić na jakiekolwiek zgromadzenia na obszarach wskazanych w dekrecie – oświadczył Conte. Od tego momentu stanowczo zalecamy, aby każdy, kto ma powyżej 37,5 stopnia temperatury i infekcję dróg oddechowych, pozostał w domu, niezależnie od tego, czy ma koronawirusa, czy nie. Taka osoba musi skontaktować się ze swoim lekarzem rodzinnym.

- Zdaję sobie sprawę, że nowy dekret jest niewygodny dla obywateli. Jesteśmy jednak w momencie, kiedy trzeba przeprowadzić autorefleksję, to nie jest czas na cwaniactwo – mówił w nocy z soboty na niedzielę premier Conte, wciąż wzburzony wyciekiem wstępnej wersji dekretu. – Musimy przede wszystkim dbać o naszych dziadków.

"Wysiądźcie na pierwszej stacji i wracajcie"

Michele Emiliano, gubernator Apulii wydał rozporządzenie o kwarantannie dla wszystkich przyjeżdżających z północy Włoch. W posłaniu do uciekinierów z północy, opublikowanym na Facebooku, napisał: „wysiądźcie na pierwszej stacji i wróćcie. Nie przynoście do waszej Apulii epidemii z Lombardii, Wenecji Euganejskiej i Emilii-Romanii. To wy niesiecie do płuc waszych braci i sióstr, dziadków, kuzynów i rodziców wirus, który złamał system sanitarny na północy kraju. Powinniście byli zabezpieczać się tak, jak kazano, zostając w domach”. Tym, którzy mimo wszystko wjadą do Apulii i nie poddadzą się kwarantannie, zagroził: „Niepodporządkowanie się mojemu rozporządzeniu jest przestępstwem i będzie ścigane”.

W ślady Apulii poszły inne regiony, wydając rozporządzenia o obowiązkowej kwarantannie tych, którzy wjeżdżają z północy. Poza Apulią takie rozporządzenia wydały: Kampania, Kalabria, Bazylikata, Sycylia, a także Toskania. Przyjeżdżający z północy do regionu Lacjum muszą się zgłosić do władz sanitarnych.

Na pierwszej linii walki z koronawirusem znalazł się minister zdrowia Roberto Speranza. Wszedł on do rządu Ruchu 5 Gwiazd i Partii Demokratycznej dość niespodziewanie, jako jedyny przedstawiciel niewielkiego lewicowego ugrupowania Równi i Wolni. Do tej pory traktowano go jako mało istotny tryb w rządowej machinie. W czasie epidemii Speranza koordynujący rządową batalię z koronawirusem swoimi rzeczowymi i stanowczymi wypowiedziami wprowadza niezbędny spokój, okazując się jednym z najpewniejszych ministrów ekipy Contego.

– Każdego dnia musimy nadal pracować niezmordowanie, ale jedno muszę podkreślić: cały wysiłek rządu nie wystarczy, jeżeli każdy pojedynczy obywatel nie wypełni naszych zaleceń. To jest podstawa, jeśli chcemy wygrać tę walkę – zaapelował do Włochów Speranza.

W niedzielę rano włoskie media doniosły o starszym małżeństwie z Codogno, a więc głównego ogniska zarazy w Lombardii, które kilka dni temu przerwało kordon sanitarny i udało się do Doliny Aosty... na narty. W górach poczuli się źle, wybrali się na pogotowie, a gdy poinformowali o tym, że pochodzą z „czerwonej strefy”, natychmiast przeprowadzono im test na koronawirusa. Okazał się pozytywny. Teraz parą nieroztropnych seniorów zajmie się nie tylko szpital, ale także prokurator.

Chorują też politycy. Po tym, jak w sobotę okazało się, że koronawirusa ma szef regionu Lacjum i sekretarz Partii Demokratycznej Nicola Zingaretti, w niedzielę wynik pozytywny dał test kolejnego ważnego urzędnika: gubernatora regionu Piemont Alberta Cirio.

„System sanitarny jest na krawędzi upadku”

Specjaliści wypowiadający się w mediach ostrzegają, że system sanitarny na północy kraju już nie wytrzymuje naporu epidemii.

„Czytam pogardliwe i powierzchowne komentarze dotyczące COVID-19" – napisał na Facebooku Stefano Benussi, dyrektor kardiochirurgii w Spedali Civili w Bresci, jednym z największych szpitali na północy Włoch – "Ponieważ sam znajduję się z najgorętszej strefie (Brescia w Lombardii ma jeden z najwyższych wskaźników zakażeń), czuję się upoważniony do poinformowania was o dramatyzmie sytuacji”.

Benussi nie owija w bawełnę: „To nie żarty, system sanitarny jest na krawędzi upadku. Od nas wszystkich i naszej współpracy zależy, czy uda się powstrzymać, a przede wszystkim spowolnić liczbę zakażeń. Jeżeli każdy z nas, w naszym otoczeniu, zdoła upowszechnić wiedzę na temat środków prewencyjnych i kultury obywatelskiej, uratujemy wiele żyć, zwłaszcza osób słabszych, które w przeciwnym razie zginą z powodu braku miejsc na salach reanimacyjnych”.

Rząd zdaje sobie sprawę, że gra nie toczy się tylko o północ kraju, gdzie zaczyna brakować miejsc w szpitalach. Bój Lombardii, Wenecji Euganejskiej czy Emilii-Romanii o powstrzymanie wirusa ma olbrzymie znaczenia dla południa kraju, które, jak przyznają rządzący nią politycy nie jest przygotowane na wybuch epidemii.

„La Stampa” podaje przykład statystyk dotyczących Sycylii, największego regionu południa Włoch (gdzie na szczęście jak do tej pory tylko zakażone są tylko 24 osoby, z których 7 wymaga opieki szpitalnej). Wszystkie 17 oddziałów chorób zakaźnych w tym regionie dysponuje łącznie 257 miejscami dla pacjentów, ale tylko 58 z nich ma podciśnienie powietrza gwarantujące izolację niezbędną dla pacjentów z koronawirusem. Na oddziałach terapii intensywnej miejsc jest 362, ale tylko z nich 21 przystosowanych na przyjęcie pacjentów z Sars-Cov-2. Dotychczasowy przebieg epidemii we Włoszech pokazuje, że prawie połowa pacjentów potrzebuje opieki w szpitalach, a 10 proc. z nich na oddziałach intensywnej terapii. To oznacza, że nawet zajęcie się zaledwie dwustu zakażonymi stanowiłoby na Sycylii problem.

W całym regionie Abruzja jest tylko 80 łóżek na intensywnej terapii.

- Skoro dławi się Lombardia, która ma najlepszą we Włoszech proporcję szpitali do wielkości populacji, strach myśleć, co się może wydarzyć na południu, gdzie brakuje wszystkiego: od wyposażenia po personel – powiedział Filippo Anelli, przewodniczący Narodowej Federacji Stowarzyszeń Lekarzy – W Apulii i Kampanii może i damy sobie radę. Może nawet i na Sycylii damy radę bronić się jak w Lombardii, ale w Kalabrii nie ma szans. Nie mówiąc o Molise, gdzie sytuacja, jeśli chodzi o personel szpitalny i strukturę sanitarną jest dramatyczna.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.