3916 zakażonych (o 600 więcej niż w czwartek), 197 zmarłych, 523 osoby wyleczone - to bilan dwóch tygodni od wybuchu epidemii koronawirusa we Włoszech.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ponad tysiąc spośród zakażonych przebywa w domowej izolacji. 2850 jest leczonych w szpitalach, z czego 462 na terapii intensywnej (w piątek przybyło 111 pacjentów). Więcej niż połowa zachorowań dotyczy Lombardii - 2080. To dane przedstawione na piątkowej konferencji  prasowej szefostwa włoskiej obrony cywilnej.

W Toskanii jest zakażona półtoramiesięczna dziewczynka.

Operator jednostki Czerwonego Krzyża zajmującej się nagłymi wypadkami związanymi z koronawirusem, Rzym 6 marca 2020 r.
Operator jednostki Czerwonego Krzyża zajmującej się nagłymi wypadkami związanymi z koronawirusem, Rzym 6 marca 2020 r.  Fot. Andrew Medichini / AP Photo

Poinformowano też o pierwszym przypadku w Watykanie – pacjent z pozytywnym wynikiem testu został przewieziono do szpitala w Rzymie. Watykański szpital został poddany dezynfekcji. Nie odbędzie się niedzielny Anioł Pański na placu św. Piotra. Najprawdopodobniej papież Franciszek odprawi mszę w innym miejscu i będzie ona dostępna online.

W piątek poinformowano, że koronawirusa SARS-CoV-2 wykryto u prefekta Matery, drugiego pod względem wielkości miasta regionu Bazylikata (który należał do najdłużej opierających się epidemii) oraz u dwóch wykładowców tamtejszego uniwersytetu.

W porcie w Neapolu poddano kwarantannie 125-osobową załogę statku z Genui, kiedy okazało się, że dziewięciu jej członków ma gorączkę.

Opustoszała Via della Spiga - słynna ulica zakupów w Mediolanie, 5 marca 2020 r.
Opustoszała Via della Spiga - słynna ulica zakupów w Mediolanie, 5 marca 2020 r.  Fot. Antonio Calanni / AP Photo

Koronawirus wymusza kwarantannę lekarzy

Od niedzieli w szpitalu Molinette w Turynie, jednym z największych w kraju, leczy się małżeństwo 70-latków, u których lekarze podejrzewali grypę. Teraz okazało się, że oboje mają koronawirusa. Zwłaszcza stan mężczyzny jest ciężki – trafił na reanimację.

Okazało się, że syn małżeństwa pracuje w prowincji Lodi, która jest epicentrum wywoływanej przez wirusa choroby COVID-19. Pacjenci nie poinformowali jednak o tym lekarzy, im zaś nie przyszło do głowy zapytać, czy pacjenci nie mieli kontaktu z osobami pochodzącymi z tzw. czerwonych stref, oddzielonych kordonem sanitarnym.

Kwarantannie poddano rodzinę zakażonych, około 30 pacjentów, 25 sanitariuszy i sześciu lekarzy z oddziału, na którym przebywało małżeństwo. Zaś sam oddział zamknięto. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie „poważnego niedopatrzenia”.

Wydarzenie w Molinette można nazwać co najmniej niefortunnym – przytrafio się w momencie, kiedy wirusolodzy alarmują, że wkrótce może zabraknąć miejsc na oddziałach intensywnej terapii dla nosicieli SARS-CoV-2. Nie mówiąc o tym, że zdaniem niektórych specjalistów również osoby, u których stwierdzono obecność koronawirusa, ale których stan jest dobry, również powinny być leczone w szpitalu. Zamiast tego, z powodu braku miejsc, wysyła się je na kwarantannę w domu.

Z kolei w Bolonii (region Emilia-Romania) zamknięto połowę oddziału urologii, gdy odkryto, że operowany tu pacjent miał kontakty z jedną z czerwonych stref, o czym nie poinformował lekarzy. Mężczyzna operowany był w zeszły piątek, miał też lekki katar (o którym również nie poinformował przed operacją), jego stan gwałtownie pogorszył się w niedzielę. We wtorek stwierdzono zapalenie płuc i zaczęto podejrzewać koronawirusa – jak się dziś okazało, słusznie.

Na kwarantannę musiał się udać personel kilku oddziałów aż trzech szpitali w Rzymie, gdyż u niektórych pacjentów stwierdzono koronawirusa.

Nauka online

Od czwartku w całym kraju zamknięte są szkoły – tak zdecydował rząd, bojąc się gwałtownego rozprzestrzenienia się choroby w najbliższych dniach. Wszędzie też – również zgodnie z jego dekretem – inicjuje się lekcje online. W Pizie zajęcia prowadzi się w streamingu, ale np. w Turynie czy Florencji wykładowcy muszą najpierw nagrać 60-minutowe wykłady w domu, a potem przesłać je na uniwersytecką platformę online.

Wykład online na uniwersytecie w Mediolanie, 5 marca 2020 r.
Wykład online na uniwersytecie w Mediolanie, 5 marca 2020 r.  Claudio Furlan / AP

- Jeśli do Wielkanocy spadnie liczba zakażeń, będzie nam nieco łatwiej zmagać się z epidemią – powiedział Massimo Galli, szef wirusologii w mediolańskim szpitalu Sacco. – W przeciwnym razie musimy być gotowi na znacznie trudniejszy okres.

Abruzja prosi o „strefę pomarańczową”

Przeniesienia się wirusa obawiają się regiony z południa Włoch, gdzie często brakuje oddziałów zakaźnych.

- Wirus nie wie, co to granice – mówi w wywiadzie dla „La Stampy” Marco Marsilio, gubernator Abruzji. - Zatrzymać infekcję to jak zatrzymywać morze rękoma. Musimy być realistami. Ale nasza sytuacja na razie jest jeszcze dobra. Wykorzystajmy ją najlepiej, jak można, by się przygotować na atak epidemii.

W Abruzji odnotowano dotąd tylko dziewięć przypadków wirusa – wszystkie u osób pochodzących z północy kraju albo u Abruzyjczyków, którzy wrócili zakażeni z Lombardii.

Jak informuje gubernator, w szpitalach w Abruzji jest zaledwie 80 łóżek na intensywnej terapii, ale większość z nich nie jest wyposażona w urządzenia odpowiednie do leczenie koronawirusa. Z drugiej strony region zadeklarował gotowość przyjęcia pacjentów z tych szpitali na północy kraju, gdzie zostały zamknięte oddziały z powodu kwarantanny, i stara się o zdobycie odpowiedniej aparatury.

Marsilio poprosił rząd, aby w jego regionie utworzono strefę pomarańczową.

- Rząd ustanowił strefy czerwone, czyli największego zagrożenia, i żółte, które są jednak zbyt obszerne i obejmują zbyt wielu ludzi, kilkadziesiąt milionów. Tak naprawdę niczego nie da się w nich kontrolować - wyjaśnia Marsilio. - Strefa pomarańczowa byłaby czymś pomiędzy czerwoną a żółtą. Myślę zwłaszcza o licznych studentach, którzy wracają teraz do Abruzji po decyzji rządu o zamknięciu szkół – z uniwersytetów w Piemoncie, Lombardii, Emilii-Romanii i Wenecji Euganejskiej. W sposób oczywisty stanowią potencjalne zagrożenie. Aby pomóc naszemu systemowi sanitarnemu w zatrzymaniu wirusa, należałoby zastosować wobec nich szereg działań kontrolnych.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Czy nikogo nie dziwi nadzwyczajnie wysoka śmiertelność we Włoszech? Wszystkie inne kraje mają ją kilkakrotnie mniejszą, a przynajmniej tak raportują.
    500 osób wyleczonych a 200 nie żyje.
    @muchatoowad
    wydaje sie, ze to z powodu malej ilosci testow. Na pewno chorych jest wiecej osob, niz przetestowanych
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    Śmiertelność na poziomie 5% i niestety idzie w górę...
    @liberator
    Nie liczy się wskaźnika śmiertelności dla kraju, bo mogą występować (i prawdopodobnie występują) czynniki zakłócające. Liczy się globalnie - w tej chwili zgony/przypadki stwierdzone ponad 3 proc. Niemało, ale to jeszcze niemiarodajne. W pełni miarodajne byłaby liczba potwierdzonych zgonów osób zakażonych (możliwe, że są takie, które umknęły) vs. liczba wszystkich zakażonych (a nie tylko potwierdzonych). Takich danych oczywiście nie będzie.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    U nas na Górnym Śląsku społeczeństwo odkażone wódką, przyzwyczajone do grzebania w śmietnikach i do brudu w melinach, wirusy nam niestraszne.
    @espero
    Po co te brednie?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Co to jest "bilan" ?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    W Chinach jest zamordyzm.... Procentowo spada.
    We Włoszech demokracja, wkrótce respiratorów braknie.
    już oceniałe(a)ś
    2
    2