Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obecnie zarażonych koronawirusem SARS-CoV-19 jest blisko 3 tys. mieszkańców Włoch. W czwartek poinformowano o dwóch przypadkach zakażeń w autonomicznym regionie Dolina Aosty – był to ostatni bastion, który opierał się chorobie.

Prezydent Sergio Mattarella odwołał przewidziane na 8 marca w Pałacu Kwirynalskim, jego rzymskiej siedzibie, uroczystości związane z Dniem Kobiet.

Wystawa dzieł Rafaela w Rzymie, 4 marca 2020 r.Wystawa dzieł Rafaela w Rzymie, 4 marca 2020 r. Fot. Domenico Stinellis / AP Photo

Półwyspowi Apenińskiemu grozi efekt domina

Giuseppe De Nicolao, inżynier informatyk z Uniwersytetu w Pawii, gdzie wykłada identyfikację modeli i analizę danych, opracował algorytm, według którego w ciągu najbliższych dwóch dni koronawirus może się gwałtownie rozprzestrzenić, o ile nie zostaną podjęte drastyczne środki zaradcze. O badaniach De Nicolao poinformował „Business Insider Italia”.

De Nicolao wziął pod uwagę liczby osób, u których wykryto zakażenie między 25 lutego a 1 marca. Okazało się, że „wyniki wykazują wyraźną tendencję skokową, która – w przypadku braku radykalnych, natychmiastowych działań – może do niedzieli doprowadzić do ponad 14 tys. zakażeń”.

De Nicolao przyjrzał się zwłaszcza skokom liczby zakażeń w trzech najbardziej dotkniętych wirusem regionach na północy Włoch: Lombardii, Emilii-Romanii i Wenecji Euganejskiej. To z nich wywodzi się 90 proc. wszystkich zakażonych. Profesor wyliczył, że w Lombardii i Wenecji Euganejskiej na podwojenie się liczby chorych wystarczyłoby niespełna dwa i pół dnia. Odrobinę lepszy wskaźnik ma Emilia-Romania: 1,91 dnia.

– Jeżeli w najbliższych dniach wzrost zachorowań będzie postępował w tym samym rytmie, będzie to oznaczało, że dotychczasowe środki podjęte przez rząd są niewystarczające. Co więcej bardzo prawdopodobne, że będziemy mieli do czynienia z efektem domina i inne regiony zaczną się od nich zakażać – ostrzegał De Nicolao.

Epidemia koronawirusa w fazie początkowej

Ustalenia De Nicolao potwierdzają inni badacze. Enrico Bucci z Temple University w Filadelfii i Enzo Marinari z Uniwersytetu La Sapienza w Rzymie napisali: „W przeciwieństwie do słyszanych tu i ówdzie głosów, epidemia znajduje się dopiero w fazie początkowej”.

Wśród ich zaleceń jest maksymalne ograniczenie kontaktów między ludźmi, zwłaszcza w trzech północnych regionach oraz w dużych miastach, a także wprowadzenie obowiązkowej kwarantanny w wielu innych miejscach poza strefami czerwonymi. Zdaniem Marinariego i Bucciego Włochom grozi podobna sytuacja, jaka panuje w Korei Południowej.

Obecnie na Półwyspie Apenińskim jest zarażonych ok. 3 tys. osób, ponad 100 zmarło, a na terapii intensywnej przebywa 300 pacjentów chorych na COVID-19.

Dekret rządowy, na który naciskali badacze, ma zapobiec sytuacji, w której gwałtowny wzrost zakażeń zagroziłby całemu systemowi sanitarnemu Italii. W kraju jest mniej więcej 5 tys. miejsc na oddziałach intensywnej terapii – połowa jest już zajęta przez pacjentów cierpiących na inne choroby.

– Podejmowanie tego typu decyzji zawsze było niepopularne i niestety zawsze będzie. Ale mając wybór między niepopularnością a koniecznością utrzymania zdrowego rozsądku i rygorów naukowych, należy zawsze wybierać to drugie – twierdzi w czwartkowym wywiadzie dla dziennika „La Stampa” Massimo Galli z Mediolanu, jeden z czołowych włoskich wirusologów, broniąc decyzji rządu.

Pasażerowie lotu z Mediolanu na lotnisku w węgierskim Debrecen podczas mierzenia temperatury, 25 lutego 2020 r.Pasażerowie lotu z Mediolanu na lotnisku w węgierskim Debrecen podczas mierzenia temperatury, 25 lutego 2020 r. Zsolt Czegledi / AP

Włosi czują, że na tym się nie skończy

Ostrzeżenia naukowców skłoniły rząd Giuseppe Contego do podjęcia radykalnych decyzji: poza szkołami i uniwersytetami zamknięto większość kin i muzeów, a rozgrywki sportowe mogą się odbywać wyłącznie za zamkniętymi drzwiami. Odwołano wszelkie konferencje naukowe.

Dekret obowiązuje na razie do 15 marca (z wyjątkiem rozgrywek sportowych – tu do 3 kwietnia), ale Włosi już czują, że na tym się nie skończy.

Rektor Uniwersytetu we Florencji odwołał już do końca marca wszystkie zebrania władz zakładów, instytutów i departamentów i napisał, że „spośród publicznych zgromadzeń możliwe są tylko obrony prac magisterskich”. Te zaś dawno temu zaplanowano na kwiecień.

Narodowy Instytut Zdrowia właśnie zapowiedział, że zamknięcie szkół może zostać przedłużone.
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.