Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
embed

Franziska von Haaren, "Die Welt": W szpitalach z dozowników znikają butelki ze środkiem dezynfekującym, a w Dolnej Saksonii policja prowadzi dochodzenie w sprawie podejrzeń o kradzież 1200 maseczek ze szpitala. Czy to oznaki strachu przed koronawirusem?

Ralph Hertwig, dyrektor Center for Adaptive Rationality w Instytucie Maxa Plancka: Nie znam co prawda szczegółowych powodów, dla których doszło do tych kradzieży, ale rzeczywiście obecnie daje się zauważyć poczucie braku bezpieczeństwa. To zaś może prowadzić do konieczności chronienia się poprzez nadmiernie gromadzenie zapasów, a może nawet kradzieże środków dezynfekujących - tym samym zaś do poczucia odzyskania kontroli w świecie pełnym niebezpieczeństw. Ale być może też ktoś kradł te środki i maseczki, bo miał nadzieję, że zarobi na cudzym strachu.

Do jakich działań jesteśmy zdolni, byle tylko odzyskać kontrolę nad strachem?

W momencie, gdy dominują nad nami uczucia strachu i paniki, zacieśnia się poczucie wspólnoty wewnątrz własnej grupy. Zaczynamy także odgradzać się od świata zewnętrznego i innych, którzy ucieleśniają cechy, jakie my odrzucamy.

Możemy przeciwdziałać temu m.in. poprzez edukację. Zamiast reagować w paniczny, nieempatyczny i niesolidarny sposób, lepiej stać się świadomym tego, jak się chronić, nie wykluczając innych i nie stygmatyzując ich.

Co w takim razie powinniśmy zrobić?

Istnieje kilka sposobów na to, by zachować zimną krew. Jednym z nich jest uświadomienie sobie, jaka jest rzeczywista skala ryzyka wystąpienia niebezpieczeństwa, którego się obawiamy.

Z powodu koronawirusa w szpitalach coraz częściej dochodzi do kradzieży środków do dezynfekcji, a liczba osób chętnych do oddania krwi spada. Na zdjęciu: medycy w polowej izbie przyjęć. Seul. Korea, 4 marca 2020Z powodu koronawirusa w szpitalach coraz częściej dochodzi do kradzieży środków do dezynfekcji, a liczba osób chętnych do oddania krwi spada. Na zdjęciu: medycy w polowej izbie przyjęć. Seul. Korea, 4 marca 2020 Fot. Ahn Young-joon / AP

Wiemy już, że w zdecydowanej większości przypadków wirus nie prowadzi do poważnej choroby. Zazwyczaj przebieg choroby jest dość łagodny, zwłaszcza w Niemczech, gdzie kondycja przeciętnego obywatela jest lepsza niż w krajach z gorzej rozwiniętą służbą zdrowia.

Ważne jest, by zrozumieć logikę działań, o których dyskutują politycy. Przede wszystkim chodzi o możliwe wytłumienie efektu wirusa i zyskanie na czasie. Wszyscy możemy pomóc w osiągnięciu tych celów poprzez zwracanie uwagi na rzeczy tak z pozoru błahe jak właściwa higiena rąk lub zmianę nawyków podczas powitania. Zimną krew możemy więc zachować na wiele różnych sposobów.

Co skłania nas do tego, by sądzić, że wirus stanowi dla nas niekontrolowane niebezpieczeństwo?

Jeżeli takie ryzyko miałoby być określone wyłącznie na podstawie danych liczbowych - na przykład statystyk śmiertelności - to musielibyśmy stwierdzić, że nie istnieje ono w Niemczech, bo nikt nie umarł po zakażeniu tym wirusem. Wiemy jednak, że ryzyko na pewno nie jest zerowe, ponieważ w innych krajach wirus doprowadził do zgonów.

Z badań nad postrzeganiem ryzyka przez ludzi wiemy, że subiektywna ocena nie może być zredukowana wyłącznie do liczb. Ocena sytuacji jest złożona i zależy od kilku tzw. charakterystyk ryzyka.

Na przykład dużą rolę odgrywa to, czy dane ryzyko jest wszechobecne, czyli już nam znane. Dotyczy to m.in.  ryzyka związanego z uczestnictwem w codziennym ruchu drogowym. Wszyscy je uznają i przyjmują za możliwe do kontrolowania. W przeciwieństwie do tego ryzyko związane z koronawirusem jest nowe i nieznane.

Jakie inne czynniki są jeszcze ważne?

Kontrola jest drugą ważną charakterystyką ryzyka, istotną dla naszej subiektywnej oceny. Nie mamy poczucia, że jesteśmy w stanie kontrolować wirusa. Jest to związane z tym, że jesteśmy dopiero na początku nauki o nim i nasza wiedza jest pełna luk. Zwłaszcza jeśli chodzi o pytanie, jak śmiertelny jest rzeczywiście ten wirus, liczby znacznie się różnią.

Ponadto istnieje jeszcze jedna charakterystyka: nie jesteśmy w stanie dostrzec wirusa, dlatego w przeciwieństwie do ruchu drogowego nie potrafimy uchwycić ani zobaczyć zagrożenia. W końcu przecież mówimy o ryzyku o globalnych konsekwencjach; może potencjalnie dotyczyć bardzo wielu osób i nie ogranicza się do jednej osoby lub regionu.

Jaką rolę odgrywają w tej sprawie fałszywe wiadomości i rozprzestrzeniające się teorie spiskowe?

Zasadniczo koronawirus nadaje się bardzo dobrze jako temat do rozpowszechniania teorii spiskowych i fałszywych wiadomości, ponieważ wciąż jest wokół niego wiele znaków zapytania. Teorie spiskowe mają tradycję w przypadku epidemii. Z opisów antropologów wiemy, że w średniowiecznej Europie brudna woda została dostrzeżona jako źródło zagrożenia epidemiologicznego dopiero wtedy, gdy o zatrucie studni oskarżono Żydów.

Przykład ten pokazuje, jak teorie spiskowe i fałszywe wiadomości konkurują z rzetelnymi informacjami o naszą uwagę. Tylko te ostatnie pomagają nam zidentyfikować prawdziwe przyczyny zdarzeń i podjąć właściwe decyzje. Dużo częściej takie fałszywe wiadomości są bardziej spektakularne i naładowane emocjami. Dlatego niektórzy ludzie postrzegają je jako atrakcyjniejsze.

Według Czerwonego Krzyża ze strachu przed wirusem spada liczba dawców krwi. Czy to może oznaczać, że skutki uboczne są prawdopodobnie poważniejsze niż sam wirus?

Jak dotąd nie zastanawialiśmy się nad tym zagadnieniem wystarczająco długo. Nieprzewidywalne i poważne konsekwencje są zjawiskiem, które znamy również z innych katastrof. Po 11 września wiele osób w Stanach Zjednoczonych przestawiło się z podróży lotniczych na transport drogowy. Doprowadziło to do znacznego wzrostu liczby zgonów na drogach. Same ataki terrorystyczne kosztowały życie wielu osób, ale reakcja ludności na terror - i idąca za tym zmiana zachowań komunikacyjnych - również spowodowała ofiary.

W obawie przed koronawirusem liczenie głosów w wyborach w Izraelu odbywało się w odzieży ochronnej. Shoham, 4 marca 2020W obawie przed koronawirusem liczenie głosów w wyborach w Izraelu odbywało się w odzieży ochronnej. Shoham, 4 marca 2020 Fot. Tsafrir Abayov / AP Photo

Jest całkiem możliwe, że nasze reakcje będą miały też ogromne konsekwencje w Niemczech. Dlatego, omawiając możliwe działania zapobiegawcze, politycy muszą rozważyć ich konsekwencje, nawet jeśli nie zawsze jest to łatwe. Również my powinniśmy to czynić, gdy chodzi o nasze indywidualne zachowanie.

Jaki wpływ na stłumienie naszego strachu miałoby pojawienie się szczepionki na wirusa? Czy wszyscy ci, którzy teraz panikują i masowo wykupują towary w sklepach, rzuciliby się po szczepionki?

Prawdopodobnie będzie to najbardziej zależało od tego, jak u nas rozwinie się wirus: czy ludzie w Niemczech będą z jego powodu umierać i jaki będzie rzeczywisty wskaźnik śmiertelności. Być może jednak do tego czasu dojdzie do pewnej normalizacji postępowania z wirusem, przyzwyczaimy się do niego i zostanie on subiektywnie oceniony jako raczej zwykły wirus grypy. Wówczas zapotrzebowanie na szczepionkę prawdopodobnie nie będzie tak duże, jak się obecnie zakłada.

embed
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.