Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Symbolem piątkowych, ciągnących się do późnej nocy negocjacji przywódców w Soczi stała się kaszka.

Rano gospodarz spotkał się z gościem przy śniadaniu, proponując mu postne danie: „To kaszka na wodzie. Spodoba ci się” – zachęcał.

Bat’ka przyjechał do Rosji po coś bardziej pożywnego. Miał nadzieję na zawarcie kontraktów na zakup przez Białoruś rosyjskiej ropy i gazu – oczywiście po tradycyjnych cenach dla partnerów ze Związku Państwowego Białorusi i Rosji – „braterskich", a więc zniżkowych.

Co z tą „głęboką integracją” Białorusi z Rosją

Zapowiadał, że błękitne paliwo należy mu się od Moskwy „po cenie takiej, jak dla sąsiadującego z nami obwodu smoleńskiego", czyli 70 dol. za 1 tys. m sześc. (przy tym wypłacanych w ekwiwalencie rublowym). W rzeczywistości liczył choć na 100 dol., czyli o 27 dol. mniej, niż Białoruś płaciła w 2019 r.

Zamierzał nakłonić Putina, by ten zdjął ograniczenia na dostawy ropy naftowej do jego kraju. Rosja, jak oblicza, w styczniu dostarczyła Białorusi jedynie 500 tys. ton ropy, czyli zaledwie czwartą część tego, na co liczyli w Mińsku. To stawia w bardzo trudnej sytuacji rafinerie w białoruskich Mozyrzu i Nowopołocku.

Łukaszenka oczywiście domagał się znacznej obniżki cen surowca. Jego zdaniem należy mu się od partnera zwolnienie dostarczanej ropy z podatku od kopalin, który płacą swojemu państwu rosyjskie spółki naftowe, a potem jego kosztami obciążają swoich odbiorców.

Putin poszedłby nie tylko na takie ustępstwa, gdyby Łukaszenka zgodził się w zamian na jedno – zaczął wcielać w życie to, do czego zobowiązał się jeszcze 20 lat temu, podpisując z Rosjanami układ o stworzeniu Związku Państwowego.

Chodzi o „głęboką integrację” Białorusi z Rosją, czyli wyrzeczenie się suwerenności swego kraju. A na to Łukaszenka pójść za nic nie chce.

Pompeo i Litwini dają karty do rąk Łukaszenki

W piątek wszystko wydawało się sprzyjać Łukaszence. Zła pogoda sprawiła, że rządowa delegacja z Moskwy nie dotarła na czas do Soczi i Putin został z nim na wiele godzin sam na sam.

Wspólnie jedli, potem grali w hokeja (w tej samej drużynie). Obaj nastrzelali bramek. Cztery razy trafił też Kola, syn Łukaszenki szykowany przez niego na następcę.

Łukaszence się wydawało, że tym razem ma mocne argumenty.

Tydzień wcześniej przyjmował u siebie sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo, a ten obiecał mu, że USA gotowe są po korzystnych cenach dostarczyć Białorusi 100 proc. potrzebnej jej ropy.

W Mińsku był też szef litewskiej dyplomacji Linas Antanas Linkevicius, zapewniając, że porty na Litwie mogą przyjmować nie tylko amerykańską ropę, ale także skroplony gaz z USA dla Białorusi. Pośrednictwo Litwinów pomogło już Mińskowi w sprowadzeniu niedawno 80 tys. ton ropy z Norwegii tankowcem, który zawinął do Kłajpedy.

Łukaszenka mógł więc dowodzić gospodarzowi, że jest w stanie poradzić sobie bez jego pomocy, więc Rosja do muru go nie przyprze.

Premier Rosji: „Należy maksymalnie harmonizować porządek prawny w obu krajach”

Putina jednak nie wystraszyły ani zbliżenie Mińska z Waszyngtonem, ani norweska ropa.

Gdy do Soczi dotarła już świta prezydenta Rosji i skończyły się nocne rozmowy, Dmitrij Kozak, zastępca szefa administracji Kremla (tylko on wyszedł do prasy, prezydenci nie spotkali się z dziennikarzami), ogłosił, że Białoruś będzie za 1 tys. m sześc. gazu płacić nadal 127 dol., a za ropę też bez specjalnych ulg. Według niego to i tak będzie 83 proc. ceny światowej. Białorusini uważają przeciwnie – że realnie stawka jest wyższa od obowiązujących na rynkach międzynarodowych.

Przełomu więc nie ma. Bat’ka nadal stoi przed alternatywą – albo zaciskanie pasa (bo warunki Rosji mocno odchudzą jego gospodarkę), albo „głęboka integracja”, czyli kapitulacja.

Przedstawiciele władz obu krajów nie kwapią się komentować przebiegu i wyników rozmów w Soczi. Za to konsekwencje porażki Mińska usiłują tłumaczyć media. Białoruski portal naviny.by przypomina, że nowy premier Rosji Michaił Miszustin już zdążył zapewnić, że należy „w pełni wykorzystać potencjał układu o Państwie Związkowym i maksymalnie harmonizować porządek prawny w obu krajach”. „Można więc założyć, że w Soczi białoruskiemu prezydentowi nadal wykręcano ręce – albo zgadzaj się na integrację po naszemu, albo nie miej pretensji, że preferencji nie dostaniesz” – piszą na naviny.by.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.