Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szef dyplomacji amerykańskiej w piątek był w Ukrainie, sobotę spędził na Białorusi. Potem z zachodu przeniósł się na wschód, do Azji Środkowej i w niedzielę odwiedził Kazachstan, a w poniedziałek przyleciał do Taszkientu. Tu, co szczególnie zaniepokoiło Rosjan, spotkał się z ministrami spraw zagranicznych Uzbekistanu, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Turkmenistanu. Jak zauważyli moskiewscy obserwatorzy, wszędzie był przyjmowany z radością.

Ministrowie spraw zagranicznych Kazachstanu, Kirgistanu, Uzbekistanu, Tadżykistanu i Turkmenistanu oraz sekretarz stanu USA Mike Pompeo na spotkaniu w Taszkiencie.Ministrowie spraw zagranicznych Kazachstanu, Kirgistanu, Uzbekistanu, Tadżykistanu i Turkmenistanu oraz sekretarz stanu USA Mike Pompeo na spotkaniu w Taszkiencie. Fot. AP

Moskiewski dziennik „Kommiersant” relacji o podróży gościa z Waszyngtonu nadał żartobliwy, ale jednak pełen niepokoju tytuł: „Rosja okrążona przez wizyty”.

Natomiast „Niezawisimaja Gazieta” dostrzega w aktywności Pompeo zły znak: „Jeśli nie brać pod uwagę Mołdawii, której władze aktywnie rozwijają stosunki z Moskwą, nie rezygnując przy tym z procesu integracji z UE, to na terytorium byłego ZSRR nie ma już kraju, w którym Stany Zjednoczone nie zajmowałyby miejsca opuszczonego przez Federację Rosyjską. Lekcja ukraińska niczego nas nie nauczyła ani niczego nie oduczyła”. Zdaniem dziennika teraz przede wszystkim Białoruś może pójść drogą Ukrainy, gdzie „kiedyś zaczęło się od zbliżenia z NATO, a zakończyło na zerwaniu relacji z Rosją”.

Ambasador USA wraca do Mińska

Przełom w relacjach Waszyngton - Mińsk jest dla Kremla najbardziej niepokojący. Pompeo w sobotę został na Białorusi ciepło przyjęty, choć Waszyngton już za czasów George'a Busha nałożył sankcje na ten kraj za łamanie praw człowieka. Amerykański sekretarz stanu nie szczędził komplementów pod adresem gospodarza, którego Amerykanie niedawno jeszcze nazywali "ostatnim dyktatorem Europy". 

Podczas wizyty w Mińsku Pompeo zapowiedział, że wkrótce, po 12 latach przerwy, wznowi tu pracę  ambasador Stanów Zjednoczonych. Rozmawiał też o „perspektywach współdziałania Białorusi z blokiem NATO” oraz „współpracy służb specjalnych obu państw”. To wszystko musiało rozdrażnić Rosję, podobnie jak deklaracja zagwarantowania Białorusi dostaw nawet 100 proc. ropy naftowej ze Stanów Zjednoczonych i to po „konkurencyjnych" cenach.

Choć trudno sobie wyobrazić spełnienie tej obietnicy, deklaracja Pompeo jest przede wszystkim wysłanym Moskwie sygnałem, że Białoruś nie musi się uginać pod szantażem Rosji, która zawyżając ceny na ropę i gaz, próbuje zmusić sąsiedni kraj do wyrzeczenia się swej suwerenności.

Biały Dom "chciałby znieść sankcje"

Amerykański sekretarz stanu, występując z białoruskim kolegą Władimirem Makiejem na wspólnej konferencji prasowej, wsparł opór, jaki Łukaszenka stawia zakusom potężnego sąsiada. Z satysfakcją przyznał, że w czasie dwugodzinnej rozmowy w cztery oczy prezydent Białorusi zapewnił go, że jego kraj „nie stanie się częścią innego państwa”.

W celu poprawy stosunków z Mińskiem Pompeo zrezygnował też z tradycyjnego dla zachodnich polityków odwiedzających kraje, w których łamane są zasady demokracji, spotkania z miejscową opozycją. W Mińsku ograniczył się do rozmowy z zaledwie kilkoma obrońcami praw człowieka.

Pompeo nie mógł natomiast obiecać Łukaszence zniesienia sankcji nałożonych na jego kraj, bo te są wprowadzone na mocy uchwały Kongresu. Zapewnił jednak, że Biały Dom chciałby „iść w tym kierunku”.

Na lotnisku w Taszkiencie Mike'a Pompeo powitała delegacja w strojach ludowych z bukietem kwiatów.Na lotnisku w Taszkiencie Mike'a Pompeo powitała delegacja w strojach ludowych z bukietem kwiatów. Fot. AP

W Taszkiencie o współpracy wojskowej

Granice rosyjskich wpływów Pompeo naruszył również w Uzbekistanie. Zorganizował w Taszkiencie spotkanie określane jako „pięć plus”, na które zaprosił ministrów spraw zagranicznych Uzbekistanu, Turkmenistanu, Kazachstanu, Kirgistanu i Tadżykistanu. Te ostatnie trzy państwa należą do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym - stworzonego i kierowanego przez Moskwę luźnego sojuszu militarnego.

„Alianci” Rosji spotkali się z wysłannikiem Waszyngtonu, by rozmawiać o wspólnych z Amerykanami działaniach w regionie, czyli przede wszystkim o współpracy wojskowej. Chodzi na przykład o wykorzystanie przestrzeni powietrznej i być może baz w tych państwach przez lotnictwo USA operujące w Afganistanie. Według źródeł rządowych, na które powołują się media moskiewskie, celem kontaktów Pompeo z „piątką środkowoazjatycką” ma być „oderwanie tych krajów od Rosji oraz Chin i włączenie ich w amerykańskie regionalne projekty w sferze bezpieczeństwa i energetyki”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.