Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Trzy lata po pierwszym dekrecie w tej sprawie prezydent szykuje się do rozszerzenia zakazu podróży do Stanów Zjednoczonych na kilka kolejnych krajów.

Tamto prawo Trump wydał ledwie tydzień po swoim zaprzysiężeniu w styczniu 2017 r. Długo blokowały je sądy, Biały Dom je modyfikował, aż Sąd Najwyższy zapalił mu w zmienionej wersji zielone światło. Obecnie poważnie ogranicza ono możliwości przylotu do USA obywatelom Iranu, Libii, Somalii, Syrii i Jemenu, czyli krajów, w których większość stanowią muzułmanie, oraz Korei Północnej i Wenezueli.

Amerykańskie media donosiły w ostatnich dniach, że administracja pracuje nad rozszerzeniem tej listy. Zapytany o to podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos Donald Trump potwierdził: - Dodamy kilka krajów. Widzicie, co się dzieje na świecie. Nasz kraj musi być bezpieczny.

Szczegółów nie zdradził, ale zapowiedział, że "bardzo niedługo" się pojawią. Według publicznego nadawcy NPR można spodziewać się ich w poniedziałek.

Od Białorusi po Nigerię

Nowa lista nie jest jeszcze ostateczna, ale źródła "Politico" podają, że najprawdopodobniej poszerzy się o Białoruś, Erytreę, Kirgistan, Mjanmę (dawniej Birma) Nigerię, Sudan i Tanzanię.

Nie we wszystkich przypadkach zakaz ma dotyczyć wszystkich obywateli. W niektórych - tak jak obecnie w odniesieniu do Wenezueli - obejmie głównie urzędników państwowych bądź jedynie określone kategorie wiz.

O ile restrykcje wobec Iranu czy Syrii nie mogły popsuć i tak wrogich relacji z ajatollahami i Baszarem al-Asadem, o tyle np. Nigeria jest ważnym sojusznikiem USA w walce z terroryzmem w regionie. Nie wspominając o fakcie, że w Stanach istnieje spora nigeryjska diaspora. Trump mógł wzburzyć ją już wcześniej, mówiąc, że kiedy Nigeryjczycy zobaczą USA, "nigdy nie wrócą już do swoich chat" (cyt. za źródłami "New York Timesa").

Białoruś miał niedawno odwiedzić sekretarz stanu Mike Pompeo, zatrzymał go ostry kryzys w relacjach z Iranem. Wizyta najwyższego rangą od ćwierć wieku przedstawiciela władz USA na Białorusi miała stanowić kolejny krok w relatywnym ociepleniu wzajemnych stosunków i wzmocnić Mińsk w relacjach z Rosją.

Sudan niedawno pozbył się dyktatora Omara al-Baszira, nowe władze liczyły na poprawę relacji z Waszyngtonem (nawet jeśli komentatorzy patrzą na nie podejrzliwie).

W Mjanmie USA przez lata wspierały proces stopniowej demokratyzacji i - mimo piętnowania czystek etnicznych prowadzonych przez wojsko wobec ludu Rohingya - wciąż starają się nie dopuścić do zacieśniania więzi kraju z Chinami (w dużej mierze nieskutecznie). 

Mur wznoszony w stanie Arizona na granicy z Meksykiem, mający powstrzymać nielegalnych migrantów przed wyprawianiem się tą drogą do USA, 10 września 2019 r.Mur wznoszony w stanie Arizona na granicy z Meksykiem, mający powstrzymać nielegalnych migrantów przed wyprawianiem się tą drogą do USA, 10 września 2019 r. Fot. Matt York / AP Photo

"Nie chcemy importować terroryzmu"

Biały Dom broni jednak zakazów. Jego rzecznik Hogan Gidley nie potwierdził jeszcze co prawda rozszerzenia listy, ale określił dotychczasową politykę mianem "zdecydowanie udanej, jeśli chodzi o ochronę naszego kraju i poprawę bezpieczeństwa na świecie".

- Zdrowy rozsądek i względy bezpieczeństwa narodowego podpowiadają, że jeśli jakiś kraj chce w pełni uczestniczyć w programach imigracji do USA, powinien dostosować się do wszystkich przepisów w dziedzinie polityki bezpieczeństwa i antyterroryzmu. Nie chcemy importować do Stanów Zjednoczonych terroryzmu ani żadnych innych zagrożeń - powiedział Gidley.

Krytycy dekretu przekonują, że nie tylko jest sprzeczny z wartościami Stanów Zjednoczonych, ale również wcale nie poprawia bezpieczeństwa, a wręcz je pogarsza, alienując społeczności. Sprawcy ostatnich głośnych zamachów terrorystycznych lub strzelanin w kraju nie pochodzili z krajów będących na czarnej liście, w wielu przypadkach urodzili się w USA.

Generalny zakaz przyczynił się do wielu ludzkich dramatów. Jesienią muzułmanie opowiadali o nich w Kongresie.

- Nawet nie poznałem mojej córeczki, nigdy nie trzymałem jej w ramionach. Widuję ją tylko na zdjęciach i nagraniach – żalił się Ismail Al-Ghazali, pochodzący z Jemenu nowojorczyk, od trzech lat bezskutecznie próbujący ściągnąć do Ameryki żonę i dwójkę małych dzieci, pozostawionych w pogrążonej w wojnie domowej ojczyźnie. Twierdził, że spotkanie z konsulem, na które żona czekała ponad dwa lata, trwało pięć minut, po czym jej wniosek został odrzucony.

Zdaniem części komentatorów to nie przypadek, że rozszerzenie listy nastąpi w roku wyborów prezydenckich i w czasie procesu impeachmentowego w Senacie: podejmując kolejne zdecydowane ruchy w kwestii imigracji, Trump przede wszystkim mobilizuje swoich zwolenników.

Trump przymyka bramy do USA

Dekret zakazujący wstępu do USA obywatelom wybranych państw był pierwszym z całej serii posunięć Donalda Trumpa przymykających bramy do USA.

Najsłynniejszy jest oczywiście projekt budowy muru na granicy z Meksykiem, jedno z głównych haseł kampanii Trumpa z 2016 r. Wobec sprzeciwu Kongresu w zeszłym roku prezydent przeniósł na ten cel część funduszy Pentagonu, na co po zaciekłej batalii pozwolił mu sąd.

Trump zmienił wiele zasad dotyczących ubiegania się o azyl na granicy z Meksykiem. Polityka "remain in Mexico" zakłada, że tysiące uciekinierów z Salwadoru, Gwatemali, Hondurasu i innych państw oczekują na rozpatrzenie swoich wniosków po meksykańskiej, a nie amerykańskiej stronie granicy. Ograniczono liczbę wniosków przyjmowanych codziennie na przejściach granicznych, co wzmogło przeprawy "na dziko".

Bodaj największe protesty obrońców praw człowieka wywołała w 2018 r. zakończona już praktyka rozdzielania imigranckich rodzin, które przekroczyły granicę. Rodziców uznawano za przestępców i aresztowano, dzieci trafiały do zamkniętych rządowych centrów.

Trump próbował zakończyć lub ograniczyć wiele programów imigracyjnych, takich jak loteria wizowa, program statusu tymczasowej ochrony dla ofiar katastrof naturalnych i innych nieszczęść, w którym zdecydowanie największą grupę stanowią Salwadorczycy, czy program ochrony imigrantów, którzy przybyli do USA jako dzieci (DACA). Jednak część takich prób blokują na razie sądy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.