Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Proszę pozwolić, że odpowiem pokrótce na artykuł byłego przewodniczącego rządu regionalnego Katalonii Carlesa Puigdemonta, który „Wyborcza” opublikowała ostatniego dnia 2019 r. w dodatku „Gazeta Wyborcza with NYT: Turning Points. Global Agenda 2020”.

Pan Puigdemont sam siebie nazywa wygnańcem. Ściśle rzecz ujmując, jest zbiegiem ukrywającym się przed wymiarem sprawiedliwości. Pan Puigdemont powinien był stanąć przed hiszpańskim Sądem Najwyższym obok dwunastu innych przywódców katalońskiego ruchu separatystycznego, którzy zostali osądzeni za udział w zdarzeniach, do jakich doszło we wrześniu i październiku 2017 r. Jednakże uciekł, tak jak uciekli autorzy „napadu stulecia” na pociąg pocztowy w Glasgow. Ma zatem do uregulowania z wymiarem sprawiedliwości sprawy, za które niektórzy z jego podwładnych zostali osądzeni i skazani.

Pan Puigdemont deklaruje się jako zwolennik wzniesienia granicy między Katalonią i resztą Hiszpanii. Gdyby powiódł się jego zamysł, wszyscy Hiszpanie, wśród nich Katalończycy, doświadczyliby ograniczenia swych praw politycznych. Miliony Katalończyków, którzy cierpią z powodu wrogiej atmosfery, dlatego że – jak ich przodkowie – chcą być nadal Hiszpanami, padłoby ofiarą gwałtu nie do naprawienia.

Cyniczne zniesławianie Hiszpanii

Pan Puigdemont przedstawia sprawę niepodległości Katalonii jako triumf wolności, jako akt emancypacyjny spod opresyjnej władzy Hiszpanii. Prawda jest taka, że niepodległość ta jest głęboko sporna: sieje wrogość, stawia jednych przeciw drugim i zubaża Katalończyków, i Hiszpanów. Jej uzyskanie zadałoby też śmiertelny cios hiszpańskiej demokracji.

Separatyści, a zapalczywość pana Puigdemonta jest tu szczególna, nie ustają w zniesławianiu Hiszpanii, tworząc jej karykaturę jako kraju antydemokratycznego, co jest równie cyniczne i kłamliwe jak obwinianie Polski o doprowadzenie do wybuchu II wojny światowej. Fakt, że od czterech dziesięcioleci Katalonią rządzą nacjonaliści, dziś przemienieni w separatystów, odbiera wiarygodność tej propagandowej narracji.

Konstytucja jako rama współżycia w wolności

Rzeczywistość pokazuje, że gdy chodzi o secesję, wszystkie chwyty są dozwolone. Wszelkimi sposobami, wbrew rozsądkowi, demokratycznemu prawu, zasadom współżycia i historii, próbuje się uzyskać oddzielenie się od Hiszpanii – cel, jaki ten ruch stawia sobie od chwili swych narodzin, posiłkując się ideami nacjonalizmu i supremacji zrodzonymi w ostatnich trzech dekadach XIX w. Stawka jest wysoka.

Dlatego my, Hiszpanie – wśród nas miliony Katalończyków, którzy wciąż opowiadają się za zgodą – motywem przewodnim hiszpańskiej drogi do demokracji, który znalazł odzwierciedlenie w konstytucji z 1978 roku, stanowiącej ramy współżycia w wolności, zawsze będziemy winni wdzięczność wszystkim, którzy z przekonania i przez wzgląd na zasady wspierają sprawę Hiszpanii zjednoczonej, demokratycznej, solidarnej i zaangażowanej na rzecz pokoju, sprawiedliwości i praw człowieka.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.