Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Jestem podekscytowany wyjazdem w nowym roku do Ukrainy, Białorusi, Kazachstanu, Uzbekistanu i Cypru, aby spotkać się z tamtejszymi partnerami i potwierdzić priorytety USA w Europie i Azji Południowo-Środkowej" - napisał w piątek na Twitterze szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo. 

Zaraz potem Departament Stanu USA poinformował, że w piątek 3 stycznia Mike Pompeo przyleci do Kijowa na rozmowy z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zelenskim, szefem ukraińskiej dyplomacji Wadimem Pristajką i ministrem obrony Andrijem Zagorodniukiem. 

Następnego dnia Pompeo poleci do stolicy Białorusi. 

Ocieplenie z Białorusią

W Mińsku szef amerykańskiej dyplomacji przeprowadzi rozmowy z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką i ministrem spraw zagranicznych Uadzimirem Makiejem.

Mike Pompeo będzie najwyższym rangą przedstawicielem władz USA, który odwiedzi Białoruś od co najmniej ćwierć wieku. A jego wizyta będzie stanowić kolejny krok do poprawy relacji Stanów Zjednoczonych z Białorusią.

Ocieplenie w stosunkach Waszyngtonu z Mińskiem zaczęło się w tym roku. Po serii wizyt i konsultacji ekspertów, pod koniec sierpnia do Mińska na spotkanie z Łukaszenką przyleciał John Bolton, ówczesny doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta USA Donalda Trumpa. W czasie wizyty w Mińsku Bolton publicznie popierał suwerenność Białorusi. A trzy tygodnie potem do Mińska przyleciał zastępca sekretarza stanu USA David Hale, aby przywrócić pełne relacje dyplomatyczne, których rangę kilka lat wcześniej obniżono. 

Fiasko integracji z Rosji

Poprawa relacji z USA mogła być dodatkowym argumentem dla Białorusi w debatach z Rosją o zacieśnieniu integracji tych państw.

W tym miesiącu negocjacje w tej sprawie zakończyły się bez wyniku. A głównymi polami sporów pozostały kwestie wprowadzenia wspólnej waluty (Białoruś nie chciała zastąpić własnej waluty rosyjskim rublem), a także kwestie cen gazu i ropy naftowej. 

Dwa dni przed końcem 2019 r. Białoruś nie wie jeszcze, ile będzie płacić w 2020 r. za rosyjski gaz. Nie rozwiązano też sporów o zmiany podatkowe w Rosji, które podbiły ceny ropy naftowej dla Białorusi. W tej sytuacji Łukaszenka kolejny raz postraszył Moskwę, że za pośrednictwem Polski zacznie sprowadzać ropę naftową z USA i państw Zatoki Perskiej, ograniczając przy tym tranzyt rosyjskiej ropy rurociągiem "Przyjaźń".

Polski straszak

"[Proponują nam dostawy ropy] przez Polskę, to najtańsza marszruta. Mogę wziąć ropę saudyjską czy amerykańską, co tylko będzie tańsze, z rynku w Gdańsku i rurą dostarczyć ją rewersem [na Białoruś]. Mam trzy rury ropociągu 'Przyjaźń'. W pierwszym etapie zabieram jedną rurę i rewersem zaopatruję rafinerie. Mamy dwie wielkie rafinerie, których modernizację zakończono w tym roku i ich głębokość przerobu jest taka, jak w Europie. W Rosji macie tylko jeden taki zakład. Pójdzie wszystko dobrze, to zabiorę rewersem drugą rurę i dla was zostanie tylko jedna rura. Tymi [trzema] rurami dostarczacie do 70 mln ton ropy rocznie na zachodni rynek. Jeśli zabiorę dwie rury powiedzmy na 60 mln ton, to wam do przesyłu pozostanie 20 mln ton" - powiedział w zeszłym tygodniu Łukaszenka w wywiadzie dla rosyjskiej rozgłośni Echo Moskwy. 

Nic dziwnego, że zaraz po zapowiedzi wizyty szefa amerykańskiej dyplomacji w Mińsku Kreml zapowiedział rozmowę telefoniczną Putina z Łukaszenką. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.