Oczekujący na azyl polityczny na Zachodzie Europy skruszony oficer opowiedział o swoim udziale w eliminowaniu opozycjonistów pod koniec lat 90. XX w. Ta historia wypłynęła w szczególnym momencie: 20 grudnia odbędzie się kolejne spotkanie prezydentów Białorusi i Rosji dotyczące integracji obu państw. Czy osłabi to pozycję Łukaszenki w negocjacjach?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W wywiadzie udzielonym „Deutsche Welle” Jurij Garawski nazywa siebie byłym funkcjonariuszem białoruskiego Specjalnego Oddziału Szybkiego Reagowania (SOSR). Opowiada o porwanych i zabitych przeciwnikach Aleksandra Łukaszenki. Wiosną 1999 r. w Mińsku zniknął były szef MSW Jurij Zacharenko, a jesienią tego samego roku były szef Centralnej Komisji Wyborczej Wiktor Gonczar oraz wspierający opozycję biznesmen Anatolij Krasowski.

Skruszony oficer specnazu twierdzi, że zostali porwani i zabici przez współpracowników SOSR na rozkaz dowódcy jednostki Dmitrija Pawłyczenki. To on miał własnoręcznie zastrzelić porwanych. Garawski ujawnia wiele szczegółów, bo sam brał udział w porwaniach i był obecny przy egzekucjach.

Jest też przekonany, że o wszystkim wiedzieli urzędnicy na najwyższych szczeblach władzy – szef MSW Jurij Siwakow oraz sekretarz Rady Bezpieczeństwa Wiktor Szejman. Prawdopodobnie także sam Łukaszenka, ale nie ma co do tego pewności.

- Wszystkie rozkazy były wydawane ustnie. Nie ma żadnych pisemnych potwierdzeń, nagrań wideo czy protokołów – podkreśla Garawski.

I potwierdza w zasadzie wnioski specjalnego wysłannika Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Christosa Pourgouridesa, który na początku XXI w. prowadził śledztwo dotyczące zaginionych opozycjonistów. Specjalny Oddział Szybkiego Reagowania nazwał on „szwadronem śmierci pod dowództwem Pawłyczenki”. Jego zdaniem porwania i zabójstwa odbyły się za zgodą najwyższych władz, w tym Łukaszenki.

Ale zdaniem DW relacja oficera, który – jak sam twierdzi – brał udział w tych operacjach, może dać nowy impuls śledztwu w sprawie wyjaśnienia okoliczności owych przestępstw.

Garawski jest gotów złożyć zeznania pod przysięgą, a dziennikarzom DW przedstawił dokumenty potwierdzające jego tożsamość i opowieść.

Czy stoi za tym Rosja

Po tej publikacji białoruscy dziennikarze z „Naszej Niwy” i portalu TUT.BY dodzwonili się do b. dowódcy SOSR Dmitrija Pawłyczenki. Ten potwierdził, że znał skruszonego oficera i że służył on w oddziałach MSW przez półtora roku (1998-99). Ale dodał, że SOSR powstał w 1999 r., kiedy Garawski został zatrzymany za przestępstwa, jakich się dopuścił podczas służby. Mimo to Pawłyczenko pomógł mu podjąć na powrót pracę w organach. W kolejnym komentarzu udzielonym dziesięć minut później powiedział z kolei, że nie zna Garawskiego i że nikt taki nigdy nie służył pod jego dowództwem.

W tej historii jest wiele pytań. Nie wiadomo, czym się zajmował Białorusin po zwolnieniu z pracy ani w jaki sposób udało mu się opuścić kraj. Jesienią 2018 r. roku poprosił o azyl polityczny w Europie Zachodniej - być może „spowiedź” to próba wpłynięcia na tę decyzję (postępowanie trwa).

Ale białoruscy i ukraińscy komentatorzy wskazują też, że istotny jest moment ukazania się wywiadu.

Jeden z pragnących zachować anonimowość rozmówców „Wyborczej” z Mińska przyznaje, że opowieść oficera działa teraz na korzyść Kremla i że za tym „atakiem informacyjnym” może stać Rosja, a jego znajomy zatrudniony w białoruskich organach dziwi się, że do tak poważnej sprawy jak porwania i zabójstwa włączono Garawskiego, który nie był wtedy kadrowym oficerem, tylko odbywał służbę jako poborowy (tak przynajmniej twierdzi Pawłyczenko). Z drugiej zaś strony Garawski podał szczegóły, które mogą znać tylko sprawcy owych przestępstw...

Moskwa naciska na Łukaszenkę w sprawie realizacji podpisanych w 1999 r. porozumień dotyczących integracji Białorusi z Rosją i powołania wspólnego państwa związkowego. 7 grudnia prezydenci obu krajów spotkali się w Soczi, ale rozmowy nie przyniosły rezultatów. Kolejne odbędą się 20 grudnia w Petersburgu.

W ostatnim dniach Łukaszenka starał się wzmocnić swoją pozycję przed spotkaniem. Pojawiły się nawet informacje o rozmowach dotyczących umowy wojskowej między Mińskiem a Waszyngtonem. Łukaszenka przystał też na 500 mln dol. pożyczki z Chin, by zmniejszyć doraźny nacisk ekonomiczny Rosji (przynajmniej na najbliższy rok).

Białoruski Melnyczenko?

Ukraiński ekspert ds. technologii politycznych Taras Berezowec uważa, że Rosja chce zrobić z Łukaszenki w oczach Zachodu „toksycznego polityka”. A kijowski politolog Jewhen Mahda napisał na Facebooku, że na Białorusi pojawił się tamtejszy major Melnyczenko.

Mykoła Melnyczenko pracował w ochronie ukraińskiego prezydenta Leonida Kuczmy i założył w jego gabinecie podsłuch. Na ujawnionych w listopadzie 2000 r. nagraniach (skandal kasetowy) słychać m.in., jak osoba o głosie podobnym do prezydenckiego domaga się zrobienia porządku z dziennikarzem Heorhijem Gongadze. Został porwany i zabity we wrześniu 2000 r.

- Wywiad ukazuje się przed spotkaniem Łukaszenki z Putinem. I tutaj faktycznie można wspomnieć o taśmach majora Melnyczenki, dlatego że sprawa Gongadze bardzo skomplikowała relacje Kuczmy z Zachodem, które do tego momentu rozwijały się intensywnie – mówi „Wyborczej” mieszkający w Kijowie białoruski politolog Ihar Tyszkewicz.

Jego zdaniem fakty, o których mowa w wywiadzie, są dobrze znane: - To jedno z kluczowych oskarżeń białoruskiej opozycji pod adresem Łukaszenki, może nawet poważniejsze niż uzurpacja władzy.

On również uważa, że najważniejsze jest być może pytanie: „Dlaczego właśnie teraz?”.

Zdaniem Tyszkewicza wywiad może skomplikować pozycję międzynarodową Białorusi, wywołując na Zachodzie reakcję podobną do tej z czasów Kuczmy.

W swoim czasie Łukaszenka był już objęty sankcjami personalnymi, ale te zostały zniesione. Jednak skandal wywołany przez wywiad może też doprowadzić do rozpalenia na nowo konfrontacji między opozycją A Łukaszenką, a to może zachwiać jego pozycją podczas rozmów z Putinem.

Wrogowie Łukaszenki

Trzej porwani w 1999 r. Białorusini byli związani z antyłukaszenkowską opozycją. Jurij Zacharenko w 1994 r. był w ekipie Łukaszenki podczas wyborów prezydenckich, ten naznaczył go na ministra spraw wewnętrznych i nadał stopień generał majora. Ponad rok później, już jako prezydent, zdymisjonował jednak Zacharenkę, a następnie zdegradował do stopnia pułkownika. Ów w 1998 r. przyłączył się do opozycji.

Również Wiktor Gonczar w 1994 r. znajdował się w drużynie kandydata Łukaszenki. Po wyborach został wicepremierem, ale szybko go zdymisjonowano i przeszedł do twardej opozycji. Był szefem (krótko) Centralnej Komisji Wyborczej. Nie chciał uznać rezultatów referendum z 1996 r. rozszerzającego pełnomocnictwa prezydenta.

Z kolei biznesmen Wiktor Krasowski angażował się społecznie i politycznie. Wspierał różne organizacje, w tym polityczne, będące w opozycji do władzy. Przyjaźnił się z Gonczarem i w 1996 r. podczas wspomnianego referendum występował przeciwko Łukaszence.  

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Dodajmy że wcześniej Łukaszenka pozbył się niezależnego sądownictwa.
@polaris50
A senator Karczewski zachwycał się Łukaszenką że "to taki ciepły człowiek" No tak, on jeszcze jest ciepły...
już oceniałe(a)ś
0
0
A nie mogli się powiesić leżąc w łóżku?
już oceniałe(a)ś
21
0
H (a) S (e) L K (a) czyli Hitler, Stalin, Lukaszenka i Kaczynski to polityczni bracia blizniacy. Ta sama mysl, ta sama ideologia.
już oceniałe(a)ś
18
0
Tak na zdrowy rozum - czyż system białoruski nie byłby idealny dla modelu pisowskiego państwa? Łukaszenka ma władzę absolutną i dozgonną, w dodatku z namaszczenia suwerena. Opozycja? owszem jest, ale taka jaka być powinna, czyli "nie-totalna". Sądy? policja? wojsko? .... wszyscy sprzyjają jedynie słusznej władzy! Po prosty idealny system dla PiS-u! A na dodatek można mordować wrogów ludu i nie ponosić za to odpowiedzialności. Bo czy tam jakaś głupia UE ma coś do gadania?
już oceniałe(a)ś
8
0
Brzmi znajomo. Przecież pisi też "znikają" Wałęsę, Kuronia, plakietki WOŚP. Jednak bolszewizm nie zna granic państwowych.
już oceniałe(a)ś
6
0
@alakyr1
Edward Snowden, Jeffrey Carney. Kolejne łzawe opowieści, których nikt nie może potwierdzić. Najważniejsze żeby dali azyl, no i parę groszy za teksty.
@szeloja
Wujcio, a prosili chłopaki - trolla nie zaczepiać, nie karmić. Złościsz się, a Rykała rączki zaciera, bo mu małe punkty skaczą... Po licho? Kosz, i spokój.
już oceniałe(a)ś
7
0
@JasiekGrzywacz
Zawsze u trolli klikam kosz, nigdy minus.
Za wpis poza wątkiem nie dostają kasy. A dziś wyjątkowo złożyłem mu życzenia świąteczne, niech ma na bełta. :)
już oceniałe(a)ś
2
0
@szeloja
Rykała bełta??? Jemu już pewnie braga bąbluje w czajniku, przeżutym komiśniakiem uszczelnianym. I musztardówkę w kałuży opłukał, żeby czysto było, "po pańsku"... Kulturno, znaczit...
już oceniałe(a)ś
3
0
I to wycieka akurat, gdy Polska lobbuje za otwarciem UE na Białoruś, żeby roSSja jej nie połknęła. Łukaszenko to skur***, ale nasz skur***, współczesny Schuschnigg.
już oceniałe(a)ś
1
0
Tak. Do tego potrzeba pełnej władzy nad: policją, prokuraturą, sądami i mediami.
już oceniałe(a)ś
1
0