Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Zwracamy uwagę narodu białoruskiego i społeczności międzynarodowej na niebezpieczne plany kierownictw Rosji i Białorusi. Władimir Putin i Aleksander Łukaszenka zamierzają 8 grudnia podpisać układy wzmacniające zależność Białorusi od Rosji i potencjalnie zagrażające istnieniu Białorusi jako niezależnego, suwerennego państwa” – czytamy w apelu podpisanym przez licznych polityków białoruskich, w tym Stanisława Szuszkiewicza, pierwszego przywódcę niepodległej Białorusi.

Szczegóły integracji trzymane w tajemnicy

Trwogę opozycjonistów budzi to, że już w niedzielę, jak od dawna zapowiadano, na Kremlu ma być podpisanych 31 „map drogowych” określających porządek tego, do czego uparcie dąży Moskwa, czyli – jak to określają przedstawiciele tamtejszych władz – „głębokiej integracji” Rosji i Białorusi.

Ma to być realizacja zawartego równo 20 lat temu paktu o stworzeniu Państwa Związkowego Białorusi i Rosji, do dziś mimo upływu dwóch dekad istniejącego jednak tylko na papierze.

Konkretnie nie wiadomo, jakie będą te porządki dotyczące ujednolicenia przepisów podatkowych, finansowych, celnych, stworzenia wspólnego parlamentu i rządu, systemu bankowego, wprowadzenia wspólnej waluty i tak dalej.

Jak podkreślili autorzy apelu „O zagrożeniu niepodległości Białorusi”, dokumenty dotyczące integrowania obu krajów szykowane są w tajemnicy „bez jakichkolwiek konsultacji ze społeczeństwem”, bo „nawet deputowani parlamentu nie mogli otrzymać choćby minimalnej informacji na ich temat od rządu białoruskiego”.

Armia Putina przesunie się na zachód

Tymczasem sytuacja jest groźna nie tylko dla samej Białorusi. „Dzisiejsza Rosja prowadzi politykę agresywnego wojowniczego imperium, co grozi inkorporacją Białorusi i może stworzyć nową, wielce niebezpieczną geopolityczną sytuację w Europie” - zapowiadają opozycjoniści i ostrzegają: „Wojska rosyjskie mogą się znaleźć o 600 km bliżej do stolic europejskich”.

Politycy białoruscy niegodzący się z decyzjami Łukaszenki wzywają więc „wszystkie demokratyczne państwa świata”, by potępiły wszelkie „poczynania Federacji Rosyjskiej prowadzące do ograniczenia suwerenności Białorusi i wystąpiły z inicjatywą stworzenia międzynarodowych gwarancji niepodległości Białorusi”.

Zwracają przy tym uwagę na to, że kraj od listopada 1996 r., kiedy Łukaszenka rozpędził wybrany w wolnych wyborach parlament, nie ma pełnoprawnych, wyłonionych dzięki demokratycznym procedurom władz. Rosja zaś, zdaniem opozycjonistów, w swych intrygach wykorzystuje słabość i osamotnienie rządzonego w sposób anachroniczny państwa.

Łukaszenka pod ścianą

Prezydent Putin i jego ludzie w ostatnich miesiącach coraz brutalniej naciskają na przywódcę Białorusi, który nie może liczyć na realne wsparcie Zachodu. Każą mu chociażby wybierać między „głęboką integracją” a takimi warunkami dostaw surowców z Rosji, jakie doprowadzą gospodarkę białoruską do katastrofy.

Rozdrażniony tym Łukaszenka dwa tygodnie temu publicznie pytał „na chriena (trochę ostrzej niż na cholerę) taki sojusz”, w którym jeden partner przypiera drugiego do muru.

Odpowiedź uzyska być może w sobotę, kiedy ma polecieć do nadmorskiej rezydencji Putina w Soczi, by tam ostatecznie uzgodnić lub po prostu się dowiedzieć, jak będzie wyglądać „integracja” kraju, którym od 25 lat kieruje, z Rosją.

W czwartek przywódca Białorusi ma wygłosić przed członkami swego parlamentu ważne „historyczne” przemówienie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.