Wpłaty stale topnieją, nie tylko w Polsce. Boimy się, że w końcu zabraknie pieniędzy i syryjscy uchodźcy nie dostaną pomocy, której tak bardzo potrzebują - mówi w wywiadzie dla "Wyborczej" Agnieszka Nosowska, koordynatorka projektów Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej w Libanie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Marta Urzędowska: Co robi pani w Libanie?

Agnieszka Nosowska: Koordynuję projekty humanitarne Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM). Głównie skierowane do syryjskich uchodźców, ale wspieramy też najbiedniejszych Libańczyków borykających się z napływem uciekinierów z Syrii.
Działamy na kilku frontach. Pomagamy uchodźcom opłacać czynsz – w kraju nie ma formalnych obozów, dlatego 80 proc. przybyszy musi wynająć sobie miejsce do życia – mieszkanie, garaż, piwnicę. Jednocześnie wielu nie stać na czynsz, nie mają szans nań zarobić - szczególnie samotne matki czy starsze osoby. I my pomagamy im go opłacić.


Wspieramy też Syryjczyków koczujących w nieformalnych obozowiskach, po kilka, kilkanaście namiotów. Chcemy im dać choć namiastkę bezpiecznego schronienia; dostarczamy zestawy do uszczelnienia i umocnienia namiotów na zimę – drewno, plastikowe płachty, narzędzia. Próbujemy zapobiegać pożarom – rozdajemy gaśnice, współpracujemy z libańską strażą pożarną.
Z kolei w Bire na północy kraju prowadzimy darmową przychodnię. Na co dzień pracują tam nasi libańscy partnerzy, my dajemy pieniądze i wsparcie merytoryczne. W maju przyjechała z Polski neurolog dziecięca, skonsultowała najtrudniejsze przypadki.
Prowadzimy też centrum edukacyjne, organizujemy zajęcia wyrównawcze dla dzieci. Choć większość chodzi do szkoły – libańskie placówki specjalnie dla nich wprowadziły nawet drugą zmianę – małym Syryjczykom czasem trudno jest nadążyć. Powodem są różnice programowe i język, gdyż w wielu libańskich szkołach lekcje prowadzi się po francusku, a w Syrii po arabsku. Na naszych zajęciach mogą podszkolić się z języka, powtórzyć materiał.
Współpracujemy także z miejscowymi samorządami, organizując np. roboty publiczne. Jeśli w wiosce trzeba zbudować drogę albo udrożnić kanał, finansujemy zatrudnienie do tego Syryjczyków i Libańczyków. To pomaga nawiązać relacje i pokazuje obywatelom, że uchodźcy też mają swój wkład w życie miejscowych społeczności.

Pamięta pani ludzi, którym pomagacie?

Ostatnio odwiedzamy rodzinę z Arsalu mieszkającą w takim nieformalnym obozowisku. Rodzice z piątką dzieci. Najmłodszy, czteroletni chłopiec ma przepuklinę rdzeniową, jest sparaliżowany od pasa w dół, nosi pieluchy, cierpi na wodogłowie. Rodzina gnieździ się w namiocie, latem to dwa pomieszczenia, ale zimą jedno z nich z powodu deszczu i śniegu zalane jest wodą. Nawet namiot zbudowali z pożyczonych pieniędzy, mocno się zadłużając. Ojciec pracuje dorywczo, ale choruje na kręgosłup, najstarsza, szesnastoletnia córka nie chodzi do szkoły, bo pomaga przy dzieciach.
Ich sytuacja jest dramatyczna - to dziecko nie ma nawet porządnych badań. Na razie nasza pomoc jest doraźna, żeby choć trochę im ulżyć – dajemy im mleko modyfikowane, pieluchy. Niezwykłe jest to, że ten chłopiec jest radosny, pogodny. Człowiek wychodzi od nich z jednej strony poruszony ich dramatem, z drugiej – z uśmiechem, bo tyle jest w tym dziecku radości życia.

Dzieci mają najtrudniej?

Na pewno ich rodzicom niełatwo jest zapewnić im tu dobrą przyszłość. Choć większość może się uczyć w libańskich szkołach, mają szansę jedynie na podstawowe wykształcenie. W wieku szesnastu lat mało kto jest jeszcze w szkole - chłopcy zarabiają, dziewczynki zostają w domach, żeby pomóc rodzinie.
Niełatwo jest też z dostępem do lekarzy – nawet dla większości Libańczyków opieka zdrowotna jest płatna, a Syryjczyków zwyczajnie na nią nie stać. Organizacje międzynarodowe pomagają, niektóre szpitale mają umowy z UNHCR, ale i tak jedną czwartą opłaty uchodźcy muszą pokryć sami.
Wiele syryjskich dzieci urodzonych już w Libanie nie ma nawet aktów urodzenia. Syryjczycy rzadko o nie występują, bo oznacza to koszty, wizyty w urzędach często sąsiadujących ze służbami bezpieczeństwa, a oni wolą unikać spotkań z władzami.

Kim są Syryjczycy, którym pomagacie?

Zależy gdzie. W regionie Akkar na północy kraju mieszkają ci, którzy zaczęli przyjeżdżać już na początku wojny, głównie z okolic Homs i Hamy. Są w Libanie od sześciu-siedmiu lat. Wielu z nich to ludzie prości, wcześniej mieszkali na wsiach, uprawiali ziemię, często mieli zresztą relacje z Libanem, bo przyjeżdżali tu do pracy w sezonie – im było trochę łatwiej się odnaleźć.


Działamy też w Arsal, na północy Doliny Bekaa, gdzie uchodźcy pochodzą z okolic Damaszku, a większość mieszka w obozowiskach. Tam spotykamy ludzi wykształconych, prawników, nauczycieli. W jednym z obozów zorganizowali nawet regularną szkołę i walczą, żeby Liban uznał wydawane przez nich świadectwa.
Mamy tu cały przekrój społeczny – są osoby w różnym wieku, z różnych środowisk. Pełne rodziny, samotne matki z dziećmi, osoby starsze, no i mnóstwo dzieci.

Dochodzi do spięć z miejscowymi?

Różnie bywa. Liban i Syria historycznie nie mają łatwych relacji. Po wojnie domowej to Syria pełniła tzw. funkcję stabilizującą, co oznaczało, że do 2005 r. na libańskich drogach były syryjskie check-pointy, a Libańczyk mógł być we własnym kraju aresztowany przez syryjską armię.
Tym bardziej niezwykłe jest to, że kiedy wybuchła wojna, pięciomilionowy Liban przyjął ponad milion Syryjczyków! I są w stanie razem żyć już tyle lat. Oczywiście są napięcia, głównie chodzi o miejsca pracy czy mieszkania do wynajęcia.

Ale Libańczycy bardzo uchodźców wspierają. W Arsal w ubiegłym roku to miejscowi sprzeciwili się planom władz, które chciały zmusić Syryjczyków do wyburzania nielegalnie budowanych domów. Wtedy udało się to zablokować, ale dzisiaj Syryjczycy jednak muszą wyburzać konstrukcje naruszające prawo o zabudowie. Dostają nakazy, lecz nikt nie wyrzuca ich siłą. Organizacje humanitarne mają czas, by zapewnić im nowe schronienie.
Sytuacja Syryjczyków ciągle się zmienia. Od 2015 r. rząd nie pozwala formalnie rejestrować ich jako uchodźców, ale UNHCR nadal gromadzi ich dane, figurują w rejestrach i są objęci pomocą humanitarną. Formalnie są to osoby do przesiedlenia, czekające na azyl w krajach trzecich. Dziś granice Libanu są zamknięte, gdyby ktoś wjechał nielegalnie, zostałby deportowany.
Syryjczycy, owszem, chcą wracać. Ale większość wie, że na razie to nierealne – boją się, bo nie wiedzą, co ich czeka. Tylko kilka procent planuje powrót w ciągu najbliższego roku.

Ludzie wiedzą, że pomagają im Polacy?

Zawsze się przedstawiamy, a choć PCPM to niełatwa nazwa do zapamiętania, ludzie mówią po prostu „polska organizacja”. Większość czynności wykonują nasi libańscy pracownicy - to oni odwiedzają rodziny, są w stałym kontakcie. Jasne, to ich praca, ale jednak czynią to z ogromnym zaangażowaniem, widać, że wiedzą, że robią coś dobrego.

A pani?

Zaczęłam myśleć o pracy w sektorze humanitarnym, kiedy w latach 2014-15 rekordowa liczba osób próbowała dotrzeć do Europy i tak wielu ginęło na Morzu Śródziemnym. Poczułam, że chcę działać, pomóc ofiarom konfliktów.
Cieszę się drobnymi rzeczami – kiedy widzę uśmiech i wdzięczność ludzi, którym pomagamy. Niedawno odwiedziłam matkę z córką z autyzmem, które kiedyś wspieraliśmy. Choć tym razem nie przyszliśmy z pomocą, one i tak bardzo się cieszyły ze spotkania.


Bywa też ciężko, bo wiemy, że to, co robimy, to kropla w morzu ogromnych potrzeb. Jasne, że bez naszej pomocy tym ludziom byłoby jeszcze trudniej, ale mam świadomość, że nie jesteśmy w stanie realnie nic zmienić. Prawdziwą zmianą byłby dla nich tylko powrót do domu, a to jeszcze długo nie będzie możliwe.
W dodatku zainteresowanie tematem topnieje, nie tylko w Polsce. Na razie mamy finansowanie na przyszły rok – od rządu, ze środków unijnych. Ale wpłaty bezpośrednie maleją, bo temat Syrii czy w ogóle uchodźców już tak ludzi nie porusza. Boimy się, że w którymś momencie zabraknie pieniędzy i ktoś nie dostanie pomocy, której potrzebuje.
Czasem myślę, że wypełniam jakieś zobowiązanie. Ja mogłam się wykształcić, nigdy nie doświadczyłam głodu, wojny, biedy. Niczym sobie na to nie zasłużyłam, tak jak syryjskie dzieci niczym nie zawiniły. Dlatego chcę choć w małym stopniu spłacić ten dług. I mimo iż moja praca to głównie siedzenie za biurkiem, cieszę się, że stoi ono w Libanie.

POMÓŻ SYRYJSKIM UCHODŹCOM W LIBANIE

Przelej dowolną kwotę na konto Fundacji PCPM
mBank: 61 1140 1010 0000 5228 6800 1003
Tytuł wpłaty: Wsparcie dla uchodźców syryjskich

Link dający możliwość wpłaty online:
https://pcpm.org.pl/liban

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    To nieprawda że temat uchodźców ludzi nie rusza, bo wpłaty na uchodźców topnieją. Po prostu ostatnio narasta lawinowo ilość problemów, gdzie ludzie wplacają pieniądze. Zagrożona jest demokracja, klimat, prawa mniejszości... Na przykład w Polsce po ostatnich atakach na osoby LGBT wiele osób zaczęło wspierać Kampanie Przeciw Homofobii. Jest coraz więcej zdarzeń które wspiera Ośrodek Monitorowania Zachowań Ksenfobiczbych i Rasistowskich. Sa pojedyncze osoby którym się pomaga, na przykład Ukrainka zgwałcona i przetrzymywana w czyimś mieszkaniu po przyjeździe do Polski w poszukiwaniu pracy... Wreszcie akcje ratowania Białowieży. O manifescie swiatopogladowym w postaci wspierania WOŚP już nie wspomnę. Fundację, którym PIS zabrał dofinansowanie, takie jak Dajemy Dzieciom Siłę... Wspieranie ofiar kataklizmów na innych kontynentach. I to się dzieje na całym świecie. Wspieranie finansowe uchodźców to czasami trudny wybór wobec tego co się dzieje w naszym własnym kraju. Myślę że mechanizm jest ten sam w Europie i na świecie.
    @zwykkly.obywatell
    A ja myślę, że "rynek jest ogromny" i duża ilość "zjawisk" nie wyklucza tego aby znaleźli się ludzie, którzy wspierają jedno - i ludzie którzy wpsierają drugie. Podobnie jak w Poznaniu czy Wrocławiu jest miejsce dla setek restauracji serwujących różną "kuchnię" nie sprawia, że przetrwają tylko knajpy z piergoami. Problem leży bardziej w tym, że większość z nas jest skoncentrowana tylko na sobie oraz w tym, że nasz cudowny rząd zochudził wszystko co związane z uchodźcami do tego stopnia, że dla 80% potomków postfeudalnego chłopstwa obecnie nienawiść do uchodźców to większe spoiwo społeczne niż kościół katolicki.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    A Asad jak rządził tak rządzi. I trzeba było się nam, Zachodowi, pchać na tą wojnę i robić ten chaos a teraz jak tysiące ludzi zginęło, to oddychamy z ulgą, że wreszcie będzie jednak ten zły dyktator Asad i znowu spokój. Taki sam bałagan zrobiliśmy w Iraku, a kto i po co szedł tam na wojnę? Przypominam kłamstwa brytyjskie o rzekomej broni masowego rażenia jako pretekst do wojny. Afganistan, Libia, lista naszych wyczynów długa. Zagrzewaliśmy Egipcjan do arabskiej wiosny a jak demokratycznie wybrali fundamentalistów, to błagaliśmy tych złych generałów żeby już rozstrzelali tych jeszcze gorszych kolesi, bo my znowu chcemy na urlop nad Morze Czerwone proszę państwa. No i rozwalali. Jeden proces, siedemset wyroków i mamy znowu nasz cmentarny spokój.

    Zbroiliśmy Kurdów a teraz niech ich tam wykończą. Podałem gdzieś coś nieprawdziwego? Nie widzę nie słyszę, bo samiutkie fakty a potem się dziwimy, że dla świata jesteśmy mało wiarygodni. Ha, ha, teraz już idą rozmowy amerykańskie z terorystami żeby znowu w Afganistanie rządziły talibany. To po co tam nasze wojska wysyłaliśmy ha? Wpieprzamy się do innych z butami, robimy burdel a jak się mleko rozleje, pardon krew, i miliony ludzi uciekają przed bombami, to wtedy otaczamy się drutem kolczastym w twierdzy Europa i z bronią gotową do strzału wrzeszczymy: wara wam od naszego dobrobytu.
    @bardzospokojny
    Tak. Dokładnie kij ma dwa końce. Jak się wywołuje wojny "nie usiebie" to trzeba tylko się cieszyć, że "dostaje się tylko odłamkiem" jakim jest problem z uchodźcami. Ci ludzie mają zdecydowanie większe problemy.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @bardzospokojny
    Historia wielokrotnie już nas uczyła, że kultura muzułmańska po prostu potrzebuje silnego trzymania za pyski przez jakiegoś dyktatora.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @bardzospokojny
    A to Ty czy może my wywolalismy tam wojnę domową? Nawet zbrodnicze nazistowskie pisiory akurat tych mordów na sumieniu nie mają!
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    W Syrii trwa/trwała prawdziwa wojna, byli zabici cywile, ranni, uciekinierzy... Naprawdę tragedia. Niestety, jak to z ludźmi bywa miliony innych, niedotkniętych bezpośrednio tragedia ludzi postanowiły "załapać się" na współczucie Europejczyków, darmową i hojną ich pomoc, mieszkania, żywność, zasiłki. Miliony ludzi z Iraku, gdzie wojny już nie było, z Pakistanu oraz z połowy Afryki. Te miliony doprowadziły do tego, że Europejczycy zobaczyli inne oblicze uchodźstwa. Bezczelnych młodych mężczyzn nie imających się pracy, domagających się pieniędzy, dopuszczających się przestępstw, gwałtów, kradzieży, rozbojów, demolujących otoczenie, podpalających sklepy i samochody, robiących krwawe zamachy, terroryzujących otoczenie...
    I Europa się od nich odwraca - jednakowo od wszystkich: tych wyłudzających niepotrzebna im pomoc i tych naprawdę jej potrzebujących. Przeciętny człowiek często ma problem, żeby te dwie grupy rozróżnić. Czy kogoś to dziwi?
    @indywidualismus
    Zdecydowanie mnie dziwi. Wie Pan z czego to wynika? Po pierwsze z tego, ze Państwo nie spełnia roli edukacyjnej wobec swoich obywateli. Publiczna telewizja zamiast nieść kaganek oświaty niesię prostacki tępy przekaz strasząc ludzi uchodźcami. Panśtwa, które przyjmują uchodźców są zwykle bogate np. Niemcy powinny stosować i egzekwować bezwzględnie prawo wobec ludzi łamiących je zwłaszcza jeżeli ktoś dostał taką "szansę" aby tam zamieszkać w związku z fatalną syt. w jego kraju. Przecięty człowiek dzisiaj nie jest zainteresowany niczym ponad swoją własną dupę.
    już oceniałe(a)ś
    5
    3
    @grubmann
    Państwo kompletnie nie spełnia swojej podstawowej roli, jaką jest ochrona obywateli. Obywatele płacą podatki na służby graniczne i obywatele nie mają ochoty być "edukowani" przez ludzi mieszkających w otoczonej trzymetrowym płotem willi z ochroną na temat potrzeby przyjmowania ludzi, którzy potem podpalają samochody tym obywatelom.
    już oceniałe(a)ś
    3
    2
    @grubmann
    A jak taki z ciebie ponadprzeciętny altruista, to przyjmij jakąś cygankę z trójką dzieci albo parę zapitych meneli na zimę do swojego domu - dlaczego mają cierpieć?

    Wtedy wróć robić nam wykłady o moralności.
    już oceniałe(a)ś
    2
    3
    @ustawiamdlasiebienick
    Takie argumenty są żenujące.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @indywidualismus
    Problem w tym, że większość ludzi (jak widać po ocenach dotyczy to także czytelników Wyborczej) łyka nagłówki z tabloidów. A takiego obrazu sytuacji nie potwierdzają statystyki. Polecam bardzo szczegółowy raport specjalny w The Economist z 16 lutego 2019.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @sankiulota1
    Statystyki pokazują, że przestępczość wśród tych konkretnych grup społecznych jest znacznie wyższa, niż u ogółu populacji, nawet w krajach z wielopokoleniową tradycją imigracji z Bliskiego Wschodu i Afryki.

    Ty się serio dziwisz, że ludzie średnio chcą mieć sąsiadów urządzających zamieszki na pół Londynu czy Sztokholmu za każdym razem, kiedy ktoś im chce zabrać zasiłki na 11 dziecko i wysłać do pracy?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @ustawiamdlasiebienick
    Zamieszki w Londynie miały miejsce w 2011 roku po zabiciu przez policję Marka Duggana (raczej nie syryjskie nazwisko). Tylko zakrzywiając czasoprzestrzeń możesz to powiązać z kryzysem uchodźczym i wojną w Syrii.

    Nie twierdzę że nie ma problemów ale twierdzę, że te problemy sa wyolbrzymione i nie zawsze związane z różnicami kulturowymi.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @indywidualismus
    nie bylo uchodzcow z Iraku, Libii i Syrii zanim nie zaczelismy rozwalac tych krajow. Libia w dodatky kontrolowala skutecznie przeplyw ludnosci z Afryki. To Stany i Europa spowodowaly cala katastrofe, a terraz trzeba placic.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    kto w końcu stosował w Syrii broń chemiczną?....nadal brak jednoznacznej oceny
    @alek45
    Ty to serio? Gratuluję dociekliwosci?
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @alek45
    Tutaj się tego nie dowiesz.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    Syryjscy "uchodźcy" w Niemczech jeżdżą do swojego kraju na wakacje:

    www.dw.com/en/germanys-seehofer-warns-refugees-who-take-syria-vacations/a-50069317

    Skoro mogą tam jechać i wrócić to znaczy dwie rzeczy:

    1. Nie są tam wielce prześladowani i musimy ich przyjąć albo zginą
    2. Da się tam żyć, skoro można tam spędzić wakacje z rodziną

    Następny wolontariusz zaczepiający mnie na ulicy o pieniądze dla jakiejś organizacji dostanie po prostu kopniaka.
    @ustawiamdlasiebienick
    Człowieku nawet jeżeli jakaś grupa to robi to wyraźnie jest napisane, że może stracić swój statuś uchodźcy. To, że jeszcze niedawno amerykanie jeździli na wycieczki do Korei Północnej albo dziennikarze jeżdża do Jemenu oznacza, że to bezpieczny kraj? Zawsze znajdą się osoby, które oszukują system czy to oznacza, że jak jeden Polak ukradł w Niemczech auto to powinno się deportować wszystkich Polaków?
    już oceniałe(a)ś
    5
    2
    @ustawiamdlasiebienick
    Bezuszny, mały, żalośny człowieczku.
    już oceniałe(a)ś
    2
    3
    @mini1443186789551konto
    Ale... ale... ale ja mam uszy!
    już oceniałe(a)ś
    2
    2