Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pułkownik dowodził osobistą ochroną Bat’ki siedem lat (do 2014). To on, jak mówią w Mińsku, „wypiastował” Kolę, syna prezydenta. Gdy przestał być ochroniarzem, został zastępcą sekretarza Rady Bezpieczeństwa. Wkrótce miał już zostać sekretarzem tego organu uważanego za współczesne biuro polityczne Białorusi.

Noga niespodziewanie powinęła mu się podobno na łapówce. Miał zostać złapany na gorącym uczynku, kiedy przyjmował 148,6 tys. dol. Suma, jak na stanowisko, jakie zajmował, śmiesznie niska. Ale został aresztowany i zdymisjonowany za, jak to określił Łukaszenka, „postępek dyskredytujący wojskowego”.

Szef ochrony agentem FSB?

Jednak media moskiewskie – inspirowane, jak podejrzewa Aleksiej Wieniediktow, redaktor naczelny radia Echo Moskwy, sterowanymi przeciekami z białoruskiego KGB – zapewniają, że obiecującej kariery Wtiurina nie zakończyła banalna łapówka.

Według agencji Rosbałt bliski Łukaszence oficer był agentem FSB, a internetowa agencja The Bell wiąże jego areszt z ostrym konfliktem Mińska z Moskwą usiłującą zmusić Białoruś do „integracji” z Rosją, czyli de facto przyzwolenia na wchłonięcie przez sąsiada

Bardzo aktywny ambasador

Bohaterem tej konfrontacji krajów formalnie tworzących „państwo związkowe” stał się ambasador rosyjski w Mińsku Michaił Babicz.

Od lewej: Michaił Babicz - ambasador Rosji na Białorusi, Andrieja Wtiurin - wieloletni szef ochrony ŁukaszenkiOd lewej: Michaił Babicz - ambasador Rosji na Białorusi, Andrieja Wtiurin - wieloletni szef ochrony Łukaszenki wikipedia

Ten były pułkownik KGB (w służbie cywilnej w randze „rzeczywisty radca państwowy”, odpowiednik generała armii) może być uważany za ucieleśnienie określenia „generał gubernator”. Kiedy Kreml uczynił go szefem rządu Czeczenii, czyli faktycznym kontrolerem poczynań ówczesnego prezydenta republiki Achmata Kadyrowa, tak się tam szarogęsił, że miejscowi w dramatycznych okolicznościach zmusili Putina do jego odwołania.

Później, już na stanowisku przedstawiciela prezydenta Rosji w Nadwołżańskim Okręgu Federalnym, dał się we znaki gubernatorom, stale ich besztając i poniżając.

Moskwa w 2016 roku usiłowała wcisnąć Babicza Ukraińcom jako ambasadora w Kijowie. Ci, rozumiejąc, z kim mieliby do czynienia, kategorycznie odmówili udzielenia akceptacji dyplomacie, po którym spodziewać się mogli zachowań absolutnie niedyplomatycznych.

Zgodę, mimo obaw, musiała dać natomiast w sierpniu ubiegłego roku Białoruś. I obawy szybko okazały się słuszne. Ambasador chętnie spotykał się z przeciwnikami Łukaszenki.

Udzielał wywiadów na tyle kontrowersyjnych, że władze zabroniły białoruskim dziennikarzom przychodzić na jego konferencje prasowe. Ganił samego prezydenta, publicznie twierdząc, że Łukaszenka nie orientuje się w sytuacji, bo otrzymuje od swego otoczenia nieprawdziwe informacje

Łukaszenka za Putinem do Pekinu

Trzy tygodnie temu MSZ Białorusi wydało oświadczenie, w którym opisało zastrzeżenia wobec Babicza i podsumowało: „Wszystko, co napisaliśmy, w pełni potwierdza, że pan ambasador nie widzi żadnej różnicy między niezależnym państwem a rosyjskim okręgiem federalnym, gdzie, jak słyszeliśmy, na lewo i na prawo udzielał pouczeń. Przez długi czas szereg sił zewnętrznych nadaremnie usiłował rozerwać bliskie i przyjacielskie związki dwóch bratnich narodów. A teraz to, czego nie udało się osiągnąć tym wrogim siłom w czasie kilku ostatnich dziesięcioleci, z powodzeniem i bardzo efektywnie przez kilka miesięcy udało się panu Babiczowi”.

Jak uważa Wieniediktow z Echa Moskwy, Białorusini musieli poskarżyć się Kremlowi nie tylko na arogancję dyplomaty, ale również „położyli Putinowi na biurku teczkę ze znacznie poważniejszymi argumentami”. Mogło do tego dojść tydzień temu w Pekinie, dokąd Bat’ka pojechał za Putinem, by rzekomo wielce emocjonalnie domagać się odwołania ambasadora.

Poskutkowało. 30 kwietnia pod tym naciskiem Władimir Putin odwołał swojego ambasadora z Mińska, pozbawił go też stanowiska specjalnego przedstawiciela Rosji ds. rozwoju współpracy handlowej z Białorusią.

Jak nakłonić Łukaszenkę do „integracji” z Rosją

A w sobotę KGB Białorusi już oficjalnie potwierdziło wcześniejsze pogłoski o aresztowaniu Wtiurina, który utrzymywał bliskie kontakty z ambasadorem Rosji. Komitet poinformował także o zatrzymaniu szefa państwowego operatora telefonicznego Bieltelekom, Siergieja Siwojedowa, którego przyłapano podobno na przyjęciu od Rosjan 15 tys. dol. łapówki za zakup sprzętu, którego zainstalowanie mogłoby im pozwolić kontrolować białoruskie sieci telekomunikacyjne.

Media w Mińsku i w Moskwie, w tym „Nowaja Gazeta” i „charter97”, piszą, że Babicz i Wtiurin spiskowali przeciw Łukaszence, usiłując nakłonić go do przyspieszenia pożądanej przez Moskwę „integracji” i rezygnacji z władzy.

Odwołany z Mińska Babicz, jak mówi się w Moskwie, miałby teraz zostać pomocnikiem Putina ds. Ukrainy, a to byłoby zapowiedzią, że kurs Moskwy wobec Kijowa stanie się jeszcze bardziej niż dziś konfrontacyjny.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.