Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Musieliśmy uciekać tak, jak staliśmy, bo bomby spadały już z każdej strony, walki toczyły się wszędzie. Mój dom dosłownie drżał w posadach – wspomina Adiba Muhammad, młoda nauczycielka nauczania początkowego z Jemenu, która z mężem i dziećmi próbuje dziś układać sobie życie w Dżibuti położonym nad Zatoką Adeńską. – Kiedy mąż czasem wspomina, że kiedyś wrócimy do Jemenu, dzieci są przerażone. Pamiętają te bomby, ogień, dym, umierających ludzi – wylicza, bezskutecznie próbując powstrzymać łzy.

Opowiada, że także życie w Dżibuti, choć bezpieczne, jest bardzo trudne: – Nie chcę zależeć od pomocy, to dla mnie krępujące prosić o wszystko, czego potrzebuję. Jeśli ktoś naprawdę chce mi pomóc, niech da mi porządną pracę

Adiba Muhammad, młoda nauczycielka nauczania początkowego z Jemenu, która z mężem i dziećmi próbuje dziś układać sobie życie w DżibutiAdiba Muhammad, młoda nauczycielka nauczania początkowego z Jemenu, która z mężem i dziećmi próbuje dziś układać sobie życie w Dżibuti PAH


Pytana o plany na przyszłość odpowiada: – Jedyne, o czym mogę myśleć, to co dać dzieciom jutro na śniadanie. A potem na obiad i tak dalej. Moje jedyne marzenia to dom, jedzenie dla dzieci, spokojny sen. Przyszłość jest dla nas czymś bardzo, bardzo odległym.

Obozowa wegetacja i walka o byt

– Ci ludzie nie mają dosłownie nic. Uciekając, nie mieli czasu na pakowanie, bo bomby i rakiety spadały tuż obok nich. Całe wielopokoleniowe rodziny, osoby starsze i niepełnosprawne, małe dzieci, uciekały, nie mając nic prócz dokumentów. Wiedzieli, że jedyne, co mogą zrobić, to dostać się do portu i wsiąść na łódź – opowiada Rafał Grzelewski z Polskiej Akcji Humanitarnej (PAH).

Właśnie wrócił z Dżibuti, gdzie PAH razem z Caritasem pomaga jemeńskim uchodźcom urządzić się na miejscu.

– Kiedy tu dotarli, okazało się, że poza bezpieczeństwem nie dostają praktycznie nic. Obóz dla uchodźców Markazi leży na jałowej, niegościnnej ziemi, gdzie latem temperatura sięga 50 stopni, mieszkańców nękają burze piaskowe, a wszędzie szwendają się stada psów i małp – opowiada Grzelewski.

Większość Jemeńczyków prędzej czy później opuszcza obozy i jedzie do stolicy. – Wolą już niepewny los i codzienną walkę o byt niż obozową wegetację – tłumaczy Rafał Grzelewski. – Nawet jeśli mieszkają w zarobaczonej, ciemnej klitce i gnieżdżą się w jednym pokoju w kilkanaście osób, jedzenie przygotowując na podłodze i pijąc wodę z kranu, od której chorują, bo nie stać ich na butelkowaną.

Opowiada też, że uchodźcy, którzy uciekli m.in. przed cholerą, także w Dżibuti chorują na potęgę: na malarię, dengę, choroby płuc, stawów i żołądka. A na płatne wizyty w miejscowych szpitalach zwyczajnie ich nie stać. – Dlatego planujemy dofinansowanie lokalnej kliniki, która przyjmowałaby tych ludzi za darmo, dokupienie prostego sprzętu diagnostycznego i przeszkolenie personelu – wylicza Grzelewski.

Nikogo nie obchodzi, jak żyjemy

Trudności w urządzeniu się w Dżibuti potwierdza Ahmad Kamal, informatyk i projektant biżuterii z Hudejdy: – Dobrze pamiętam dzień, kiedy zdecydowałem się uciec. Bomba spadła na dom stojący tuż obok naszego. Kiedy skończył się nalot, wyszliśmy, żeby pomóc sąsiadom, ale okazało się, że wszyscy zginęli. Dwanaście osób – mąż, żona i dzieci.

Ahmad Kamal, informatyk i projektant biżuterii z Hudejdy. W Jemenie właśnie miał się żenić, kiedy wojna zmusiła rodzinę narzeczonej do ucieczki i kontakt się urwał.Ahmad Kamal, informatyk i projektant biżuterii z Hudejdy. W Jemenie właśnie miał się żenić, kiedy wojna zmusiła rodzinę narzeczonej do ucieczki i kontakt się urwał. Fot. PAH

– To bardzo trudna decyzja – zostawić wszystko i przyjechać do kraju, w którym nikogo nie znam, nawet nie rozumiem ich języka – przyznaje Ahmad, który w Jemenie właśnie miał się żenić, kiedy wojna zmusiła rodzinę narzeczonej do ucieczki i kontakt się urwał. – Przyjechałem tu, licząc na drugą szansę; na to, że odzyskam swoje życie, ale zderzyłem się z brutalną rzeczywistością. Może i nie ma tu wojny, ale nie ma też żadnych szans na normalność. Nie mogę się swobodnie przemieszczać, nikt nie chce uchodźców zatrudniać. Nikogo nie obchodzi, jak żyjemy, co jemy, o wszystko trzeba prosić.

PAH razem z Caritasem pomagają Jemeńczykom zmienić wegetację w normalne życie.

– Ci ludzie są ogromnie sfrustrowani, bo wiedzą, że do Jemenu nie mogą wrócić, a jednocześnie są zbyt wycieńczeni, żeby wyruszyć dalej – tłumaczy Grzelewski. – Chcieliby uniezależnić się od pomocy, sami decydować o sobie, ale nie mają szans na pracę. Dlatego finansujemy np. zakup łodzi, silników, sieci, żyłek czy chłodni dla jemeńskich rybaków w obozie Markazi. Dla nich to bardzo ważne – nie tylko wyżywią rodziny, ale też zarobią na nadwyżkach.

Łódź z butelek pośród rekinów

Jednym z rybaków, którym pomaga PAH, jest Daud Ahmad Abdalla. Uciekł z Jemenu dwa lata temu, kiedy bomba zabiła jego 14 krewniaków. Nie zabrał ze sobą nic.

Daud Ahmad Abdalla na własnoręcznie skleconej łodziDaud Ahmad Abdalla na własnoręcznie skleconej łodzi Fot. PAH

W Dżibuti sklecił sobie łódź z pustych butelek po wodzie i codziennie wypływa z kolegą Hasanem na połów, choć przyznaje, że udaje im się złowić najwyżej 4-5 ryb. Powód? Butelkową łodzią, napędzaną prowizorycznym wiosłem, trudno jest wypłynąć na łowisko – zabiera to mnóstwo czasu i sił.

– W dodatku łódź jest bardzo niestabilna, często się przewraca, a kiedy podpływają rekiny, robi się naprawdę niebezpiecznie – opowiada Abdalla. – Część ryb zjada moja rodzina, resztę sprzedaję w obozie, wymieniam na inne jedzenie albo rozdaję głodnym.

Daud Ahmad Abdalla - jeden z rybaków, którym pomaga PAH. W Dżibuti sklecił sobie łódź z pustych butelek po wodzie i codziennie wypływa z kolegą Hasanem na połówDaud Ahmad Abdalla - jeden z rybaków, którym pomaga PAH. W Dżibuti sklecił sobie łódź z pustych butelek po wodzie i codziennie wypływa z kolegą Hasanem na połów Fot. PAH

Rybakiem jest też mąż Samiry, która w Dżibuti jest już od trzech lat. W 2015 r. uciekła z rodziną z jemeńskiej wioski Al-Kadaha.

– Kiedy usłyszałam strzały niedaleko domu, bardzo się przestraszyłam. Wiedziałam, że musimy uciekać, żeby chronić dzieci. Zdążyliśmy zabrać tylko ubrania – wspomina Samira.

W Dżibuti nie jest im łatwo. Najpierw przez ponad pół roku koczowali w obozie, później przenieśli się do Dżibuti City.

– W obozie był upał, ciasnota, prąd włączano tylko na kilka godzin na dobę. Dostawaliśmy jedzenie, ale nie mieliśmy tam nic do roboty – opowiada Samira. – Teraz też jest ciężko. Żyjemy z tego, co mąż zarabia na połowie, ale bywa, że mamy tylko herbatę z resztkami chleba albo idziemy spać głodni. Dla każdego mam tylko dwa komplety ubrań – jeden nosimy, drugi w tym czasie pierzemy i tak w kółko.

Marzenie? Nie spać na ziemi

Choć na razie wojna trwa w najlepsze, Jemeńczycy marzą o powrocie.

– Najgorsze jest to, że musieliśmy porzucić dom, że nie wiemy, co się z nim dzieje – martwi się Samira, która przyznaje, że nie widzi dla siebie żadnej przyszłości. – Jedyne, na czym mi jeszcze zależy, to żeby moje dzieci mogły się uczyć; żeby poszły do dobrej szkoły, uczyły się języków. Dla siebie marzę już tylko o materacu, żeby nie spać ciągle na ziemi.

Samira uciekła z Jemenu do Dżibuti z mężem i dziećmi trzy lata temu.Samira uciekła z Jemenu do Dżibuti z mężem i dziećmi trzy lata temu. Fot. PAH

Samira wie, że nawet gdy przestaną spadać bomby, powrót do zagłodzonego i pogrążonego w chorobach Jemenu będzie trudny. Z szacunków ONZ wynika, że co dziesięć minut umiera tam dziecko, blisko pół miliona dzieci jest na granicy zagłodzenia, a 22 mln obywateli potrzebują natychmiastowej pomocy humanitarnej.

Jemeńska wojna trwa już czwarty rok, odkąd w 2015 r. szyiccy rebelianci wystąpili przeciwko sunnickim władzom, zajęli dużą część kraju i wypędzili prezydenta. W konflikt wmieszały się regionalne potęgi: rebeliantów wspierają szyiccy ajatollahowie z Iranu, a rządową armię – arabska koalicja dowodzona przez Saudów.

Pomóż Jemeńczykom, wpłacając pieniądze

  • Przelewem na konto PAH: Alior Bank S.A. 02 2490 0005 0000 4600 8316 8772 z dopiskiem „Jemen”
  • Poprzez stronę internetową: www.pah.org.pl/wplac/?form=sos-jemen
  • Dołączając do klubu PAH SOS: www.pah.org.pl/klub-pah-sos/ i wspierając PAH comiesięczną darowizną
  • Organizując zbiórkę pieniędzy: www.pah.org.pl/zaangazuj-sie/dla-kazdego
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.