Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Byłeś kiedyś w rumuńskim szpitalu? Nie? To lepiej, żebyś tam nigdy nie trafił – mówi Cristina, laryngolog z 300-tysięcznego miasta Krajowa, na wschód od Bukaresztu. Rozmawiamy na jednej z wieczornych demonstracji w stolicy na placu Zwycięstwa. Wokół z tysiąc osób, wiele flag i transparenty z hasłami: „Dymisja!”, „Korupcja zabija!”, „Dzięki PSD [partia rządząca] obudzimy się w kraju bez demokracji”.

Cristina opowiada, że w szpitalu, gdzie pracuje, wciąż jeszcze w użyciu jest sprzęt z lat 70. – Nie ma ani porządnych łóżek, ani profesjonalnych nici chirurgicznych. Lekarstwa pacjenci muszą sami sobie kupować. Nic się nie zmienia i szczerze mówiąc, mam tego tak bardzo dość, że najdalej za dwa lata mnie tu już nie będzie – mówi Cristina, która na emigrację chce udać się z mężem i czteroletnią córką.

Rumuńska służba zdrowia uchodzi za jedną z najgorszych w całej UE. W październiku 2015 r. doszło do pożaru w bukareszteńskim klubie Colectiv – pełen ludzi lokal spłonął, bo latami na niedostateczne zabezpieczenia pożarowe przymykały oko służby w zamian za łapówki. Zginęły 64 osoby, 186 zostało rannych – a rumuńskie szpitale były tak fatalnie wyposażone, że rząd był zmuszony prosić o pomoc medyczną inne państwa. Pięć osób zmarło podczas lotu do Szwajcarii, Francji i Niemiec. U wielu przebywających w rumuńskich szpitalach ze względu na niedostateczne warunki sanitarne wdały się powikłania, czternaścioro z nich zmarło. Pół roku później dziennikarze odkryli, że szpitale były wyposażone w bezużyteczny płyn antyseptyczny, który był przyczyną powikłań. Dostarczała go rumuńska firma, płacąc olbrzymie łapówki.

– Po tej tragedii nic się nie zmieniło – mówi Cristina. – I się nie zmieni, bo system został tak zbudowany, by nikt się nie sprzeciwiał. Dyrektor pochodzi z nominacji partyjnej. Ja i mąż jesteśmy jedynymi lekarzami popierającymi protesty. Nasi koledzy pukają się w głowę i mówią: 'Siedźcie cicho, przecież dostaliśmy podwyżki'

Rząd podniósł lekarzom pensje w marcu, ale o ile?

Najbardziej wzrosnąć miały pensje rezydentów – co najmniej o 151 proc., z 1985 lei (ok. 1,8 tys. zł) do ok. 5 tys. lei (4,5 tys. zł). Cristina twierdzi jednak, że średnio podwyżki były 40-procentowe. Od czerwca wzrosły również emerytury w Rumunii – średnio o 10 proc. Najniższa została zaś podniesiona o 23 proc. (wynosi teraz 640 lei, ok. 590 zł). Wzrost świadczeń spowoduje wzrost deficytu w systemie emerytalnym – do 17,2 mld lei w tym roku, rośnie również zadłużenie kraju.

– Zwykle partia czyniła takie gesty przed wyborami. Jednak teraz przyspieszyło je niezadowolenie w społeczeństwie w związku z przyjętymi ustawami, które osłabiają ściganie korupcji – mówi Stefan Cibian, bukareszteński analityk polityczny.

Według niego kluczem do rządzenia PSD pozostaje bardzo silna struktura organizacyjna na prowincji. – To spuścizna po nomenklaturze komunistów, których PSD jest następczynią. Partia kontroluje regiony dzięki nominacjom politycznym w prefekturach i podległych instytucjach. Kontrola ta nie jest już jednak tak silna, jak jeszcze przed dekadą – mówi Cibian.

Laura Stefanut, dziennikarka związana w przeszłości ze stacją DG24, twierdzi, że na prowincji wielu uważa, że tylko socjaldemokraci interesują się ich losem. – Działacze PSD przyjeżdżają na wieś i rozdają ludziom koszyki z produktami spożywczymi, pytają, jak im się wiedzie. Żadna inna partia tego nie robi. A że przy okazji mogą być posądzeni o korumpowanie wyborców? Nikt na prowincji tego w ten sposób nie odbiera.

Stefanut mówi, że Rumuni są uczeni już od małego, że dobrze jest wręczać prezenty tym, o których względy się zabiega. A przez to trudno wyplenić zachowania korupcyjne.

– Od momentu przekroczenia progu szkolnego wiesz, że nauczycielowi należy się przynajmniej raz w roku prezent i kwiaty od całej klasy. Szkoła uczy nas, że nie powinno zadawać się niepotrzebnych pytań i myśleć zanadto krytycznie. Na protestach widziałam, jak ojciec tłumaczył małemu synowi, dlaczego ta demonstracja jest tak ważna. Mówił mu, że w swojej pracy musi się starać, inaczej zostanie odwołany. I że tak samo jest z rządem, że go też trzeba odwołać, gdy źle pracuje. Takiej lekcji wychowania obywatelskiego nam właśnie brakuje! – mówi.

Autocenzura w redakcjach

Kilka miesięcy temu Stefanut rozstała się z dziennikarstwem. Gdy napisała głośny tekst o rumuńskich pracownikach, wykorzystywanych przez światowe firmy szyjące tekstylia, zaczęła dostawać pogróżki. Inny z jej artykułów doprowadził przed wymiar sprawiedliwości polityka, któremu postawiono zarzut defraudacji. Ale mimo tych sukcesów Stefanut zaczęła tracić wiarę w dziennikarstwo: jako wolny strzelec ledwo wiązała koniec z końcem. Do tego nie odpowiadała jej atmosfera w redakcjach, autocenzura redaktorów i reporterów.

Według Reporterów bez Granic media w Rumunii służą głównie interesom krajowych oligarchów, część z nich została również zinfiltrowana przez służby specjalne. Za najbardziej nierzetelny kanał telewizyjny uchodzi prywatna stacja telewizyjna Antena 3, która powtarza, że protestujący przeciwko rządowi dostają pieniądze.

– Ludzie w to wierzą – twierdzi Mihai, jeden z protestujących na placu Zwycięstwa. – Własna matka dopytywała, czy rzeczywiście nam płacą za udział w demonstracjach. Ręce opadają! – wścieka się

Antenę 3 stworzył w latach 90. jeden z najpotężniejszych w kraju - oligarcha Dan Voiculescu, którego majątek w 2009 r. szacowany był na 1,5 mld euro. Później okazało się, że telewizja powstała dzięki zyskom, jakich dorobił się na lewej prywatyzacji jednej z państwowych firm. W 2014 r. został skazany na dziesięć lat więzienia. Wyszedł po trzech za dobre sprawowanie. Skrócił odsiadkę dzięki „twórczości naukowej”.

Obowiązujące wówczas prawo pozwalało na skracanie wyroku w zamian za napisanie rozprawy naukowej. W latach 2013-15 wśród osadzonych twórczość naukowa eksplodowała. Opublikowali aż 415 prac, wiele z nich było jednak plagiatami

Voiculescu się upiekło, nie musiał oddawać 60 mln euro zdefraudowanych publicznych pieniędzy (twierdził, że nic nie ma). Laura Stefanut z tego powodu już nie wierzy w rumuński wymiar sprawiedliwości. – Bo niemal każdemu politykowi dotąd udało się uniknąć zwrotu zagrabionych pieniędzy – mówi.

PSD odkręca część reform

Za korupcję uznawana jest obecnie defraudacja co najmniej 200 tys. lei przez urzędnika państwowego (poniżej tego progu przestępstwa nie ma). Zmianę przepisów i bezwzględnego zakazu startowania polityków skazanych w przeszłości chce jedynie nowa partia Unia na rzecz Ocalenia Rumunii (USR). Pod ustawą zebrała już blisko 900 tys. głosów. Ale jej poddanie pod głosowanie będzie uzależnione od zdominowanego przez PSD Trybunału Konstytucyjnego.

USR uważana jest za progresywną. W ostatnich wyborach w 2016 r. zdobyła 8,9 proc. poparcia. Młoda partia jest kilka miesięcy po zmianie przywództwa i dopiero pracuje nad programem. Jej obecny przewodniczący Dan Barna mówi: – Nie zamierzamy być partią masową. Skupiamy się wyłącznie na elektoracie w dużych miastach.

***

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.