Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

We wtorek na poligonie 25 km od granicy z Polską rozpoczęły się rosyjsko-białoruskie manewry, w których udział biorą jednostki powietrznodesantowe. W ciągu dwóch dni rosyjscy i białoruscy spadochroniarze mają namierzać grupy dywersyjne przeciwnika i niszczyć je w wyniku wspólnej operacji.

– Przećwiczymy wspólny desant, a także prowadzenie działań polegających na zwalczaniu nieregularnych uzbrojonych grup – poinformowało ministerstwo obrony Rosji.

Moskwa i Mińsk podają sprzeczne dane o ilości wojsk zaangażowanych w manewry. Według rosyjskich źródeł to ok. 600 żołnierzy, Białorusini mówią o 480 uczestnikach.

Pretorianie Putina

Wspólne manewry białoruskich i rosyjskich jednostek przy granicy z Polską są już pewną tradycją. Jednak tym razem rosyjską armię reprezentują żołnierze 76. gwardyjskiej desantowo-szturmowej dywizji. To oni brali udział w przejmowaniu Krymu, a także w walkach z ukraińskim wojskiem w Donbasie. Dywizja ma opinię nadzwyczaj sprawnej i doświadczonej w konfliktach zbrojnych. Jej żołnierze brali udział w obu wojnach w Czeczenii i walkach w Gruzji.

– Ta jednostka jest uważana za gwardię Władimira Putina. Jeżeli dochodzi do nadzwyczajnej sytuacji i Rosja musi reagować zbrojnie, to do walki jest rzucana właśnie ona – mówi niezależny białoruski ekspert w dziedzinie wojskowości Aleksander Alesin.

– Rocznie odbywa się od 30 do 40 podobnych manewrów. Przy czym stale zwiększa się liczba wojsk w nie zaangażowanych, na dodatek zacieśnia się współpraca obu armii – mówi Alesin.

Mińsk się nie boi

Przejęcie Krymu i wojna na Ukrainie wywołały zaniepokojenie sąsiadów Rosji. Zwiększyły one wydatki na obronę oraz zaczęły wprowadzać ograniczenia dla rosyjskich mediów na swoim terytorium. Jedynym wyjątkiem tu jest Białoruś.

Mińsk nadal utrzymuje na wysokim poziomie współpracę wojskową z Rosją i nie podjął żadnych działań zmierzających do ograniczenia wpływu rosyjskich mediów na swoich obywateli. Wręcz odwrotnie: w kwietniu 2016 r. w Mińsku przy udziale władz z pompą otwarto biuro rosyjskiej agencji Sputnik oskarżanej na Zachodzie o szerzenie rosyjskiej dezinformacji.

– Nie boimy się „ukraińskiego scenariusza” na Białorusi – powiedział kilka dni temu w wywiadzie dla telewizji Euronews szef dyplomacji Uładzimir Makiej. – Mamy dobre relacje z Rosją, jeżeli powstają jakieś problemy, to otwarcie rozmawiamy z naszymi rosyjskimi partnerami i dążymy do politycznego, a nie wojskowego ich uregulowania – oświadczył Makiej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.