Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ján Kuciak nie dokończył swojego dziennikarskiego śledztwa. 25 lutego reporter słowackiego portalu informacyjnego Aktuality.sk został zastrzelony razem z narzeczoną Martiną Kusnirovą w swoim domu we wsi Velka Maca. Ostatnie dochodzenie Kuciaka dotyczyło prawdopodobnych związków mafii kalabryjskiej ‘ndrangheta sięgających najwyższych szczytów słowackiej polityki.

Kuciak odkrył, że bliska doradczyni słowackiego premiera Roberta Ficy Maria Troskova oraz szef słowackiej narodowej Rady Bezpieczeństwa Viliam Jasan mieli kontakty z podejrzanym kalabryjskim biznesmenem o nazwisku Antonino Vadala. Kontakty te mogą sprowadzić na Ficę spore problemy. W środę, w reakcji na zabójstwo dziennikarza, ustąpił ze stanowiska słowacki minister kultury.

Włoch Vadala mieszka od lat na Słowacji i jest zamieszany w działalność kilku podejrzanych przedsiębiorstw, od zakładów rolniczych po firmy zajmujące się instalacjami biogazowymi. Liczne poszlaki wskazują na to, że Vadala utrzymuje kontakty z ‘ndranghetą, w jego firmy były wielokrotnie inwestowane pieniądze z nielegalnych włoskich źródeł.

W ubiegłych latach Vadala stawał przed sądem m.in. z powodu nielegalnego posiadania broni, był też oskarżony o nielegalne spekulacje i oszustwa na podatku VAT. Poza tym istnieją poszlaki wskazujące, że jego firmy brały udział w oszustwach związanych z wyłudzaniem dotacji rolnych i praniem pieniędzy. Jánowi Kuciakowi nie udało się przedstawić na to dowodów. Na podstawie jego ostatniego, niedokończonego tekstu, jaki znajdował się w jego komputerze, przedstawiamy stan tego dochodzenia dziennikarskiego.

Artykuł Jána Kuciaka

Czternaście lat temu do słowackiego miasta Michalovce przyjechał Włoch Carminne Cinnante. Pewnego ranka wyruszył swoim fiatem z odległej o blisko 40 km od Michalovic wsi Novosad, gdzie mieszkał u swojej przyjaciółki Lydii. Cinnante jechał w kierunku Włoch, towarzyszył mu Słowak imieniem Jan, któremu przyrzekł tam pracę. W tamtym czasie w regionie Michalovce co czwarty mieszkaniec był bezrobotny.

Kiedy jechali przez polną drogę, między wsiami Porostrov i Ostrov w powiecie Sobrance w kierunku głównej szosy, zauważyli patrol policji. Ich biały fiat punto z włoskimi numerami rejestracyjnymi natychmiast zaczął zawracać. Jeden z policjantów zaczął coś podejrzewać i zatrzymał samochód do kontroli. Na tylnym siedzeniu znaleziono drewnianą walizkę z bronią, magazynkiem i 50 sztukami amunicji. Był to w pełni sprawny czeski pistolet maszynowy typu 26 z celownikiem laserowym i startym numerem seryjnym. Według ekspertów walizka została specjalnie sporządzona do przewozu tej broni. Cinnante został oskarżony o nielegalne posiadanie broni i skazany przez sąd okręgowy w Michalovcach na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Prokurator określił Włocha jako „przedsiębiorcę prowadzącego interesy na Słowacji w branży rolniczej”.

Macki sięgają samego rządu

Kilka miesięcy później Cinnante został aresztowany przez włoską policję. Powodem był przemyt broni do Włoch dla mafijnego bossa Guirina Iony, który był szefem Belvedere Spinello, jednego z klanów najsilniejszego ekonomicznie swojego czasu odłamu włoskiej mafii ‘Ndranghety.

Jak wynika z dokumentów śledztwa, jej członkiem jest również Carmine Cinnante. Człowiek, o którym słowackie władze sądziły, że jest jedynie biznesmenem w branży rolniczej. Jednak Cinnante nie jest jedynym Włochem powiązanym z mafią, który znalazł swoją drugą ojczyznę na Słowacji.

Zaczęli robić interesy, otrzymywali dotacje, pobierali fundusze unijne, a przede wszystkim nawiązywali stosunki z wpływowymi ludźmi, ich znajomości sięgały członków słowackiego rządu. Jednocześnie w rodzinnych Włoszech mieli spore problemy z prawem.

Z mafijną pewnością siebie

Interesy mafiosa Carminego Cinnantego spotkały się z interesami Antonino Vadali w spółdzielni rolnej położonej pomiędzy wioskami Dvorianka i Parchovany w powiecie Trebisov. Vadala miał także problemy z policją w swoim kraju, we Włoszech.

W poniedziałek 3 lutego 2003 r. sąd w Reggio Calabria na południu Włoch miał wydać wyrok w procesie przeciwko dziewięciu oskarżonym powiązanym z innym klanem mafijnym – Libri. Klan ten jest jednym z najpotężniejszych wewnątrz ‘ndhranghety. Wśród oskarżonych znalazł się Antonino Vadala, pochodzący z wioski Bova Marina na południu Kalabrii.

Według włoskich śledczych to właśnie Vadala na polecenie klanu pomógł się ukryć, a potem uciec mafiosowi Domenico Venturze, który był podejrzany o brutalne zabójstwo jednego z członków konkurencyjnej bandy.

Włoscy policjanci podsłuchiwali rozmowy telefoniczne między Antonino Vadalą i Francesco Zindato, jednym z bossów klanu, w których obaj dyskutowali o szczegółach tej akcji. Jednakże w 2003 r. Vadala został uniewinniony z braku dowodów.

W innej sprawie sąd tak opisuje sytuację, w której Antonino Vadala jedzie z dwoma innymi mężczyznami do Rzymu, aby „ukarać” nieznaną osobę, która „wyrządziła szkody klanowi”.

„On [szef klanu Francesco Zindato] zlecił to ludziom, którym najbardziej ufał – w tym Antoninowi Vadali”, jak wyjaśniał sędzia.

Vadala nie czekał na ogłoszenie wyroku we Włoszech. Znalazł schronienie w swojej nowej ojczyźnie, Słowacji.

Przedsiębiorca w branży energetycznej

W 2009 r. pojawiła się informacja, że nieznany włoski przedsiębiorca Antonino Vadala, zamierza wybudować za niemal 70 mln euro dwie fabryki w strefie przemysłowej Lucenec.

Mimo iż projektu ostatecznie nie zrealizowano, to Vadala stał się w ten sposób „przedsiębiorcą z branży energetycznej”. Tak nazywał go były minister gospodarki Pavol Rusko, którego obecnie oskarżono w sprawie o zabójstwo.

Interesujące jest to, że przypomina on sobie Vadalę poprzez jego kontakty z dzisiejszą doradczynią rządową Marią Troskovą, która blisko współpracuje z premierem Robertem Ficą.

„Pracowała dla nas przez blisko trzy miesiące. To było dawno, około czterech lat temu. Potem poznała jakiegoś przedsiębiorcę z włoskimi korzeniami, który zajmował się m.in. instalacjami solarnymi, i zaczęła dla niego pracować” – powiedział wtedy Rusko.

Troskova i Jasan

W sierpniu 2011 r. Vadala i Maria Troskova zakładają GIA Management. Po roku Troskova opuściła firmę, a później została asystentką parlamentarzysty Viliama Jasana. Jasan nie chciał powiedzieć mediom, gdzie poznał tę kobietę, która znana była jako modelka, a w 2007 r. wzięła udział w finale konkursu Miss Universe. Jasan powiedział jedynie, że polecił mu ją jeden z przyjaciół.

„Moja asystentka odeszła i pewien przyjaciel polecił mi tę kobietę” – powiedział Jasan dziennikowi „Novy Cas”. Nie chciał jednak potwierdzić, czy tym przyjacielem był Antonino Vadala.

Niecały rok później – w kwietniu 2015 r. – Maria Troskova opuściła biuro parlamentarzysty i zaczęła pracować dla premiera Ficy. Rok później dołączył do niej także Jasan. Premier mianował go szefem biura i sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Dodatkowo Jasan otrzymał certyfikat dostępu do najbardziej tajnych informacji. Jako sekretarz Rady Bezpieczeństwa składa raporty bezpośrednio Ficy i jest odpowiedzialny za dokumentowanie działań Rady. Ma w związku z tym dostęp do wszystkich dokumentów oraz informacji jej dotyczących. Zadaniem Rady jest nadzorowanie funkcjonalności systemu bezpieczeństwa kraju, a w przypadku wojny przejmuje władzę rządową.

Jasana awansowano pomimo wiedzy na temat jego związków z człowiekiem, który współpracował bezpośrednio z włoską mafią.

Związki między Jasanem i Vadalą są szczególnie intensywne na polu działań biznesowych. Polityk partii rządzącej SMER-SD był wcześniej właścicielem prywatnej firmy ochroniarskiej Prodest. Vadala i jego koledzy niedawno przejęli tę firmę. Poza tym syn Jasana, Slavomir, posiada spółkę joint venture z Włochami pod nazwą AVJ Real.

Kiedy niedawno jedna z firm Vadali zbankrutowała, okazało się, że Vadala posiadał udziały w prywatnej firmie ochroniarskiej, której w przeszłości współwłaścicielami byli Jasan i jego syn Slavomir. A to oznacza, że dwoje ludzi będących w bliskich stosunkach z człowiekiem, który przybył do Słowacji jako osoba oskarżana o związki z mafią, ma codzienny dostęp do premiera Słowacji Roberta Ficy, który wybrał ich osobiście.

Vadala głosuje na SMER

Oprócz Jasana i Troskovej istnieją także jeszcze inne powiązania Antonino Vadali ze światem polityki, a zwłaszcza z partią SMER-SD. Długoletnia księgowa Vadali Monika Corejova kandydowała w przeszłości w wyborach regionalnych. Sam Vadala zdecydowanie wspiera SMER, zwłaszcza poprzez kampanie w mediach społecznościowych. Wychwala Ficę przed swoimi włoskimi przyjaciółmi, broni ministra Kaliniaka przed opozycją i z zapałem wspiera Richarda Rasiego w jego kampanii wyborczej na stanowisko prezydenta regionu Koszyce.

W dniu wyborów Vadala oświadczył: „Dziś wszyscy głosujemy na nr 16, SMER, i możemy być pewni, że jutro Słowacja znajdzie się w dobrych rękach”. W trakcie kampanii stwierdził publicznie, że pojedzie na zjazd partyjny SMER w Koszycach. Napisał do Rasiego, że tam właśnie się spotkają. Nazywał także SMER „naszą partią”. Kiedy powstała obecna koalicja rządowa, Vadala miał powód do świętowania.

Kule i wieniec pogrzebowy

Vadala i jego włoscy przyjaciele mieli także problemy z prawem na Słowacji. Jednak mimo licznych postępowań sądowych uniknęli dotychczas kary. Poniżej kilka przykładów spraw związanych z szantażami i oszustwami podatkowymi. Aktuality.sk wraz ze swoimi partnerami zrekonstruowało te przypadki na podstawie dokumentów policyjnych i sądowych, które otrzymaliśmy zgodnie z ustawą o swobodzie dostępu do informacji publicznej.

Pierwsza sprawa miała miejsce we wschodniej Słowacji w 2013 r. Pewnego jesiennego poranka w mieście Trebisov pracownicy jednej z firm znaleźli na bramie wjazdowej dziwną przesyłkę. Była to torba, w której znajdowało się dziesięć naboi, zapałki i wieniec pogrzebowy. Torba była zawinięta w papier z napisem „Jerad”, błędnie zapisanym imieniem ich szefa, Gerharda. Było to ostrzeżenie od konkurencji zawierające groźbę zabójstwa. Przezwiska „Jerad” używał Włoch, który rościł sobie prawo do 40-hektarowej ziemi należącej do firmy. Jerad zignorował początkowo to ostrzeżenie, ale kiedy pogróżki zaczął dostawać także jeden z jego pracowników, traktorzysta, złożył zawiadomienie na policji.

Prokuratura w Trebisovie po dwóch latach śledztwa postawiła ostatecznie zarzut szantażu krewnemu Antonino Vadali, Sebastiano Vadali. Według prokuratora Petera Prokopovica Vadala groził, że zastrzeli szefa firmy, i miał zrobić ręką gest podrzynania gardła. Natomiast traktorzyście groził, mówiąc: „Zastrzelę ze swojej broni każdego, kto będzie pracował na tym polu, a traktor podpalę”.

Powodem było to, że firma zabudowywała ziemię, którą chcieli zagarnąć Włosi dla swoich interesów. Władz jednak nie interesował fakt, kto był prawowitym właścicielem ziemi.

Niewystarczające dowody

Oprócz zeznań świadków firma przedstawiła również wspomnianą wcześniej przesyłkę dla Jerada. Ekspertyza wykazała, że naboje były ostre, a do ich posiadania wymagane jest pozwolenie na broń. Nagranie z kamery przemysłowej firmy miało pokazywać wizytę Vadali, podczas której werbalnie grozi Gerhardowi. Vadala temu zaprzeczył. On i jego prawnik Marek Svingal oświadczyli przed sądem, że w chwili rzekomych gróźb nie było go w Trebisovie, ponieważ przebywał w Michalovcach. Potwierdził to Svingal, księgowy Vadali i jeszcze jeden Włoch. Sąd okręgowy w Trebisovie, podobnie jak później sąd regionalny w Koszycach, uznał dowody za niewystarczające. W ubiegłym roku Sebastiano Vadala został oczyszczony z wszystkich zarzutów.

Milan Petricko, sędzia okręgowy w Trebisovie, napisał: „Nie udowodniono, że czyn, za który ścigany był oskarżony, rzeczywiście miał miejsce”. Oskarżenie według niego opierało się wyłącznie na zeznaniach świadków, co rzekomo było niewystarczające do skazania Vadali. Ani torba, ani wieniec pogrzebowy, ani też zapis wideo nie zostały wymienione w wyroku. Prokurator złożył apelację od tego orzeczenia. Uzasadniał to tym, że sędzia „błędnie ocenił sytuację dowodową, a oczywiste dowody przestępstwa zostały zignorowane, oraz że taka decyzja wynikała z tendencyjnych i subiektywnych wniosków”.

Przedstawiciel szefa firmy, który padł ofiarą szantażu, argumentował, że sąd wziął pod uwagę zeznanie Marka Svingala, mimo że w postępowaniu karnym reprezentował on oskarżonego jako obrońca. Oznacza to, że był poinformowany o dowodach zgromadzonych przez policję. Nawet przesłuchanie Svingala miało się odbyć z naruszeniem prawa. Vadala powiedział sędziemu śledczemu, że nie mówi po słowacku ani nie rozumie tego języka i dlatego nie mógł grozić ofierze. Zaprzeczyło temu kilku świadków. Poza tym Sebastiano Vadala zeznał dwa lata później w innej sprawie, że „jako obywatel Republiki Włoskiej od dawna mieszka na Słowacji i rozumie język słowacki”.

Senat sądu regionalnego w Losicach pod przewodnictwem Marka Dudika odrzucił jednak apelację i potwierdził oczyszczenie Vadali z wszelkich zarzutów.

Spór gangsterów

W drugą sprawę, w której chodziło o oszustwo podatkowe, Vadala był wplątany już bezpośrednio. Dotyczyła spekulacji związanych z trzema apartamentami w bratysławskiej dzielnicy Petrzalka. Cała sprawa zaczęła się w 2011 r. i zakończyła dopiero w 2017 r. Pierwotnym właścicielem trzech mieszkań był Włoch Antonio Palombi, a dokładniej jego firma ALTO.

Jednakże właściciele apartamentów zmieniali się kilkakrotnie. W ciągu kilku miesięcy zostały najpierw przepisane na firmę GENNA, a potem na firmę AV-REAL. Dla tej pierwszej pracował kiedyś Vadala, a drugą kierował w okresie dokonywania tych transakcji.

Trzy lata po zawarciu umowy Palombi zwrócił się do policji, twierdząc, że Vadala nie zapłacił mu uzgodnionej ceny za mieszkania. Według doniesienia złożonego na policji, do którego dotarliśmy na podstawie ustawy o swobodzie dostępu do informacji publicznej, Palombi twierdził początkowo, że Vadala go oszukał.

Tak też napisał o tej sprawie w 2015 r. tygodnik „Plus 7 dni”, jednak prawda była nieco inna.

W rzeczywistości Palombi i Vadala uzgodnili, że przeniesienie własności apartamentów odbędzie się bez faktycznej zapłaty i że staną się one własnością firmy KANNONE, której obaj byli właścicielami. Celem tej umowy było to, że firma AV-REAL Vadali, stanowiąca trzecie ogniwo tego łańcucha, miała otrzymać z tego tytułu zniżkę podatkową w postaci odliczenia podatku VAT w wysokości ok. 80 tys. euro.

Palombi zeznał to na policji jako świadek i jednocześnie pokrzywdzony.

„Powiedział, że Antonino Vadala zlecił mu przepisanie apartamentów za pośrednictwem GENNA Ltd. na AV-REAL, ponieważ ta firma zajmowała się nieruchomościami, a ALTO s.r.o. nie była płatnikiem VAT. GENNA miała później sprzedać dalej te apartamenty za wyraźnie wyższą cenę. W ten sposób, jako że AV-REAL jest płatnikiem VAT, różnica miała zostać potrącona przy zakupie” – zanotował przesłuchujący Palombiego.

Zwrot VAT-u

Palombi powtórzył kilka razy, że cena 360 tys. euro była wymysłem. W rzeczywistości apartamenty miały mu zostać zwrócone.

„Podejrzany powiedział, że jeżeli otrzyma 80 tys. euro z VAT-u, to przepisze te apartamenty na ich wspólną spółkę KANNONE s.r.o. W ten sposób wróciłyby one do firmy, której właścicielem jest pokrzywdzony”. W swojej skardze Palombi napisał jednak, że miał otrzymać część zwrotu z podatku VAT.

„Podejrzany powiedział mu, że mieszkania zostaną sprzedane firmie GENNA. Oświadczył, że GENNA będzie się domagać zwrotu VAT-u, z którego połowa przypadnie składającemu zawiadomienie”.

Przed sędzią śledczym Vadala wszystkiemu zaprzeczył, stwierdził, że nic nie wiedział o żadnej umowie i że apartamenty kupił w normalny sposób. Postępowanie sądowe zostało wstrzymane, prokurator oświadczył, że nie było żadnego oszustwa na szkodę Palombiego, mimo że obaj mogli popełnić przestępstwo. Podkreślił, że jeżeli zostało popełnione jakieś przestępstwo, to chodzi tutaj o wyłudzenie VAT-u, a w takim przypadku sprawa powinna zostać potraktowana jako przestępstwo podatkowo-ubezpieczeniowe.

Napisał dosłownie: „Prawdziwy zamiar osób zamieszanych w kolejne sprzedaże, uniemożliwia obiektywne stwierdzenie ich umyślnej lub nieumyślnej współpracy w odniesieniu do rzekomego przestępstwa podatkowego, ponieważ możliwe jest, że jako świadkowie będą składali celowo zeznania, w których będą się bronili przed podejrzeniami o prowadzenie innej działalności przestępczej”.

Początkowo Palombi domagał się zwrotu apartamentów w procesie przed sądem gospodarczym, który rozpoczął się w 2014 r. Jednakże, jak wynika z akt sądowych, w lutym ubiegłego roku zdecydował się nie kontynuować tego postępowania. Dopiero po latach zwrócił się do władz, kiedy okazało się, że Vadala ani nie wypłacił mu części VAT-u, ani też nie zwrócił apartamentów.

W tej sprawie śledztwo nie doprowadziło jeszcze do postawienia zarzutów Antonino Vadali. Dwie jego firmy, posiadające długi podatkowe wysokości 10 tys. euro, właśnie zbankrutowały.

Wielka włoska rodzina

Antonino Vadala i Carminne Cinnante nie działają w Słowacji na własną rękę. We wschodniej części kraju operują, we wzajemnej koordynacji i kooperacji, cztery rodziny z Kalabrii, kolebki ‘Ndranghety. Oprócz rodzin Vadala i Cinnante są to klany Roda i Catropov. Na Słowacji prowadzą głównie interesy w branży rolniczej. Posiadały lub nadal posiadają dziesiątki firm. Wartość ich majątku to dwucyfrowa milionowa suma. Posiadają tysiące hektarów ziemi, za które kasują miliony dotacji.

Tylko w latach 2015-16 firmy związane z tymi rodzinami otrzymały ponad 8 mln euro bezpośrednich dopłat od słowackiej Agencji Płatności Rolnych (APA), jak również kolejne setki tysięcy euro z dotacji na różne projekty. Legalność tych wypłat jest również wątpliwa. Aktuality.sk wraz z partnerami udokumentowało wiele przypadków naruszenia przepisów.

Na przykład jedna z firm domagała się wypłaty dotacji za obszar osiem razy większy od tego, który rzeczywiście był uprawiany. W innych przypadkach dotacje były przyznawane za tereny, od których nie płacono dzierżawy i które nie były uprawiane. Poza tym jedna z tych włoskich firm złożyła fałszywą deklarację w banku w kwestii decyzji APA, aby uzyskać kredyt. Włosi uzyskali także publiczne pieniądze na rozwój elektrowni biogazowych. Na przykład w 2012 i 2017 r. trzy firmy należące do rodziny Diego Rody otrzymały na ten cel 8,3 mln euro.

Nie ma tu żadnych wątpliwości. Biuro Nadzoru Energetycznego (URSO) nałożyło na nich w 2015 r. grzywnę, ponieważ w obowiązkowych raportach podwyższyli ilość energii produkowanej przez ich biogazowe instalacje. Wysokość dotacji jest bowiem uzależniona od ilości wyprodukowanej energii.

Źródło pieniędzy

Pranie pieniędzy to również jeden z głównych biznesów ‘Ndranghety za włoską granicą. Celem jest wyczyszczenie pieniędzy i prowadzenie interesów mających wyglądać na legalne. Może się to odbywać z wykorzystaniem osób trzecich – jako fikcyjnych właścicieli firm – poprzez eksport sztucznie zawyżanych cen towarów albo wywieranie presji na konkurentów.

Klan Libri, z którym Vadala współpracował, należy do najbardziej wpływowych w regionie Reggio Calabria i znaczną część swojej działalności prowadzi poza Włochami. Ich biznesy przybierają różnorakie formy, ponieważ klan ten jest szczególnie mocno zaangażowany w międzynarodowe operacje finansowe.

Niemniej nie ma żadnych dowodów, że którakolwiek z opisanych powyżej osób miała związek z praniem pieniędzy na Słowacji. Istnieją jednak wątpliwości związane z pochodzeniem pieniędzy inwestowanych przez włoskie rodziny. Z zebranych przez nas dokumentów wynika, że główna część pieniędzy pochodziła z ich rodzinnego kraju.

Nazwisko Antonino Vadali pojawia się na przykład w kilku wyrokach słowackich sądów. Wynika z nich, że dostawał pieniądze od ludzi z Włoch. Ci z kolei zeznawali, że pieniądze były przekazywane Vadali w gotówce, ponieważ on sobie tego życzył.

Przemyt kokainy

Pieniądze miały zostać przeznaczone np. na zakup spółdzielni rolniczej na Słowacji. Ponieważ inwestycja nie przynosiła zysków, ludzie ci żądali zwrotu swoich pieniędzy od Vadali.

Vadala twierdził w sądzie, że nic nie jest winny tym Włochom i że oświadczenie, w którym stwierdzono coś przeciwnego, zostało podpisane pod przymusem.

Firmy braci Roda założone na Słowacji w latach 90. otrzymały dużą część swojego kapitału od firm o tak samo brzmiących nazwach z rodzinnego miasta Condofuri we Włoszech. Chodzi tu o takie spółki, jak CO.BE.R. (Diego Roda) i TRA.CE.R. (Antonio Roda), które mają siostrzane firmy o takich samych nazwach we Włoszech.

W rocznych raportach z przełomu wieków słowackie firmy wykazywały zobowiązania finansowe wobec tych firm we Włoszech oraz otrzymywane od nich wsparcie, a także twierdziły, że cała ich produkcja wraca do ojczyzny.

CO.BE.R twierdzi nawet w swoich sprawozdaniach finansowych, że został założony jako inwestycja zagraniczna ze 100-procentowym udziałem kapitału włoskiego.

We Włoszech Pietro Roda jest przedstawicielem rodzinnej firmy TRA.CE.R należącej do brata Antonia i Diego Rody. Ma być także zamieszany w pranie pieniędzy dla sekcji 'ndranghety zwanej El Dorado. Policja aresztowała go w 2013 r. podczas akcji wymierzonej w mafijny klan Galliciano. Podejrzewano go o przynależność do związku mafijnego (specjalny paragraf we włoskim prawie) i pranie pieniędzy. Jednak w 2014 r. sąd najwyższy uniewinnił go z braku dowodów.

W 2017 r. nazwiska członków rodziny Antonina Vadali pojawiły się w nakazie aresztowania 18 członków gangu, który miał dla 'ndranghety szmuglować przez Europę setki kilogramów kokainy. Bracia Vadala są jedynie wspomniani w nakazie aresztowania. Szczegóły sprawy nie są jeszcze znane.

Autor nie zdołał dokończyć tego tekstu.

Tłumaczenie: Viktor Grotowicz

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.