Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prezydent Aleksander Łukaszenka podpisał w czwartek znowelizowany dekret o wspieraniu zatrudnienia, potocznie nazywany „dekretem o darmozjadach”. Białoruscy bezrobotni będą musieli płacić od 1 stycznia 2019 r. za świadczenia, które są dotowane przez państwo. Są to m.in. usługi komunalne częściowo dotowane przez państwo oraz usługi medyczne, które w całości opłaca państwo. Listę świadczeń określi rada ministrów.

– Dekret jest oparty na zasadach sprawiedliwości społecznej i wspiera zatrudnienie wszystkich obywateli – powiedział wiceminister pracy i ochrony socjalnej Andrej Łabowicz.

Nowe przepisy, stare problemy

Nowelizacja jest kolejną próbą rozwiązania problemu bezrobocia przez Łukaszenkę.

– Trzeba zmusić niepracujące osoby do podjęcia pracy – mówił prezydent.

Listę osób, których obejmą przepisy, sporządzą lokalne władze. Nowe przepisy uwidoczniły absurdy polityki socjalnej. Według oficjalnych statystyk na Białorusi jest ok. 30 tys. bezrobotnych, a nowe przepisy obejmą nawet na 500 tys. osób.

– Za bezrobotnego uważa się osobę zarejestrowaną w urzędzie pracy. W związku z tym, że świadczenia socjalne dla bezrobotnych są minimalne, większość z nich nie rejestruje się. Stąd różnica w liczbach – mówi „Wyborczej” białoruski ekonomista Jarosław Romańczuk.

Czy znowu będą protesty?

Pierwszy „dekret o darmozjadach” został przyjęty jeszcze w 2015 r. Przewidywał, że każdy Białorusin, który nie pracował przez 183 dni w roku, będzie zmuszony płacić specjalny podatek – ok. 800 zł. (średnia pensja na Białorusi to obecnie ok. 1,5 tys. zł). Termin jego opłacenia minął 20 lutego 2017 r., wywołał wówczas największą w najnowszej historii Białorusi falę protestów. Demonstrowano nie tylko w Mińsku i największych miastach, ale również po raz pierwszy na prowincji. Łukaszenka został zmuszony do wycofania się z kontrowersyjnych przepisów, jak się okazało, było to taktyczne ustępstwo.

– W zasadzie nic się nie zmieniło. Za winnych fatalnej sytuacji ze ściągalnością podatków uznano tę część społeczeństwa, która pracuje dorywczo i nie deklaruje swoich dochodów oraz tych, którzy pracują za granicą. Władza chce zabrać część ich dochodów – powiedział „Wyborczej” lider opozycyjnego ruchu O wolność Juraś Hubarewicz.

Czy dekret znowu wywoła falę protestów i wyprowadzi na ulice tysiące Białorusinów?

– Dekret został przyjęty po raz pierwszy w 2015 r. Ludzie wyszli na ulice w 2017 r., po tym jak otrzymali zawiadomienia o nałożeniu na nich podatku. Jestem przekonany, że sytuacja się powtórzy – uważa Hubarewicz.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.