Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prołukaszenkowska organizacja Biała Ruś zorganizowała w sobotę akcję sprzątania Kuropat. Kilkudziesięcioosobowa grupa aktywistów zbierała suche gałęzie i liście. Obszerne relacje z tego wydarzenia zamieściły wszystkie rządowe media.

– W lesie kuropackim praca pali się w rękach. Uporządkowaniem tego ważnego dla każdego Białorusina obiektu zajęli się aktywiści Białej Rusi – relacjonowała rządowa telewizja „Białoruś 1”.

– To jest nasza pamięć. O tym miejscu powinniśmy pamiętać, o tym trzeba wiedzieć – tłumaczyła udział w porządkowaniu Kuropat jedna z aktywistek Wiktoria Samochwał.

Miejsce kaźni, które stało się symbolem

Kuropaty to najbardziej znane na Białorusi miejsce kaźni ofiar stalinowskich represji. Wedle różnych szacunków w latach 1937-41 NKWD zgładziło tam od 20 tys. do 250 tys. osób. Prawda o Kuropatach została ujawniona przez białoruskich archeologów Zianona Paźniaka i Jauhiena Szmygaloua w 1988 r. Spowodowała wstrząs w białoruskim społeczeństwie i przyczyniła się do powstania pierwszej niepodległościowej organizacji antykomunistycznej Białoruskiego Frontu Narodowego.

Od 1994 r., po dojściu do władzy znanego z nostalgii za ZSRR Aleksandra Łukaszenki, o Kuropatach zaprzestano mówić. Prokuratura kilkakrotnie wszczynała dochodzenie, poszukując dowodów na to, że mordu dokonali Niemcy. Jednak nigdy nie zdecydowano się na oficjalne potwierdzenie tej tezy.

Przez lata rządów Łukaszenki Kuropaty stały się tematem tabu. O zbrodni nie informowały rządowe media, a opiekę nad miejscem pamięci sprawowała opozycja. Nie zważając na nieprzychylny stosunek władz, dla części białoruskiego społeczeństwa Kuropaty stały się symbolem zbrodni komunizmu.

Dlaczego władze robią ukłon w stronę Kuropat?

– Białoruś tkwi w czasach sowieckich. Nawet w Rosji więcej mówi się o represjach stalinowskich i niedawno Putin odsłonił pomnik ofiar NKWD. W czasach internetu i wolnego przepływu informacji taka sytuacja staje się kłopotliwa dla Mińska – mówi „Wyborczej” białoruski historyk Ihar Kuźniacou, znany ekspert w dziedzinie badań nad represjami stalinowskimi na terenie Białorusi.

Kuźniacou zwrócił uwagę na brak konsekwencji w stanowisku władz. Z jednej strony przeprowadzają porządkowanie Kuropat, z drugiej strony nie zważają na apele ws. postawienia tam pomnika. Zdaniem historyka taka postawa dowodzi, że władze wciąż poszukują sposobu na pogodzenie sowieckich sympatii z potępieniem stalinowskich represji.

– Najwyraźniej żadnej decyzji nie podjęto, gdyż z jednej strony uroczyście obchodzi się setną rocznicę bolszewickiej rewolucji, a z drugiej porządkuje się Kuropaty – zwraca uwagę historyk, podkreślając, że nawet te drobne gesty w stronę upamiętnienia ofiar stalinizmu są godne pochwały.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.