Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

25 września komisja kwalifikacyjna przy mińskim kolegium adwokackim podjęła decyzję o uznaniu pięciu adwokatów za: „nie w pełni odpowiadających pełnieniu tej funkcji”. Oznacza to, że za pół roku ponownie staną przed komisją, która podejmie ostateczną decyzję w ich sprawie. Wcześniej licencji została pozbawiona znana adwokatka Hanna Bachcina.

W Białorusi podstawą dla działalności adwokackiej jest licencja wydawana przez specjalne komisje kwalifikacyjne, w ich skład wchodzą przedstawiciele ministerstwa sprawiedliwości. Tracą ją osoby, które naruszyły prawo, etykę adwokacką bądź wykazują się brakiem profesjonalizmu. Wszyscy białoruscy adwokaci są zrzeszeni w państwowych kolegiach terenowych, które pełnią wobec nich funkcję kontrolną. Prowadzenie prywatnej praktyki adwokackiej jest zakazane od 1997 r.

Brak profesjonalizmu

Formalny zarzut wobec Hanny Bachciny i innych adwokatów postawiony przez komisję kwalifikacyjną to brak profesjonalizmu.

– Wiem, jakie organy władzy były niezadowolone z mojej pracy, komisja po prostu wykonała ich polecenie. Na posiedzeniu czułam się jak studentka, którą przepytywano z różnych gałęzi prawa – mówiła po ogłoszeniu decyzji Bachcina.

Jest adwokatem od 25 lat, wielokrotnie brała udział w głośnych sprawach politycznych. W 2011 r. reprezentowała w sądzie opozycyjnego kandydata na prezydenta Andreja Sannikaua, skazano go na 5 lat pozbawienia wolności za organizacje masowych protestów w 2010 r. W 2016 r. broniła blogera Eduarda Palczisa oskarżanego o rozpalanie waśni na tle narodowościowym.

Wszyscy klienci byli zadowoleni z jej pracy i chętnie polecali ją znajomym. Bachcina, podobnie jak inni ukarani adwokaci, brała udział w głośnej sprawie tzw. białoruskich bojowników. W marcu Aleksander Łukaszenka oświadczył, że białoruskie KGB zatrzymało kilkudziesięciu bojowników, którzy planowali obalić władzę. Służby nie zdołały jednak zdobyć żadnych dowodów na istnienie spisku i z więzień zwolniono wszystkich podejrzanych.

– Formalnie ta sprawa nadal jest prowadzona, ale faktycznie porzucono śledztwo. Służby, które się mocno zaangażowały w sprawę i wysunęły ciężkie oskarżenia, są bardzo niezadowolone z obecnej sytuacji, więc mszczą się teraz na adwokatach – mówi „Wyborczej” jeden z oskarżonych.

Uciszyć środowisko adwokackie

– To ewidentna presja na całe środowisko adwokackie i próba ograniczenia pola manewru adwokatów – mówi „Wyborczej” Uładzimir Łabkowicz z Centrum Obrony Praw Człowieka Wiosna. Jego zdaniem los Bachciny i innych adwokatów jest przestrogą dla innych. Władza chce, by adwokaci, angażując się w sprawy polityczne, byli bardzo ostrożni i nie krytykowali działań resortów siłowych, bo inaczej mogą stracić licencje.

– Logika dyktatury jest taka, że jeżeli ktoś stwarza władzy problemy, a adwokaci porządnie, wykonując swoje obowiązki w sprawach politycznych, stwarzają problemy, to władza dąży do całkowitego podporządkowania takich osób – mówi „Wyborczej” białoruski politolog Aleś Lahwiciec. Jego zdaniem sprawa jest wyraźnym sygnałem dla adwokatów, by pamiętali, w jakim kraju pracują i nie wychylali się, broniąc klientów w głośnych sprawach.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.