Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zgodnie z tradycją manewry Zapad (przeprowadza się je raz na dwa lata), które tym razem rozgrywane są głównie na Białorusi, to przywódca Rosji powinien się zjawić w poniedziałek na jednym z poligonów sąsiada, by wspólnie z kolegą z Mińska obserwować, jak sojusznicze armie odpierają atak umownego wroga.

Okazało się jednak, że Putin pojedzie na poligon Łużski w obwodzie leningradzkim. Z rosyjskich „pól walki”, na których rozgrywany jest Zapad 2017, wybrał więc dla siebie najbardziej oddalone od granic państwa Łukaszenki. A prezydent Białorusi razem z obserwatorami zagranicznymi, których zaprosił na manewry, postanowił oglądać je u siebie.

embed

Niezależny Łukaszenka

Wcześniej rosyjskie agencje twierdziły, że to Łukaszenka wbrew tradycji wybierze się do Putina. Według moskiewskiej „Niezawisimej Gaziety” gospodarz Kremla nie chciał się pojawiać na manewrach Zapad 2017 w pobliżu granicy między Białorusią a członkami NATO, którzy emocjonalnie, a jak to określają w Moskwie „histerycznie”, przyjmują przeprowadzane z rozmachem ćwiczenia. Putin, zdaniem dziennika, uważał, że jego obecność w tym rejonie dodatkowo rozdrażniłaby zachodnich sąsiadów.

Natomiast Natalia Ejsmont, rzeczniczka Łukaszenki, twierdzi, że prezydent Rosji w ogóle nie odpowiedział na przysłane mu z Mińska zaproszenie na Białoruś. Zapewniła też, że jej szef nie zamierzał się udać na rosyjskie poligony.

Dla białoruskiego prezydenta, jak zauważa politolog Alaksandr Kwaskowski, „wyprawa do bunkra Putina” w momencie, kiedy główne operacje manewrów toczą się na Białorusi, byłaby „stawieniem się u starszego rangą”. A przecież Łukaszenka stara się podkreślać, że jest przywódcą samodzielnym i niezależnym od Rosji.

Być może cień na skomplikowane relacje między obu prezydentami padł przy okazji manewrów Zapad 2017 z bardziej konkretnej przyczyny. Tuż przed samym rozpoczęciem ćwiczeń ministerstwo obrony Rosji ogłosiło, że na Białoruś śpiesznym marszem wyrusza „w trybie alarmowym” kolumna czołgów 1. Armii Pancernej Zachodniego Okręgu Wojskowego. A przecież wcześniej już zapewniano, że wszystkie jednostki rosyjskie, które mają brać udział w manewrach na Białorusi, są na miejscu.

Ukryty scenariusz

Zaskakujący obserwatorów komunikat Rosjan narobił sporo zamieszania, bo na Zachodzie przyjęto go jako potwierdzenie obaw sąsiadów Rosji i Białorusi, że w rzeczywistości skala ćwiczeń jest znacznie większa od tej, o jakiej mówią oficjalnie Mińsk i Moskwa.

W poniedziałek prezydent Litwy Dalia Grybauskaite na spotkaniu z Antonio Guterresem, sekretarzem generalnym ONZ, przekonywała go, że manewry Zapad 2017 mają „agresywny charakter”, krytykowała też Moskwę za „ukrywanie ich prawdziwego rozmachu i scenariusza”.

Na pięciu poligonach białoruskich oraz w rosyjskich obwodach: kaliningradzkim, leningradzkim i pskowskim, od niedzieli trwa drugi, zasadniczy etap manewrów Zapad 2017. Lądowe i powietrzne siły obu krajów oraz marynarka wojenna Rosji odpierają atak umownego przeciwnika na Związkowe Państwo Białorusi i Rosji.

W manewrach, według oficjalnych zapewnień Moskwy i Mińska, bierze udział 7 tys. wojskowych białoruskich, ok. 5,5 tys. rosyjskich i 700 pojazdów. Na Białoruś Rosja wysłała ponoć 3 tys. swoich żołnierzy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.