Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

13 tys. żołnierzy, w tym ponad 3 tys. Rosjan, 280 czołgów oraz samochodów opancerzonych, ponad 150 dział artyleryjskich, m.in. Grad, Smiercz i Huragan, oraz 70 samolotów i helikopterów, a także 10 okrętów na Bałtyku.

Na białoruskich poligonach w czwartek rozpoczynają się wielkie manewry wojskowe Zapad 2017. Od czwartku przez sześć dni rosyjskie i białoruskie jednostki mają ćwiczyć „działania obronne Związku Białorusi i Rosji”.

Zachód nie wierzy oficjalnym informacjom rosyjskiej armii. Według minister obrony Niemiec Ursuli von der Leyen podawane dane dotyczące wojsk biorących udział w manewrach są mocno zaniżone i w jej ocenie realna liczba uczestników to nawet 100 tys. żołnierzy.

Manewry odbędą się na sześciu białoruskich poligonach położonych w centralnej i wschodniej części kraju, a także na trzech rosyjskich – m.in. w obwodzie kaliningradzkim.

Manewry Zapad w liczbachManewry Zapad w liczbach Katarzyna Korzeniowska

Czytaj też: Wielkie manewry Zapad 2017 na Białorusi niczym koń trojański - Rosjanie tam wejdą i już nie wyjdą?

Scenariusz konfliktu z Zachodem

Nie tylko ilość wojsk zaangażowanych w manewry budzi kontrowersje. Zachodni analitycy uważają, że scenariusz Zapadu 2017 ma wyraźny antyzachodni charakter, a domniemany przeciwnik ma się znajdować na terenie Polski i Litwy.

– Zgodnie z scenariuszem konflikt odbywa się pomiędzy koalicją „Północni” – to Białoruś i Rosja – a „Zachodnimi” – to koalicja krajów nazwanych Wiejsznorija (separatystyczna, zdominowana przez ludność katolicką część Białorusi), Wiesbarija (kraj bałtyckie), Łubienija (obejmująca głównie Polskę). Scenariusz zakłada, że sytuacja stała się napięta z powodu przeprowadzanych z Zachodu prób destabilizacji Białorusi i doprowadzenia do zerwania stosunków sojuszniczych pomiędzy Moskwą a Mińskiem – tłumaczy szef sztabu generalnego sił zbrojnych Białorusi gen. Aleh Biełakoniau.

Scenariusz zakłada, że po wybuchu zamieszek na pomoc białoruskim ekstremistom przychodzą jednostki wojskowe koalicji „Zachodni”. Wtedy Mińsk dostaje militarne wsparcie Rosji.

embed

Manewry Zapad odbywają się po raz trzeci, wcześniej - w 2009 i 2013 r.  Zawsze budziły kontrowersje, gdyż miały ewidentnie antyzachodni i antynatowski wydźwięk. Jednak w tym roku zaniepokojenie sąsiadów jest nadzwyczajne.

Minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevicius zwrócił się wręcz z apelem do Moskwy o rezygnację z manewrów. Ukraina w odpowiedzi na Zapad 2017 przeprowadza własne manewry przy granicy z Białorusią. O swoim zaniepokojeniu mówią także Polska, Łotwa i Estonia.

– Powodem nerwowej reakcji są wydarzenia na Krymie i na wschodzie Ukrainy. Te manewry i udział w nich Rosji są postrzegane właśnie przez pryzmat agresji Rosji w Donbasie – uważa białoruski analityk wojskowy Aleksander Alesin.

Zapada 2017. Bataliony NATO oraz rosyjskie i białoruskie poligonyZapada 2017. Bataliony NATO oraz rosyjskie i białoruskie poligony źródło: materiały Ministerstwa Obrony Białorusi

Łukaszenka łagodzi

Prezydent Aleksander Łukaszenka od tygodni podkreśla, że to nie jest żaden antyzachodni gest.

– Tradycyjnie robimy manewry z Rosją. Są one otwarte, zaprosiliśmy dużo obserwatorów. Nie zamierzamy nikogo atakować, ćwiczenia mają wyłącznie obronny charakter – mówił w lipcu na specjalnej naradzie z udziałem dowództwa armii.

Jak zauważa politolog Walery Karbalewicz z Centrum Analitycznego „Strategia” to stanowisko wyraźnie się różni od tego, które Mińsk zajmował przy okazji poprzednich manewrów w 2009 i 2013 r. Wtedy Łukaszenka chętnie demonstrował światu zacieśnianie współpracy wojskowej z Rosją.

Teraz mówi o jedynie o „rutynowej współpracy”. – Łukaszenka po wydarzeniach na Krymie i w Donbasie próbuje tworzyć nowy wizerunek zdystansowanej od Moskwy Białorusi jako miejsca, gdzie odbywają się pertraktacje pokojowe, gdzie panuje stabilność i spokój. Mińsk prowadzi intensywny dialog z Zachodem i w tym sensie te manewry są dla niego problemem – uważa Karbalewicz. Jego zdaniem zrezygnować z udziału w manewrach Łukaszenka nie może, gdyż jest wciąż zależny od Moskwy.

Białorusini nie boją się rosyjskich oddziałów

W zachodnich mediach spekuluje się, że po zakończeniu manewrów rosyjskie jednostki mogą pozostać na Białorusi i w ten sposób powtórzyć tu „krymski scenariusz”. Mówił o tym m.in. były prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili.

Jednak na samej Białorusi obecność rosyjskich oddziałów bojowych nie budzi większych emocji. Akcja protestacyjna zwołana przez opozycyjny Białoruski Kongres Narodowy 8 września w Mińsku zebrała raptem 300 osób.

– Większość społeczeństwa nie widzi w manewrach zagrożenia i popiera oficjalny punkt widzenia władz – mówi socjolog Siarhiej Nikaluk z niezależnego ośrodka badawczego NISEPI. I przypomina, że gdy w 2016 r. NISEPI zadał Białorusinom pytanie, jak zachowają się w przypadku agresji Rosji, zaledwie 25 proc. deklarowało gotowość obrony niezawisłości kraju. – Większość albo spróbowałaby się dostosować do nowych warunków, albo wręcz pozytywnie oceniałaby takie działania Moskwy – mówi Nikaluk.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.