Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

3 lipca odbędzie się w Mińsku defilada z okazji Dnia Niepodległości Białorusi, który jest obchodzony w rocznicę wyzwolenia stolicy spod niemieckiej okupacji - to najważniejsze święto państwowe.

– Jeżeli zdecydowaliśmy się na defiladę, to powinna być prawdziwą defiladą, powinna być widowiskiem. Powinniśmy pokazać, że nie za darmo jemy wojskowy chleb – oświadczył dwa tygodnie temu prezydent Aleksander Łukaszenka i dodał, że nie należy żałować pieniędzy na organizację przedsięwzięcia.

Zgodnie z prezydenckim rozporządzeniem defilada ma wyglądać imponująco. Weźmie w niej udział ponad 6 tys. żołnierzy, ok. 500 czołgów, wozy opancerzone, 14 samolotów i 12 helikopterów. Ministerstwo obrony od kilku miesięcy przygotowuje się do wydarzenia. Ulice Mińska widziały już sześć prób, co tradycyjnie irytuje mieszkańców stolicy.

– Miasto jest zakorkowane. Czołgi ryczą, ludzie się wkurzają – mówi „Wyborczej” 24-letni Siarhiej, mieszkaniec Mińska.

W tym roku oliwy do ognia dolał wypadek z czołgiem, który pędząc z prędkością ok. 50 km/h, niespodziewanie zawrócił i uderzył w słup. Tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności żaden z ulicznych gapiów nie ucierpiał. Ministerstwo tłumaczy incydent złymi warunkami pogodowymi. Po deszczu asfalt był mokry, co zdaniem urzędników było główną przyczyną wypadku.

Precz z defiladą!

Wypadek czołgu wywołał żywiołową reakcję białoruskiego internetu.

„Niech defilady odbywają się na wojskowych poligonach” – petycje internetową w tej sprawie podpisało już ponad 5 tys. Białorusinów.

Podpisani zwracają uwagę na to, że Mińsk płaci wysoką cenę za przygotowania i organizacje defilad – niszczony jest asfalt, rośnie poziom zanieczyszczenia, a hałas jest nie do wytrzymania. Krytyka bardzo nie spodobała się ministerstwu.

– Kilka tysięcy z omal 10 mln obywateli! Cóż, tak było i w czasach wojny. Kilkadziesiąt tysięcy kolaborantów i miliony patriotów – powiedział rzecznik prasowy MON płk Uładzimir Makarau, który nazwał przeciwników defilady ideowymi potomkami Wilhelma Kube, nazistowskiego gauleitera Białorusi.

Lider opozycyjnego ruchu Mów Prawdę Andrei Dzmitryjeu oburzył się słowami rzecznika i wystosował przeciwko niemu pozew zbiorowy.

– Jestem synem oficera. Mam trzech synów, którzy kiedyś pójdą w kamasze. Chciałbym, by ministerstwo obrony mnie szanowało, a nie znieważało za odmienne poglądy – mówi „Wyborczej” Dzmitryjeu, który domaga się przeprosin od rzecznika.

Pozew w ciągu kilku godzin podpisało 117 osób.

– Zgłosili się nawet prawnicy, którzy są gotowi pomóc w procesie – mówi Dzmitryjeu.

Demonstracja siły

Białoruski politolog Walery Karbalewicz z Centrum Analitycznego "Strategia" uważa, że nie zważając na oburzenie, które wywołuje defilada u części społeczeństwa, jej organizacji w tym roku i w przyszłości nic nie zagrozi.

– Defilada wojskowa to demonstracja siły. Autorytarne państwa zawsze hołubią resorty siłowe i wojsko, gdyż w znacznej mierze na nich opierają swoją władzę. Ponadto 3 lipca jest ważnym świętem, którego korzenie sięgają ZSRR. Łukaszenka z niego nie zrezygnuje – mówi „Wyborczej” Karbalewicz.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.