Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Maciej Stasiński: Od lutego na Białorusi trwają protesty. Pierwsze od lat. Powodem był dekret prezydenta Łukaszenki opodatkowujący uchylających się od pracy, taka synteza socjalizmu i kapitalizmu. Coś się u was zmienia? Polacy dawno takich wieści z Białorusi nie słyszeli.

Andrej Sannikau*: Nie tylko Polacy nie wiedzą, co się u nas dzieje. Chociaż akurat oni powinni rozumieć, że wydarzenia u najbliższego sąsiada mają wpływ także na nich, na dobre i na złe. Dziś Białoruś robi się ważna nie tylko dlatego, że wybuchły protesty. Białoruś może się stać poligonem armii rosyjskiej. W 2009 r. – jeszcze przed operacją krymską i okupacją Donbasu – odbyły się tam wielkie manewry rosyjskie Zapad 2009. Wojsko ćwiczyło uderzenie nuklearne na Warszawę i rajd pancerny na Kaliningrad przez Suwałki. Teraz, kiedy już wiemy po Krymie i Donbasie, do czego jest zdolna armia rosyjska, odbędą się następne manewry, Zapad 2017, na jesieni. Weźmie w nich udział ponad 100 tys. żołnierzy. Niektórzy eksperci NATO już oświadczyli, że to będą manewry zaczepne. A to oznacza wzrost napięcia w regionie.

A na samej Białorusi sytuacja, owszem, zmieniła się radykalnie. Jest rewolucyjna. Uczyli mnie na marksizmie-leninizmie, co to takiego. Dziadek Lenin mówił, że to wtedy, gdy „doły już nic chcą, a góra nie może”. Na Białorusi trwa trzeci rok recesja. Oficjalnie PKB spadł o 3,9 proc., nieoficjalnie więcej. To jedyny kraj z byłego ZSRR, który notuje spadki. Jest wielkie, chociaż ukryte bezrobocie: oficjalne 6 proc., nieoficjalnie co najmniej 10. Na prowincji ludzie otwarcie mówią, że nie mają pracy. Płace i poziom życia spadają.

Dekret Łukaszenki był tylko pretekstem. Kiedy 17 lutego wybuchły pierwsze protesty, od razu hasłem było: „Dość!”, „Odejdź!”, „Dymisja!”. Protesty były zupełnie spontaniczne. Łukaszenka od razu dekret zawiesił, a protesty trwają. W Grodnie dziennikarzom niezależnym zrozpaczony emeryt mówił, że przeprasza, że głosował na Łukaszenkę.
W 2010 r. też były demonstracje, ale wtedy były wybory, kampania i sam do nich wzywałem. Ale teraz ludzie wychodzą na ulice sami. Dotąd jest 80 zatrzymanych, którzy skazywani są na grzywny albo 15 dni aresztu. Kolejne demonstracje odbędą się w Dniu Wolności 25 marca w Mińsku, a następnego dnia w innych miastach. Moim zdaniem w Mińsku wyjdzie na ulice co najmniej 20 tys. ludzi. Głównym organizatorem jest Białoruski Kongres Narodowy Nikołaja Statkiewicza. Kończy się po 23 latach mydlana opera Łukaszenki.

Co konkretnie ludzi oburza?

– Stan gospodarki. Sześć lat temu protesty były, ale ustały. Mówiło się nawet o białoruskim cudzie gospodarczym. Teraz w budżecie nie ma na nic pieniędzy, i stąd ten dekret. Łukaszenka kontroluje całą gospodarkę, produkcję broni, której Białoruś jest jednym z 20 największych eksporterów na świecie. Nie było żadnych reform i teraz rząd bankrutuje.

Najlepszy dotąd przyjaciel, Kreml, po wojnie na Ukrainie, zachodnich sankcjach i spadku cen ropy i gazu, nie ma za co podtrzymywać Łukaszenki. Putin jest przewodniczącym Spółdzielni Dyktatorów Postradzieckich i zależy mu na Białorusi. Ale Łukaszenka nie wywiązuje się z obietnic. Putin chciał od niego dostać władzę w gospodarce – własność w kluczowych gałęziach – w zamian za poparcie. Łukaszenka w 2013 r. oddał mu rurę Bieł-Trans-Gaz, ale na inne zakłady się nie zgadza albo się targuje. Nie chce też płacić podwyższonych cen za gaz i ropę z Rosji.

A Kreml chce teraz kopalni potasu, własności w kompleksie zbrojeniowym, wielkich mińskich zakładów produkujących platformy do przewożenia rakiet czy zakładów chemicznych. Rosja chce całkowicie zawładnąć gospodarką Białorusi. Łukaszenka to wie i wie także, że jeśli wszystko Moskwie odda, będzie niepotrzebny.

Czy to możliwe, by to Rosja wzniecała te protesty?

– Nie. One są żywiołowe. Inna sprawa, że Rosja może chcieć je wykorzystać. Na razie czeka, co z nich wyniknie. Putin może działać przez swoich agentów, media w Polsce, bo Polska jest krajem niepodległym i on to wie. Białorusi nie uważa za niepodległy kraj, tylko za część Rosji. To poniżej jego godności działać przez agentów.

To może zrobi przewrót?

– Może. Kampania, którą prowadzę, to europejska Białoruś. Białoruś może istnieć tylko w Europie. Ale Europa, niestety, przyjaźni się teraz z Łukaszenką, zniosła sankcje nałożone na Białoruś. Nie dlatego, że go lubi – po prostu nie rozumie sytuacji. Mówiliśmy w Europie, że wybuchną bunt i protesty. Nie chciano nas słuchać. Ja wiem, że Zachód ma swoje problemy, ale Białoruś to teraz problem bezpieczeństwa Europy. Z powodu nacisku Rosji. To jest konkretna i wielka groźba.

Co się teraz wydarzy?

– My, opozycja, proponujemy rozmowy i wybory. Jak w Polsce. Okrągły stół. To najlepsze wyjście dla wszystkich, dla Łukaszenki też. Do tego potrzebny jest nacisk wewnętrzny i wsparcie Europy. Same protesty nie wystarczą, ale jeśli Europa obieca, że da pomoc, kredyty, kiedy dojdzie do rozmów i wyborów, to może Łukaszenka ustąpi. Ma pustą kasę. Wtedy Rosji trudno byłoby się wtrącić. Ale jeśli będą tylko protesty i coraz większe represje, przybędzie aresztowanych i nic więcej. Gospodarki to nie naprawi, a wtedy Rosja, owszem, może się wtrącić nawet w wariancie donbaskim. Ale to nikomu poza Rosją się nie opłaca.

Jak się ma opozycja demokratyczna?

– Ciężko nam. Łukaszenka od dawna usiłuje nas zniszczyć. Część opozycji kontrolują specsłużby. Ale teraz wsparcie dla opozycji rośnie. Najważniejszy jest Nikołaj Statkiewicz i jego Kongres. To dzielny człowiek, przesiedział w sumie osiem lat. Nie załamał się. Ale pojawiają się też nowi przywódcy. Młodzież powstrzymała zabudowę Kuropat [miejsce masowych mordów dokonanych przez NKWD]. Rodzą się nowe inicjatywy niezależne w różnych dziedzinach. Bardzo silnie działają blogerzy. A nawet weteran opozycji, były prezydent Stanisław Szuszkiewicz, który ma ponad 80 lat.

Likwidując Biełsat chowamy własną flagę - Paweł Kowal w 3x3

Pan chce wrócić do kraju?

– Na razie poszedłbym od razu do więzienia. Kto się teraz wychyla, od razu jest zatrzymywany. Rządowa telewizja głosi, że jestem głównym podżegaczem demonstracji i wrogiem państwa. Mam azyl w Wielkiej Brytanii. Ale kiedyś wrócę, mam nadzieję, że niedługo.

Jestem pewien, że ten rok będzie przełomowy. Może sprawy pójdą w złą stronę, ale najwyżej na krótko. Łukaszenka ma naprawdę cały naród przeciw sobie. Nie ma demonstracji poparcia dla niego, bo on się boi je organizować, żeby nie przerodziły się w demonstracje przeciw niemu.

Rozmawiam ciągle z rodakami. Jeszcze niedawno ludzie bali się wypowiadać dla telewizji Biełsat czy radia Swoboda. Teraz mówią: „Wszystko mi jedno, powiem, co uważam. Precz z Łukaszenką!”. Dużo jest w nas nadziei. Jesteśmy niewielkim krajem, który stosunkowo łatwo zreformować. Na wzór Polski i innych sąsiednich krajów.

* Andrej Sannikau (Andriej Olegowicz Sannikow) - białoruski były dyplomata,
dziś opozycjonista, kandydat w wyborach prezydenckich w 2010, gdy
wystartował przeciw Aleksandrowi Łukaszence. W 2011 skazany na 5 lat
kolonii karnej za organizowanie protestów przeciw władzy, zwolniony
przedterminowo w 2012. Przebywa na emigracji w Polsce i Wielkiej Brytanii.

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.