Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Państwowa telewizja Białoruś 1 wyemitowała w poniedziałek wieczorem reportaż „Telefon do przyjaciela”. Film, anonsowany jako dziennikarskie śledztwo, opowiada o protestach przeciwko podatkowi od bezrobocia, które od kilku tygodni mają miejsce w całym kraju. Mówi się w nim m.in., iż „media służące interesom radykalnej opozycji przedstawiają działanie władzy jako grabienie bezrobotnych i biednych, zaś organizatorów protestu – jako obrońców cierpiących”.

Zdaniem anonimowych autorów filmu opozycja chce wykorzystać społeczne niezadowolenie i – wzorując się na ukraińskim Majdanie – wywołać konflikty i zdestabilizować kraj; zaczęła już wcielać w życie scenariusz „kolorowej rewolucji”. Głównym „czarnym charakterem” tych wydarzeń ma być Mikoła Statkiewicz, jeden z przywódców opozycji, rywal Aleksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich 2010 r. W filmie wykorzystano podsłuchy jego rozmów telefonicznych; wynika z nich, że Statkiewicz poszukuje funduszy na organizację dużych akcji protestacyjnych.

W czasie gdy Białoruś 1 emitowała film, na drugim rządowym kanale, ONT, trwał talk-show z udziałem prorządowych ekspertów, poświęcony m.in. ostatnim protestom.

– Dlaczego na podobne akcje nie reaguje milicja? – pytał uczestniczący w programie politolog Aleksander Szpakouski.

– Siłowicy już u nas nie pracują! – oburzał się Gieorgi Atamanau, jeden z przywódców prołukaszenkowskiej Komunistycznej Partii Białorusi.

Podatek, który wzburzył naród

W tym roku na Białorusi po raz pierwszy wprowadzono obowiązek płacenia podatku przez osoby, które nie są oficjalnie zatrudnione. Zgodnie z prezydenckim dekretem nr 3 każdy obywatel, który w ciągu roku przepracował mniej niż 183 dni, musi uiścić specjalną opłatę w wysokości ok. 800 zł (średnia pensja w kraju to 1,5 tys. zł).

Urzędy podatkowe wystawiły blisko 500 tys. nakazów podatkowych, ale – według oficjalnych statystyk – zapłaciła go co dziesiąta osoba.

Dekret nr 3 wywołał największą od 2011 r. falę protestów w całym kraju. 17 lutego na główne ulice stołecznego Mińska wyszło ok. 5 tys. ludzi. Podobne akcje odbyły się we wszystkich dużych miastach.

– Domagamy się wycofania podatku! Zmusimy władze do ustępstw – mówił podczas demonstracji w Mińsku Mikoła Statkiewicz.

W minioną niedzielę ponad tysiąc osób protestowało w Brześciu. Na demonstrację nie dotarło czterech opozycyjnych działaczy, m.in. Anatol Labiedźka, przywódca Zjednoczonej Partii Obywatelskiej, i Wital Rymaszewski, wiceszef Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji, którzy na kilka godzin zostali prewencyjnie aresztowani przez milicję.

Zdaniem politologa Walerego Karbalewicza z Analitycznego Centrum "Strategia" za sprawą dekretu nr 3 budżet miałyby zasilić wpłaty od pracujących na czarno Białorusinów, ale w rzeczywistości uderzył on w najbiedniejszych.

– Ta niesprawiedliwość oburzyła ludzi; jeśli dołożymy do tego skutki narastającego kryzysu gospodarczego [pensje spadają, rośnie bezrobocie, Białorusini oszczędzają nawet na jedzeniu], to mamy w rezultacie największe od lat masowe protesty – mówi „Wyborczej” Karbalewicz.

Deal z Łukaszenką? O polskich inwestycjach i manewrach na Białorusi w 3x3

Koniec z ociepleniem, pora na represje

Od blisko trzech lat oficjalny Mińsk dąży do ocieplenia relacji z Zachodem. W rezultacie zniesiono nałożone na Białoruś sankcje, a Unia Europejska wznowiła kontakty z rządem Łukaszenki. Władze starały się w tym czasie ograniczyć represje wobec opozycji i agresywną propagandę.

Emisja propagandowego filmu, nawoływania do porachowania się z demonstrantami i aresztowanie czwórki opozycjonistów, zanim wzięli udział w proteście w Brześciu – to wszystko, jak twierdzą niezależni eksperci, świadczy o tym, że Łukaszenka zechce siłą zdławić rozrastający się protest.

– Wracamy do roku 2010 r. i słynnych wyborów prezydenckich, kiedy władza postanowiła zastraszyć społeczeństwo. Obecne działania pokazują, że nadzieje na wewnętrzną reformę reżimu, na co liczyli zachodni dyplomaci, kolejny raz rozmijają się z realiami – powiedział „Wyborczej” Uładzimir Nieklajeu, jeden z przywódców opozycji.

– Władza znalazła się w trudnej sytuacji. Fala protestów nie opada, więc reaguje na nie, wzmacniając propagandę i stosując prewencyjne areszty. Nie mam żadnych wątpliwości, że to koniec białoruskiej liberalizacji. Akcje protestacyjne będą dławione siłą, a ich uczestnicy będą zamykani – uważa Karbalewicz.

Kolejną wielką akcję sprzeciwu wobec podatku od bezrobocia zaplanowano na 25 marca w Mińsku.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.