Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na osiedlu Zielony Ług w Mińsku powstaje nowe centrum biurowe. Jest wznoszone w strefie, która do niedawna należała do miejsca pamięci Kuropaty, gdzie w latach 1937-41 NKWD dokonywało egzekucji, mordując – wedle różnych szacunków – od 20 tys. do 250 tys. ludzi. W 2014 r. strefa ochronna Kuropat została okrojona, dzięki czemu formalnie można tam prowadzić prace budowlane.

– To bezczelność! Tam, gdzie ma stanąć nowy budynek, zatrzymywały się samochody NKWD, wyciągano z nich ludzi i prowadzono do lasu na rozstrzelanie. To tak, jakby zbudować coś u wrót Oświęcimia czy  Katynia – mówi "Wyborczej" Zmicier Daszkiewicz, przywódca organizującej protest opozycyjnej młodzieżówki Młody Front.

Wraz z kilkudziesięcioma osobami od tygodnia blokuje budowę. Rozbili tam obozowisko, nocują w namiotach.

– Zwykli ludzie, którzy dowiedzieli się o proteście, przynoszą jedzenie, wspierają nas. Też nie chcą, by powstał tu biurowiec – mówi Daszkiewicz.

Kilkakrotnie doszło do potyczek z robotnikami. W nocy z czwartku na piątek nieznani sprawcy napadli na obozowisko, niszcząc namioty i bijąc ludzi.

Jednak obrońcy Kuropat nie ustępują. Od trzech dni nie prowadzi się tam żadnych prac budowlanych.

– Kupiliśmy tę działkę na aukcji. Nie spodziewaliśmy się, że sprawa wzbudzi takie emocje. Sytuację powinny uregulować władze miasta – powiedział w wywiadzie dla radia Swaboda Ahar Aniszczanka, dyrektor firmy Belciażmasz, która prowadzi budowę.

Kuropaty – zderzenie historycznych wizji

Położony na obrzeżach Mińska las Kuropaty to najsłynniejsze na Białorusi miejsce kaźni ofiar stalinowskich represji. Prawdę o tym, co się tu działo w latach 1937-41, ujawnił w 1988 r. archeolog Zianon Paźniak. Wywołało to wstrząs w społeczeństwie i przyczyniło się do powstania pierwszej niekomunistycznej organizacji o nazwie Białoruski Front Ludowy (BNF).

Kuropaty są też wymieniane jako jedno z możliwych miejsc egzekucji polskich oficerów z tzw. „białoruskiej listy katyńskiej”. Regularnie składają tam wizyty oficjalne polskie delegacje, które odwiedzają Mińsk.

Po objęciu władzy przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę, który w 1994 r. wygrał wybory na fali nostalgii za czasami ZSRR, białoruska prokuratura kilkakrotnie podejmowała próby udowodnienia, że rozstrzeliwań w Kuropatach dokonywali naziści w latach 1941-44. Jednak ostatecznie nie zdecydowano się na forsowanie tej tezy.

Za rządów Łukaszenki kraj powrócił do sowieckich symboli i sowieckiej wizji historii. M.in. w 2004 r. odrestaurowano dworek Feliksa Dzierżyńskiego w Dzierżynowie – co roku składają tam przysięgę nowo mianowani oficerowie białoruskiego KGB. Z pompą odsłonięto też kompleks Linia Stalina upamiętniający instalacje obronne na byłej polsko-radzieckiej granicy sprzed 1939 r. (są tam odrestaurowane bunkry i okopy, pomnik Stalina; mają miejsce historyczne rekonstrukcje). Podręczniki lansują zaś tezę, że komunistyczne represje pozwoliły zniszczyć wewnętrznego wroga i umożliwiły ZSRR zwycięstwo w drugiej wojnie światowej.

– Nigdy nie byłem w Kuropatach, ale być może kiedyś nadejdzie taki czas, że je odwiedzę – oznajmił Łukaszenka podczas niedawnej konferencji prasowej.

Kuropaty budzą emocje

– Dla części obywateli te inwestycje budowlane to zamach na świętość, chęć ostatecznego pogrzebania prawdy o stalinowskich represjach. Dla władz z kolei Kuropaty to symbol opozycji i sprzeciwu – mówi „Wyborczej” politolog Walery Bułhakau, redaktor czasopisma "Arche".

Zwierzchnik Kościoła katolickiego na Białorusi arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz w specjalnym oświadczeniu zaapelował o dialog i kompromis w tej sprawie. – Kuropaty to dla naszego narodu Golgota XX wieku. Powinny się stać narodowym pomnikiem czczącym pamięć niewinnie zabitych – oświadczył.

Z apelem do władz o uszanowanie Kuropat zwróciła się też prołukaszenkowska Liberalno-Demokratyczna Partia.

Walery Bułhakau uważa, że – z powodu emocji, jakie budzi sprawa – opozycyjny protest może zostać usunięty siłą przez milicję, ale zarazem władze mogą zamrozić kontrowersyjną budowę.

– Moim zdaniem w ciągu tygodnia problem będzie rozwiązany. Mam nadzieję, że władze są tu zdolne do kompromisu – mówi Bułhakau.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.