Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

W Witebsku na ulice wyszło 1,5 tys. ludzi, w Bobrujsku ponad 1 tys., w Baranowiczach ok. 500, w Brześciu blisko 300. Powszechną niezgodę wywołał wprowadzony w ubiegłym roku (a mający obowiązywać od teraz) prezydencki dekret nr 3 o wprowadzeniu podatku dla bezrobotnych. Zgodnie z nim osoby, które były oficjalnie zatrudnione i pracowały mniej niż 183 dni w ciągu minionego roku, powinny uiścić specjalną opłatę w wysokości ok. 800 zł (średnia pensja na Białorusi wynosi 1,5 tys. zł).

Nigdzie na świecie nie ma czegoś podobnego

– Dostałem zawiadomienie, że muszę płacić, ale postanowiłem, że nie będę tego robił. Pracowałem w ciągu roku dorywczo; szukałem jakiegoś zajęcia, ale proponowano mi grosze. Nie da się z tego wyżyć. Od państwa nie dostaję żadnej zapomogi; nie rozumiem, dlaczego muszę płacić podatek. Przecież nigdzie na świecie nie ma czegoś podobnego – skarży się 41-letni Siergiej z Grodna, jeden z tych, których białoruska prasa określa mianem darmozjada.

Według obliczeń urzędów podatkowych takich osób jak Siergiej jest w kraju ponad 500 tys. I wysłano właśnie tyle zawiadomień o konieczności zapłaceniu podatku. Według oficjalnych statystyk uiściły go jedynie 54 tys. Białorusinów. Większość na różne sposoby próbuje się odeń wykręcić; część widzi szansę w protestach.

– Władza powinna się opamiętać! – przekonuje Siergiej, który też protestował.

Choć demonstracje odbywały się bez pozwoleń, na razie nie pociągnęły za sobą represji. MSW uważnie obserwowało ich przebieg; najbardziej aktywne osoby filmowano, ale na razie do żadnych aresztowań nie doszło.

Gospodarka tonie, ludzie wychodzą na ulice

Pierwszy protest przeciwko nowemu podatkowi odbył się 17 lutego w Mińsku. W stolicy demonstrowało wówczas około 5 tys. osób (była to największa akcja protestacyjna od 2011 r., kiedy to Białorusini zamanifestowali sprzeciw wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki). Później dołączyły i inne miasta – Homel, Grodno, Mohylów...

– Dekret „o darmozjadach” bulwersuje ludzi. Jednak przyczyny masowych protestów są znacznie głębsze – mówi „Wyborczej” politolog Paweł Usau z Centrum Analiz i Prognoz. Jego zdaniem Białorusini są niezadowoleni z powodu stale pogarszającej się sytuacji materialnej i narastania kryzysu w gospodarce. Politolog zwraca również uwagę na to, że mimo iż akcji tych nie organizowała opozycja, w wielu miastach wysuwano także hasła polityczne, domagając się dymisji Łukaszenki. Jego zdaniem dowodzi to, iż Białorusini powątpiewają, by obecna władza zdołała stawić czoło kryzysowi.

Według oficjalnych statystyk w grudniu 2014 r. średnia pensja wynosiła – w przeliczeniu – 619 dol., dwa lata później skurczyła się do 370 dol. Dziś Białorusini oszczędzają nawet na jedzeniu: jak policzył rządowy ośrodek statystyczny Biełstat, w 2016 r. kupili o 15 proc. mniej ryb, o 7 proc. mniej owoców i o 1,5 proc. mniej mięsa niż w 2015 r. A miejsc pracy ubywa. W 2016 r. zwolnionych zostało 716 tys. osób (spośród nich nowe zatrudnienie znalazło 108 tys. mniej).

– Nie widać żadnego rządowego planu przełamania kryzysu gospodarczego – mówi „Wyborczej” ekonomista Jarosław Romańczuk z Centrum Naukowo-Badawczego im. Ludwiga Misesa.

Czy wykorzysta to Kreml?

„Jeśli mówimy o protestach, rodzi się pytanie: po co one są?” – pyta rządowy dziennik „Sowietskaja Biełorussija” i natychmiast odpowiada: „Za akcjami mogą stać pewne siły w Rosji”.

„Nie zapomnijmy o złowieszczych słowach Władimira Żyrinowskiego, wiceprzewodniczącego Dumy, które należy rozumieć tak, że Białoruś winna się stać jednym z obwodów Rosji” – pisze „Sowietskaja Biełorussija”.

Podczas demonstracji w Witebsku i Homlu rzeczywiście było słychać okrzyki: „Sława Rosji!” i pochwały pod adresem prezydenta W豉dimira Putina. Ale padały z rzadka i były zagłuszane przez inne hasła.

Od ponad roku Mińsk i Moskwa znajdują się w ostrym konflikcie gospodarczym - nie mogąc uzgodnić cen rosyjskich surowców energetycznych. Prócz tego Kreml chce ulokować na Białorusi dodatkową bazę wojskową (są dwie, pod Hancewiczami i w Wilejce), na co Łukaszenka na razie się nie godzi.

– Rosja rzeczywiście może wykorzystywać protesty do wywierania presji na Mińsk, by zmusić Łukaszenkę do ustępstw – uważa Paweł Usau. Jego zdaniem w interesie prezydenta jest złagodzenie nastrojów wśród Białorusinów, co można osiągnąć, wycofując się z kontrowersyjnego podatku.

Deal z Łukaszenką? O polskich inwestycjach i manewrach na Białorusi w 3x3

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.