Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Przekroczyć granicę można tylko na podstawie dokumentów uznanych przez prawo międzynarodowe i umowy dwustronne. Osoby bez takowych będziemy pociągać do odpowiedzialności – oświadczył rzecznik białoruskich służb granicznych Anton Byczkouski.

W ubiegłą sobotę prezydent Rosji Władimir Putin podjął decyzję o uznawaniu przez Rosję paszportów separatystycznych republik na wschodzie Ukrainy. A od lat 90. na rosyjsko-białoruskiej granicy nie ma kontroli, bo Białoruś współtworzy z Rosją konfederację ZBiR – więc ludzie z nieuznawanymi paszportami mogą znaleźć się na terenie Białorusi.

Zobacz też: Rewolucja, aneksja, rebelia i wciąż krew. O co chodzi na Ukrainie?

– Mińsk nie poparł Moskwy, bo to czysto polityczna decyzja. Mieszkańcy Donbasu mają przecież paszporty Ukrainy i mogą z nimi wjeżdżać na Białoruś – mówi politolog Walery Karbalewicz z analitycznego ośrodka Strategia. Według niego od 2014 r. Mińsk stara się utrzymać neutralność w konflikcie Rosji z Ukrainą. Nie przyłączył się do odwetowych antyzachodnich sankcji wprowadzonych przez Kreml, choć jednocześnie w trakcie głosowań w ONZ w kwestii okupacji Krymu poparł stanowisko rosyjskie.

– Nie zawsze udaje się zachować neutralność, gdyż Łukaszenka, jako sojusznik Moskwy, wciąż siedzi na dwóch krzesełkach. Ale dystansowanie się od udziału w rosyjskich konfliktach jest coraz bardziej widoczne – mówi Karbalewicz.

Ta postawa Łukaszenki oraz utrzymywanie poprawnych relacji i z Moskwą, i z Kijowem pozwoliły Białorusi stać się miejscem pertraktacji w sprawie uregulowania konfliktu na Ukrainie. To w Mińsku spotykali się prezydenci Rosji, Ukrainy, Francji oraz kanclerz Niemiec, by zawrzeć porozumienie o zawieszeniu broni na wschodzie Ukrainy.

Stanowisko Łukaszenki w sprawie konfliktu na Ukrainie stało się jedną z przyczyn ocieplenia relacji Mińska z Zachodem. Ale jest ich więcej. Rosja ogranicza dostawy ropy na Białoruś z powodu przeciągającego się konfliktu o cenę za rosyjski gaz. – Sytuacja gospodarcza od pewnego czasu zmusza Łukaszenkę do flirtowania z Zachodem. Szuka tam wsparcia w postaci kredytów i inwestycji. Mają mu one pozwolić utrzymać sytuację w kraju pod kontrolą – uważa białoruski politolog Aleksander Kłaskouski, szef projektów analitycznych agencji Biełapan.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.