Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wystąpienie Trumpa było w tonie bardzo podobne do setek przemówień, które wygłaszał przez półtora roku kampanii wyborczej. Tylko bardziej uporządkowane, bo niewygłaszane w formule „wolnego strumienia świadomości”, lecz odczytane z telepromptera.

Zobacz: Donald Trump odsłonił karty. Co obiecał?

– Ten dzień będzie miał w historii szczególne znaczenie, zapamiętany zostanie nie tylko jako dzień przekazania władzy od jednej administracji do drugiej, dzień przekazania władzy od jednej partii do drugiej, tylko jako dzień przekazania władzy z Waszyngtonu do was, obywateli – mówił Trump, powtarzając swoją krytykę waszyngtońskich elit, która zaprowadziła go aż do Białego Domu.

– Zbyt długo mała grupa ludzi ze stolicy zbierała nagrody, kiedy wszyscy inni ponosili koszty! Politycy świetnie prosperowali, tymczasem miejsca pracy znikały i fabryki były zamykane! Establishment zabezpieczał tylko swoje interesy, ale nie wasze. Ich zwycięstwa nie były waszymi zwycięstwami. To wszystko kończy się tu i teraz, w tym momencie. To jest wasz dzień. Stany Zjednoczone znowu są waszym krajem. Najważniejsze nie jest to, która partia kontroluje rząd, tylko czy rząd jest kontrolowany przez naród. Od 20 stycznia znowu jesteście władcami tego kraju. Zapomniani Amerykanie już nie będą zapomniani, zostaną wysłuchani – kontynuował prezydent.

Trump wymierza policzek

W pewnym sensie przemówienie było policzkiem wymierzonym wszystkim aktywnym i emerytowanym politykom, którzy brali udział w ceremonii na Kapitolu. A byli tam m.in. byli prezydenci: Jimmy Carter, Bill Clinton i George W. Bush. Zabrakło tylko jego 92-letniego ojca George’a H.W. Busha, który od kilku dni przebywa w szpitalu. Stawiła się również niedoszła pani prezydent Hillary Clinton pokonana przez Trumpa. Na jej twitterowym koncie można było przeczytać: „Jestem tutaj z szacunku dla naszej demokracji i jej wartości. Nigdy nie przestanę wierzyć w nasz kraj i jego przyszłość”. Nie napisała jednak tego osobiście (czego dowodem był brak sygnatury "H" na końcu wpisu).

Obama został przez Trumpa wyróżniony, tzn. pochwalony za „fantastyczny transfer władzy”. Nowy prezydent powstrzymał się też od wyliczenia długiej listy ustaw i decyzji poprzednika, które zamierza odwołać lub anulować (zaczyna się ona od reformy służby zdrowia nazywanej Obamacare, która dała opiekę ponad 20 mln wcześniej nieubezpieczonych Amerykanów). Kilka dni temu w zakulisowych rozmowach w telewizji Fox News Trump miał powiedzieć dziennikarzom, że pierwszego dnia prezydentury zamierza podpisać ok. 200 rozporządzeń. Nie wspomniał o tym w inauguracyjnej mowie, ale zabrał się do tego godzinę po jej zakończeniu.

Przed Trumpem przysięgę złożył wiceprezydent Mike Pence – mistrzem ceremonii był w tym przypadku czarnoskóry sędzia sądu najwyższego Clarence Thomas. Był to jeden z niezwykle rzadkich przypadków, kiedy można było go usłyszeć wypowiadającego publicznie jakiekolwiek słowa, bo podczas posiedzeń sądu najwyższego w Waszyngtonie jest zwykle niemy (tymczasem jego koledzy i koleżanki zadają pytania). W lutym zeszłego roku Thomas przemówił tam pierwszy raz po dziesięciu latach milczenia.

Przysięgę od Trumpa, któremu towarzyszyli żona Melania i piątka dzieci (Ivanka, Donald jr, Eric, Tiffany i Barron), odebrał przewodniczący sądu John Roberts. Trump powtórzył dokładnie te same słowa, które jako pierwszy wypowiedział w 1789 r. Jerzy Waszyngton, pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych.

Prezydent mówił do swoich

Kiedy zamilkł, odezwała się salwa z 21 armat. O planach wobec reszty świata Trump mówił krótko i bez szczegółów, ale dobitnie i w sposób, który musiał zadowolić jego wyborców.

– Sponsorowaliśmy armie innych krajów, jednocześnie biernie zgadzając się na powolną degrengoladę naszej armii. Broniliśmy cudzych granic, zamiast bronić swojej granicy. Wydawaliśmy biliony za granicą, tymczasem amerykańska infrastruktura się sypała – wyliczał Trump. – Dawaliśmy innym krajom się bogacić, tymczasem nasze bogactwo zanikało. Ale to już przeszłość. Ogłaszamy nowy dekret, który będzie słyszany w każdym mieście, w każdej zagranicznej stolicy. Od dzisiaj wizja naszej polityki zagranicznej brzmi: po pierwsze, Ameryka. Po pierwsze, Ameryka. Każda decyzja w sprawie handlu zagranicznego, podatków, imigracji, spraw zagranicznych będzie podejmowana z myślą korzyściach dla amerykańskich pracowników i amerykańskich rodzin.

Dość złowrogo zabrzmiało w tym echo słów Trumpa z kampanii wyborczej, że „sojusznicy muszą więcej płacić za ochronę” i że „NATO jest przestarzałe”.

Obama pobił Trumpa na inaugurację

W CNN na gorąco komentowano, że była to “jedna z najbardziej radykalnych mów inauguracyjnych” adresowana raczej do zagorzałych zwolenników niźli podejmująca próbę zasypania podziałów. Niemal wszystkie media zauważyły, że Trump użył kuriozalnego sformułowania "amerykańska jatka” (ang. "American carnage”) na określenie tego, co rzekomo politycy robili narodowi.

Religijną oprawę zapewniali m.in. katolicki kardynał Timothy Dolan, żydowski rabin oraz kontrowersyjna teleewangelistka i znajoma Trumpa Paula White-Cain, która głosi, że Bóg kocha ludzi bogatych.

Ilu ludzi obserwowało inaugurację na żywo? Jeśli porównać zdjęcia z lotu ptaka z inauguracji Trumpa i Obamy w 2009 r., gołym okiem widać, że na tej pierwszej frekwencja była kilka razy niższa. Na pierwszą przysięgę Obamy przyszło rekordowe 1,8 mln osób.

Po uroczystościach na świeżym powietrzu państwo Trumpowie wzięli udział w lunchu, na którym byli też Clintonowie. Tam nowy prezydent wezwał zebranych, żeby wstali i podziękowali jego rywalce za przybycie (choć prawda jest taka, że trudno byłoby jej zostać w domu, bo jej mąż, jako były prezydent, złamałby tradycję i dobre obyczaje, gdyby się nie pojawił).

Państwa Obamów już nie było – udali się helikopterem na lotnisko wojskowe pod Waszyngtonem, skąd prezydenckim samolotem Air Force One odlecieli na wakacje do Kalifornii (świeżo emerytowany prezydent ma prawo do ostatniego lotu).

Trump kasuje niektóre programy Obamy

Kiedy uczestnicy lunchu wznosili kolejne toasty, na ulicach trwały pro- i anty-Trumpowe demonstracje. Policja aresztowała około stu osób, dwaj funkcjonariusze zostali ranni. Na sobotę zapowiadana była największa demonstracja, czyli Marsz Kobiet na Waszyngton, domagający się m.in. prawa do aborcji i zrównania kobiecych wynagrodzeń z męskimi.

Zaraz po przysiędze Trumpa jego ludzie przejęli kontrolę nad stroną internetową WhiteHouse.gov - usunęli z niej zakładki o globalnym ociepleniu, prawach obywatelskich i Obamacare. Zamiast tego wstawili własne, w których przedstawiają priorytety Trumpa, m.in. rozwój energetyki bez rozterek nad globalnym ociepleniem. Niektóre z programów poprzedniej ekipy, dotyczące ochrony środowiska nowa administracja nazywa "niepotrzebnymi" i "szkodliwymi", tłumacząc, że trzeba się dobrać do szacowanych na 50 bln dol. złóż gazu i ropy naftowej - szczególnie tych znajdujących się na terenach należących do państwa.

Tak relacjonowaliśmy dzień inauguracji Donalda Trumpa >>

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.