Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obecna, 2-5-letnia kadencja Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej kończy się 31 maja, a traktat UE pozwala na pełnienie tej funkcji przez maksymalnie dwie kadencje. Decyzja Rady Europejskiej, czy Tusk pozostanie na kolejne 2,5 roku w Brukseli, powinna zapaść w marcu. Ale bardzo możliwe, że pierwsze jasne sygnały w tej sprawie pojawią się po nieformalnych rozmowach przywódców, które odbędą się przy okazji szczytu 27 krajów UE (bez Wlk. Brytanii) na początku lutego na Malcie.

Kategoryczne zaprzeczenia

– O zastąpieniu Donalda Tuska na czele Rady Europejskiej myśli François Hollande – poinformował w czwartek francuski dziennik „Le Parisien”. Doradcy Hollande’a już tego samego dnia kategorycznie i anonimowo dementowali tę wiadomość w rozmowach z dziennikarzami agencji Reuters. Same zaprzeczenia trudno uznać za wystarczające, bo otoczenie Tuska niemal do ostatniej chwili – i wbrew faktom – przekonywało w 2014 r., że premier Polski nie zabiega o przeprowadzkę do Brukseli. Jednak teraz kandydowanie Hollande’a na szefa Rady Europejskiej z niedowierzaniem przyjmuje wielu obserwatorów w Brukseli.

Hipotezy co do Hollande’a zastępującego Tuska krążyły w Brukseli już w grudniu, zwłaszcza wśród włoskich europosłów z frakcji centrolewicowej. W nieoficjalnych rozmowach przekonywali, że jeśli mieliby zgodzić się na wybór polityka centroprawicy na nowego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, to – dla zachowania „równowagi politycznej” – Tusk powinien być zastąpiony centrolewicowcem, czyli np. socjalistą Hollande’em. Centroprawica ma też bowiem szefa Komisji Europejskiej (Jean-Claude Juncker), a centrolewica „tylko” szefową unijnej dyplomacji (Federica Mogherini) oraz mniej ważnego szefa eurogrupy (Jerone Dijsselbloem).

Tyle że kluczowi gracze w Radzie Europejskiej (przywódcy krajów UE) dotychczas nie traktowali serio pomysłów na polityczne „równoważenie” wyborów szefa Parlamentu Europejskiego za pomocą obsady szefa Rady Europejskiej. Co więcej, w tym tygodniu pękły polubowne układy między centroprawicą i centrolewicą w Brukseli będące ewentualną podstawą dla tworzenia równowagi politycznej na najwyższych stołkach. Wyborowi centroprawicowego Antonia Tajaniego na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego do ostatniej chwili sprzeciwiali się centrolewicowcy forsujący swego kandydata Gianniego Pittellę.

Zobacz: Dlaczego Jarosław Kaczyński chce "ściągnąć" do Polski Donalda Tuska?

Niepopularny Hollande

Prezydent Hollande ma tak niskie notowania we Francji, że w grudniu oficjalnie zrezygnował z ubiegania się o prezydencką reelekcję w maju tego roku. „Le Parisien” wskazuje, że Hollande po odejściu z Pałacu Elizejskiego byłby do wzięcia przez Radę Europejską. Ale obsadzenie jednego z najwyższych urzędów w Brukseli przegranym politykiem psułoby wizerunek Rady Europejskiej. W brukselskich poszukiwaniach równowagi politycznej, płciowej czy geograficznej atutem Tuska jest też to, że jako jedyny spośród najwyższych przedstawicieli UE pochodzi z młodszej części europejskiej wspólnoty. I cieszy się dużym poparciem krajów naszego regionu (w tym Węgier i Słowacji), z wyjątkiem rządu Beaty Szydło.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.