Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Formalnym powodem dla nadzwyczaj ostrej reakcji Kościoła jest brak reakcji władz na list otwarty abp Tadeusza Kondrusiewicza. 23 grudnia hierarcha napisał do ministra zdrowia Wasila Żarki, po tym jak zatwierdzono projekt wprowadzający nowe zasady etyki lekarskiej. Ministerstwo apelowało o debatę publiczną w tej sprawie. Projekt przewiduje m.in. zakaz wykorzystywania i noszenia przez lekarzy religijnych symboli.

„Nasz niepokój budzi wprowadzenie zakazu noszenia religijnych symboli. Jeżeli można otwarcie nosić symbole partii politycznych i organizacji społecznych, dlaczego nie można otwarcie nosić religijnych? Taki zakaz jest sprzeczny z ustawodawstwem” – napisał arcybiskup.

Podobne stanowisko zajął zwierzchnik Kościoła prawosławnego metropolita Paweł i również wystosował list do ministra Żarki.

Arcybiskup zignorowany

W piątek oficjalny portal Białoruskiej Cerkwi Prawosławnej poinformował, że ministerstwo wycofało się z planów.

„Biorąc pod uwagę stanowisko Cerkwi prawosławnej, zakaz noszenia symboli religijnych nie zostanie włączony do zasad etyki lekarskiej” – napisał Żarko w odpowiedzi do metropolity Pawła.

Kościół katolicki nie otrzymał odpowiedzi na swój list, co wywołało oburzenie wśród hierarchów.

„Kościół katolicki wyraża zadowolenie z decyzji ministerstwa zdrowia. Jest też wdzięczny metropolicie za właściwe podejście do tej sprawy. Jednak abp Tadeusz Kondrusiewicz nie otrzymał odpowiedzi z ministerstwa. Po raz kolejny obniża się rolę Kościoła katolickiego w życiu białoruskiego społeczeństwa” – napisała kuria w oświadczeniu z 31 grudnia.

Zdaniem Kościoła jest to świadome działanie władz. Niedawno MSW zaniżyło liczbę katolików, którzy brali udział w bożonarodzeniowych mszach. Władze uniemożliwiły budowę kościoła w stołecznym parku Kotowka (w trakcie wznoszenia świątyni wybuchł konflikt z ekologami, którzy bronili ścinanych drzew, urzędnicy stanęli po stronie ekologów, wstrzymując budowę). Do tego dochodzi brak odpowiedzi ministerstwa zdrowia na list arcybiskupa.

„To jawna dyskryminacja Kościoła katolickiego” – napisano w oświadczeniu.

Obca religia

– Kościół po raz pierwszy użył takich słów i w tak bezpośredni sposób opisał swoje relacje z władzą. Wcześniej stawiano na zakulisową dyplomację. Najwyraźniej nie przyniosła efektów i dlatego hierarchowie postanowili zabrać głos – mówi „Wyborczej” białoruski analityk i publicysta Raman Jakauleuski. Jego zdaniem ton oświadczenia świadczy o poważnych problemach w relacjach Kościoła i władzy, jest wyrazem frustracji i niezadowolenia z obecnego stanu rzeczy.

Oficjalnie stosunki państwo - Kościół w ostatnich latach wyraźnie się poprawiły. Aleksander Łukaszenka, który po dojściu do władzy w 1994 r. wyraźnie faworyzował Cerkiew prawosławną, dążąc do ocieplenia relacji z Zachodem, wykonał kilka gestów wobec katolików. W latach 2009 i 2016 prezydent odwiedził Watykan, gdzie spotkał się z papieżami Benedyktem XVI i Franciszkiem. W tym samym czasie władze wydały zgodę na budowę kilku kościołów i rozpoczęły z Watykanem pertraktacje o podpisaniu konkordatu.

Ostre oświadczenie kurii jest kolejnym przykładem rosnącego konfliktu z władzą. Wcześniej abp Kondrusiewicz skrytykował MSW, które zaniżyło liczbę katolików biorących udział w bożonarodzeniowych mszach. W lutym 2016 r. pełnomocnik rządu Leanid Hulaka zarzucił polskim księżom, którzy działają na Białorusi, uprawianie polityki.

– Należy pamiętać, że spora część urzędników traktuje katolicyzm jak raczej obcą religię i wyraźnie preferuje prawosławie. Moim zdaniem to leży u źródeł konfliktu – mówi Jakauleuski.

Zobacz też: Deal z Łukaszenką? O polskich inwestycjach i manewrach na Białorusi w 3x3

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.