Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

We wtorek w trakcie briefingu przedstawiciel rosyjskiej agencji informacyjnej Regnum zadał rzeczniczce MSZ Rosji Marii Zacharowej pytanie o los trzech dziennikarzy Regnum: Juryja Pałułauca, Dzmitryja Alimkina i Siarhieja Szypcienka, którzy od trzech tygodni znajdują się w więzieniu śledczym w Mińsku. Są oskarżeni o „rozpalanie waśni na tle narodowościowym” i grozi im od 5 do 12 lat więzienia. Powodem stały się ich publikacje na łamach Regnum i innych rosyjskich portali krytykujące prezydenta Aleksandra Łukaszenkę za rzekomą zdradę Rosji, flirtowanie z białoruskim nacjonalizmem i dążenie od ocieplenia relacji z Zachodem. Nie wiadomo, które konkretnie artykuły stały się podstawą do wszczęcia postępowania karnego.

– Wykorzystywanie takich słów, jak „nieudałe państwo” czy „nieudały naród” [co można przetłumaczyć np. jako „państwo upadłe” czy „upadły naród” – red.], w stosunku do Białorusi i Białorusinów jest niedopuszczalne. Mówicie, że ostrzegali Białoruś przed ruchem w stronę Zachodu i gierkami z nacjonalizmem. Nie będę tego komentowała, ale wykorzystywanie takich słów przez ludzi wpływających na opinię publiczną jest niepotrzebne i może sprzyjać rozpalaniu ksenofobii – powiedziała Maria Zacharowa.

Jej wypowiedź rozwścieczyła szefa agencji Modesta Kolerowa. Twierdzi on, że Regnum nigdy nie używał w stosunku do Białorusinów ani też żadnego innego narodu określenia „nieudały”. Zaś określenie „nieudałe państwo” jest wykorzystywane tylko wobec Ukrainy. – Zacharowa dokonała oszczerstwa, złożymy pozew do sądu – zapowiedziała agencja w redakcyjnym artykule.

Regnum – głos „rosyjskiego świata”

Regnum jest prywatną rosyjską agencją informacyjną, która ma rozgałęzioną sieć korespondentów w krajach byłego ZSRR. Jest uważana za wpływową w środowisku rosyjskich nacjonalistów i osób tęskniących za czasami ZSRR. Często krytykuje rosyjski MSZ za zbyt słabe zaangażowanie w obronę Rosjan mieszkających w krajach postradzieckich albo zbyt małe poparcie dla prorosyjskich separatystycznych republik, np. mołdawskiego Naddniestrza czy gruzińskiej Południowej Osetii.

Od kilku lat Regnum ostro krytykuje Aleksandra Łukaszenkę, zarzucając mu zdradę Rosji, wspieranie Ukrainy i chęć „ucieczki Białorusi na Zachód”. Na Białorusi ta coraz bardziej wściekła i nieprzebierająca w słowach krytyka reżimu Łukaszenki była odbierana jako oznaka niezadowolenia Kremla z działań białoruskiego przywódcy.

W ciągu ostatnich 20 lat Aleksander Łukaszenka był najbardziej prorosyjskim politykiem na Białorusi. Po zajęciu Krymu i wybuchu wojny na Ukrainie oraz konfliktach gospodarczych Białorusi z Kremlem szereg ekspertów twierdziło, że Moskwa jest rozgoryczona jego zachowaniem i zaczyna budować prorosyjskie zaplecze polityczne na Białorusi. W jego skład miały wejść marginalne prorosyjskie organizacje zrzeszające zamieszkujących na Białorusi Rosjan, a także młodzieżowe paramilitarne grupy i zjednoczenia kozaków. Ideologicznym i propagandowym zapleczem tego ruchu miała być między innymi agencja Regnum, która otwarcie głosiła, że Białorusini są częścią narodu rosyjskiego i Białoruś powinna się zjednoczyć z Rosją.

Białorusin, który chciałby zastąpić Łukaszenkę

Zdaniem specjalizującego się w białorusko-rosyjskich relacjach rosyjskiego politologa Kiriła Koktysza z Moskiewskiego Państwowego Instytutu Spraw Międzynarodowych (MGIMO) Moskwa nigdy nie popierała tego, co robi Regnum.

– Regnum działał na własną odpowiedzialność. Na dodatek ich działania były sprzeczne z interesem i poglądami Rosji. Przedstawienie rozwoju białoruskiego języka jako zagrożenie dla relacji Rosji z Białorusią jest głupie i szkodliwe. Stoi za tym Jurij Baranczik [były pracownik administracji prezydenta Białorusi obecnie mieszkający w Moskwie i pracujący w Regnum – red.], który chciał z jednej strony przedstawiać się na Białorusi jako głos Kremla, z drugiej strony próbował przedstawiać się w Rosji jako prorosyjska alternatywa dla Łukaszenki – powiedział "Wyborczej" Koktysz.

Jego zdaniem działania Regnum były blefem, który wyszedł na jaw, kiedy aresztowano prorosyjskich publicystów, a Rosja nie wzięła ich w obronę. – Rosja rozmawia z białoruską władzą i buduje swoje relacje z nią, uważając ją za legalnego reprezentanta narodu Białorusi. Tak jest też na przykład w Syrii. Kontaktem z opozycją i jej tworzeniem zajmują się Amerykanie – przekonuje Koktysz.

Pionki w partii o długość paska

Zdaniem Anatola Labiedźki, lidera białoruskiej opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej, Rosja w ostatnim czasie szuka dodatkowych narzędzi wpływu na sytuację w Białorusi. – Jednym z instrumentów w tej grze była agencja Regnum i jej białoruscy współpracownicy, jednak wartość podobnych sojuszników jest niewielka, więc poświęcono ich jak pionki w partii szachowej z Łukaszenką – powiedział "Wyborczej" Labiedźka, tłumacząc brak poparcia ze strony Moskwy dla aresztowanych prorosyjskich dziennikarzy.

Zdaniem Labiedźki Łukaszenka jest na tyle gospodarczo i politycznie uzależniony od Rosji, że ta trzyma go na pasku, a cały spór między Mińskiem i Moskwą toczy się jedynie o jego długość. – Jednym z elementów wpływu na Łukaszenkę są ostrożne próby Moskwy stworzenia sobie zaplecza społecznego na Białorusi, ale najważniejszym partnerem dla Rosji pozostaje Łukaszenka – uważa Labiedźka.

Zobacz też: Deal z Łukaszenką? O polskich inwestycjach i manewrach na Białorusi w 3x3

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.