Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Powinniśmy zrozumieć, co się dzieje u naszych granic. Po co NATO przemieszcza tam broń i tworzy infrastrukturę? Po co ściąga dodatkowe cztery bataliony? [rozmieszczenie jednostek NATO w Polsce i krajach bałtyckich] Dlaczego to robi? Jak mamy na to zareagować, by się nie spóźnić. O tym będziemy rozmawiać – mówił w wywiadzie dla rosyjskiej gazety "Izwestia" Nikołaj Bordiuża, sekretarz generalny Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB).

Zapowiedział, że sojusz nie będzie się bezczynnie przyglądać, kiedy sąsiedzi się zbroją i przerzucają kontyngenty wojskowe.

Odpowiedz na działania NATO ma zapaść na szczycie ODKB 26 grudnia w Sankt Petersburgu. Wezmą w nim udział prezydenci państw członkowskich.

ODKB to jest sojusz wojskowy zrzeszający Rosję, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Armenię. Organizacja od momentu powstania jest traktowana przez Moskwę jako swoiste anty-NATO. Artykuł 4 umowy o bezpieczeństwie zbiorowym krajów ODKB przewiduje, że atak na jednego z członków organizacji jest traktowany przez sojuszników jak agresja na wszystkich.

Zobacz: NATO - Rosja. Partnerzy czy wrogowie?

Agresywna polityka Rosji na Ukrainie, aneksja Krymu oraz militarne zaangażowanie w donbaski konflikt wyraźnie wystraszyły sąsiadów. Poza Białorusią, która jest najbliższym sojusznikiem Rosji, wszystkie państwa regionu zwiększyły swoje wydatki na zbrojenia i armie. Ponadto w Polsce i krajach bałtyckich rozmieszczone zostaną cztery bataliony NATO.

Rosja reaguje na te działania, więc w regionie narasta napięcie. Wypowiedź Bordiuży świadczy o tym, że Moskwa chce włączyć do udziału w „odpowiedzi NATO” swoich sojuszników – mówi "Wyborczej" białoruski analityk i publicysta Raman Jakauleuski.

Jego zdaniem Kreml posiada instrumenty, by przekonać sojuszników do zajęcia wspólnego stanowiska w tej sprawie. Szczególnie ważna ze względów geograficznych jest opinia Białorusi.

– Moskwa już proponowała, by na Białorusi pojawiła się nowa rosyjska baza wojskowa, ale Mińsk odmówił – przypomina Jakauleuski.

Oświadczenie Bordiuży należy traktować w kategoriach wojny informacyjnej. Deklaracja ma wystraszyć przeciwnika – mówi "Wyborczej" białoruski analityk wojskowy Aleksander Alesin.

Uważa, że w tym wypadku za słowami nie pójdą żadne konkrety.

– Moskwa chce po prostu zademonstrować, że nie tylko ona, ale również jej sojusznicy są zaniepokojeni działaniami NATO. W ten sposób chce uzasadnić swoje działania w oczach światowej opinii publicznej – uważa Alesin.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.