Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od początku grudnia białoruscy internauci zaczęli mieć problemy z używaniem TOR, przeglądarki zapobiegającej analizie ruchu sieciowego, zapewniającej internautom anonimowe korzystanie z sieci.

– „Punkty dostępu” do TOR są publiczne i można je zablokować, co właśnie robią władze Białorusi – mówi „Wyborczej” Aleś Czarniajeu, ekspert z branży IT.

TOR znalazł się na czarnej liście. Według portalu Tut.by władze zablokowały też dostęp do ok. 17 tys. serwerów proxy i innych serwisów umożliwiających anonimowe przeglądanie stron internetowych. Ministerstwo łączności i informatyzacji przyznało się do blokowania.

„Prawo przewiduje, że dostawcy internetu są zobowiązani blokować dostęp do stron, które udostępniają zakazane treści. Dotyczy to również tych narzędzi [serwery proxy, TOR itd.], które pozwalają obejść zakaz. One też muszą być blokowane” – oświadczyło we wtorek ministerstwo łączności i informatyzacji.

Strona tymczasowo zablokowana

Po raz pierwszy dostęp do najbardziej wpływowych opozycyjnych stron internetowych zablokowano w trakcie wyborów prezydenckich w 2001 r. Sytuacja utrzymywała się wówczas przez niewiele ponad dobę. Po ogłoszeniu oficjalnych wyników wszystko wróciło do normy.

Władze postąpiły w ten sam sposób w trakcie kolejnych wyborów prezydenckich w 2006 i 2010 r. oraz w 2011 r., kiedy przez kraj przeszła fala masowych protestów. Zablokowano wówczas portal społecznościowy VKontakte (rosyjski odpowiednik Facebooka popularny w państwach byłego ZSRR). Po opanowaniu sytuacji władze przywracały swobodny dostęp do internetu.

Przepisy przewidują możliwość blokowania witryn internetowych, które naruszają prawo bądź szkodzą interesom Białorusi. Decyzje o wprowadzeniu obostrzeń podejmuje ministerstwo informacji.

W 2015 r. zablokowano dostęp do 41 stron internetowych. Większość z nich sprzedawała bądź reklamowała narkotyki albo były to witryny pornograficzne. Zdarzają się jednak przypadki, w których przepisy są wykorzystywane do zwalczania nieprzychylnej władzy krytyki – mówi „Wyborczej” szef Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy Andrei Bastuniec

Przypomniał, że na podstawie tych przepisów zablokowano w 2015 r. dostęp do młodzieżowej witryny Kyky.org, która krytycznie napisała o defiladzie z okazji Dnia Niepodległości Białorusi. Dostęp do strony przywrócono po usunięciu tego artykułu.

Mińsk stawia na branżę informatyczną

Władza z niepokojem patrzy na rozwój internetu i popularność portali społecznościowych. Jednak nigdy nie zdecydowała się na jakieś drastyczne rozwiązania. Jeżeli coś było blokowane, to tylko przez krótki okres – mówi „Wyborczej” białoruski publicysta Pauluk Bykouski z portalu Biełorusskij Rynok

Dodał, że rządzący stosują taką taktykę, ponieważ w ostatnich latach stawiają na rozwój firm informatycznych. Stworzyły m.in. Park Zaawansowanych Technologii, w którym przedsiębiorstwa z branży IT mają ulgi podatkowe.

– Gdyby zastosowano jakieś drastyczne środki, np. wprowadzono firewall podobny do chińskiego, przekreśliłoby to rozwój sektora – uważa Bykouski.

Władzom nie udało się w pełni zablokować dostępu do TOR. Wedle statystyk udostępnionych przez portal Tut.by od początku grudnia liczba białoruskich użytkowników korzystających z TOR zmniejszyła się tylko o 30 proc.

– Oznacza to, że blokada jest wprowadzana powoli. Jednak na wypadek blokady publicznych „punktów dostępu” do TOR istnieją ukryte, nazywane „mostami”. Przez nie Białorusini nadal mogą korzystać z przeglądarki – mówi Czarniajeu.

Jego zdaniem działania władz nie będą w 100 proc. skuteczne, ale zmniejszą zapewne liczbę internautów mających dostęp do szerokiej informacji. Z wprowadzeniem totalnej blokady wybranych stron internetowych jest sobie w stanie poradzić ok. 15-20 tys. użytkowników, reszta byłaby odcięta od niezależnej od władzy informacji.

Zobacz także: Deal z Łukaszenką? O polskich inwestycjach i manewrach na Białorusi w 3x3

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.