Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Będziemy wspólnie walczyć z niszczycielami pomników, oszczercami i tymi, którzy próbują dezinformować światową opinię publiczną, a także ludzi w swoich i innych państwach – powiedział szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow.

– To nasz święty obowiązek przed weteranami i historyczną pamięcią narodów białoruskiego i rosyjskiego – dodał minister spraw zagranicznych Białorusi Uładzimir Makiej.

Ławrow zaznaczył, że Rosja i Białoruś wspólnie będą dążyły do przekazania światu prawdy o „decydującym wkładzie narodu radzieckiego w zwycięstwo nad nazizmem”. W tym celu państwa będą koordynować swoje działania i wspierać się na arenie międzynarodowej.

Po co krytykować Stalina?

Trwają wspólne prace nad podręcznikiem historii Związku Białorusi i Rosji, który ma promować przyjaźń pomiędzy narodami i być wspólną odpowiedzią na krytykę ZSRR ze strony innych państw. Historią ZBiR-u zajmuje się grupa historyków z Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego i Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego. Przy czym strona białoruska jest nawet bardziej zachowawcza niż Rosja.

– Już mamy praktycznie identyczny program w naukach humanistycznych, historię mamy praktycznie identyczną, ale (...) w Rosji krytykują Stalina, a na Białorusi tego nie mamy – powiedział w ubiegłym tygodniu na konferencji prasowej dla rosyjskich dziennikarzy Aleksander Łukaszenka

Zaznaczył, że na Zachodzie w celach politycznych historia jest zniekształcana, a na Białorusi postanowiono trzymać się korzeni. Skrytykował też Moskwę za wahania w tej kwestii i przypomniał, że Białoruś w odróżnieniu od Rosji nigdy nie niszczyła żadnych pomników sowieckich i nie zmieniała nazw ulic. – Nigdy nie pozwolę zniekształcać naszej historii – zapowiedział Łukaszenka.

Oświadczył też, że osobiście zatwierdza treść podręczników, zanim trafią do szkół.

– Podręczniki historii Białorusi są pisane nadal według sowieckich wzorców. Trochę rozbudowano historię czasów starożytnych, ale w kwestii II wojny światowej mamy faktycznie powtórkę historii z czasów Breżniewa

– powiedział "Wyborczej" historyk Ihar Kuźniecau z Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego.

Zwraca uwagę, że prosowieckie tendencje są zauważalne również w rosyjskiej historiografii, która wyraźnie zmierza drogą Białorusi. – Na razie mają kilkanaście podręczników, z których może korzystać rosyjski nauczyciel. Dlatego jest pluralizm. Ale chcą podobnie jak na Białorusi wprowadzić jeden zatwierdzony przez ministerstwo edukacji – mówi Kuźniecau.

Zobacz także: NATO-Rosja. Partnerzy, czy wrogowie?

Człowiek sowiecki ma się dobrze

25 lat po rozpadzie ZSRR Białoruś nadal pielęgnuje sowiecką spuściznę. Niemal we wszystkich miastach wciąż są pomniki Lenina. Najważniejsze ulice noszą nazwiska komunistycznych działaczy. Białoruskie KGB składa przysięgę w odrestaurowanym za państwowe pieniądze dworku należącym kiedyś do rodziny Feliksa Dzierżyńskiego, a kierownictwo i weterani KGB regularnie składają kwiaty pod pomnikiem twórcy komunistycznej Czeki. Z podręczników historii młodzi Białorusini mogą się dowiedzieć o wielowiekowej przyjaźni Białorusi z Rosją i dążeniu wrogów, by za wszelką cenę rozbić ten sojusz. Kontrowersyjne tematy są pomijane bądź przekłamywane. Na przykład białoruskie podręczniki podają, że tak naprawdę nie wiadomo, kto rozstrzeliwał polskich oficerów w Katyniu, a liczba osób represjonowanych w ZSRR jest zawyżana przez nieuczciwych historyków, by zdyskredytować socjalizm.

– W tych warunkach mentalność człowieka sowieckiego nie zniknęła, nadal istnieje i się reprodukuje. Nawet wśród młodzieży można spotkać podobne postawy – powiedział nam białoruski socjolog Siarhiej Nikaluk z niezależnego instytutu NISEPI.

– Jednym ze skutków podobnej polityki historycznej jest niszczenie białoruskiej świadomości narodowej, co z kolei powoduje podatność na wpływy Rosji – stwierdził w rozmowie z "Wyborczą" Alaksiej Janukiewicz, lider opozycyjnej partii BNF.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.