Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie bądź obojętny!

Przesyłanie pieniędzy zamiast darów

Darujmy sobie zbiórki darów. Większość rzeczy lepiej kupić na miejscu. Syryjskie dzieci chętniej czytają książki po arabsku niż po polsku, a wysłanie konwoju z darami jest logistycznie skomplikowane, ryzykowne i bardzo kosztowne: transport, wysokie cła, opłaty dla partnerskich organizacji w Syrii, które zorganizują i udokumentują dystrybucję na miejscu, nieprzewidziane sytuacje jak zatrzymywanie konwojów, przestoje spowodowane ostrzałem, bombardowaniem, zbrojne grupy żądające niebotycznie wysokich łapówek za przejazd. I żadnej gwarancji, że konwój dotrze na miejsce. A jeśli dotrze, niekoniecznie musi odpowiadać potrzebom mieszkańców.

Wojciech Wilk, prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), niosącej pomoc humanitarną m.in. na syryjsko-libańskim pograniczu, mówi: – Na początku naszej działalności dawaliśmy Syryjczykom olej opałowy, potrzebny do ogrzewania mieszkań podczas zimy. Ale w okresach dobrej pogody ludziom zalegało w domach kilka kanistrów, co rodzi ogromne ryzyko pożarowe. A oni myśleli tylko o tym, skąd wziąć pieniądze na buty dla dziecka albo na wizytę u lekarza, bo w tak ciężkich warunkach dzieci chorują nieustannie. Zamiast pomocy rzeczowej wystarczy niewielka, regularnie wpłacana kwota, która pozwoli Syryjczykom godnie dotrwać do końca koszmaru w Syrii. Ta forma pomocy zapewnia im samodzielność i nie generuje wysokich kosztów.

 

Rodziny przebywające w Aleppo finansowo wspiera m.in. Caritas. Za pośrednictwem strony Caritasu można dokonywać jednorazowych wpłat albo zostać patronem konkretnej rodziny, wspierając ją przez okres 6 miesięcy lub dłużej.

Wsparcie dla syryjskich ratowników i lekarzy

Skala zniszczeń syryjskich szpitali jest tak duża, że niemożliwe jest wznowienie ich pracy bez większych funduszy. Wielu lekarzy i przedstawicieli sektora medycznego przebywa w Turcji, gdzie czekają, aż będą mogli wrócić do pracy w Syrii. Muszą mieć dokąd wracać i czym operować.

– Do niedawna szpitale tureckie i syryjskie ze sobą współpracowały. Karetka z Syrii wiozła rannych do granicy, a tam czekała już turecka, by przewieźć ich do szpitala w Turcji. Teraz praktycznie nie ma już syryjskich karetek – mówi Samer Masri, prezes Fundacji Wolna Syria.

Na zakup karetek i wszelkiego sprzętu zbierają pieniądze m.in. Białe Hełmy – grupa 3 tys. wolontariuszy, którzy ratując cywili spod gruzów, ocaliła już blisko 70 tys. Syryjczyków. W tym roku zostali nominowani do Nagrody Nobla. Za pośrednictwem stron crowdfundingowych można też wesprzeć syryjskich lekarzy.

Pomoc poza granicami Syrii

Pomoc humanitarna w Syrii często oznacza konieczność działania tylko po jednej stronie linii frontu. – Na terenach kontrolowanych przez rząd cała pomoc jest rozdzielana za pośrednictwem syryjskiego Czerwonego Półksiężyca albo instytucji rządowych. Tak stanowi prawo, więc organizacje pozarządowe muszą się pogodzić z tym, że nie mają całkowitej kontroli nad tym, gdzie ta pomoc trafi - tłumaczy Wilk. - Alternatywą jest praca na terenach kontrolowanych przez rebeliantów. A to oznacza konieczność układania się z grupami zbrojnymi i bojówkami, których na terytorium Syrii działa co najmniej kilkaset. To niebywale niebezpieczne. Ponadto wiele z nich chce uszczknąć coś z tej pomocy humanitarnej dla siebie – wyjaśnia.

Dlatego PCPM skupia się na pomocy Syryjczykom mieszkającym na uchodźstwie, m.in. w Libanie. – Tu możemy świadczyć pomoc efektywnie. Współpracując bezpośrednio z Biurem Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców (UNHCR), mamy możliwość wybrania odbiorców naszych działań z bazy danych uchodźców, np. według klucza ich ubóstwa, a więc skierowanie pomocy do osób najbiedniejszych – mówi.

Nacisk na rządzących

Pisanie petycji do posłów, domaganie się od nich wsparcia, działań, aktywności, zmuszenie ich w tej sposób do interpelacji, to kolejne ważne działania. Chodzi o petycje kierowane zarówno do przywódców świata zachodniego, jak i polskiego rządu. A także marsze i demonstracje zarówno kilkunastoosobowe, jak i masowe spektakularne akcje (podróżniczka Anna Alboth planuje organizację wielkiego marszu z Berlina, aż do turecko-syryjskiej granicy).

– We Francji i w Niemczech organizacje pozarządowe cieszą się wsparciem rządów. W przypadku, gdy władze Turcji, Jordanii czy Libanu zatrzymują ich transport z pomocą, rządy momentalnie udzielają im wsparcia dyplomatycznego, interweniują. Polskie organizacje w takich sytuacjach muszą sobie radzić same – mówi Masri.

Wojciech Wilk podkreśla potrzebę zaangażowania rządu pod względem finansowym.

– Turcja, Liban, Jordania, gdzie przebywają uchodźcy z Syrii, to nie są państwa, w których da się przeżyć za dolara dziennie. To kraje, w których ceny są często wyższe od tych w Polsce. Jeśli grupie tysiąca rodzin przyznamy zapomogę w wysokości 100 dol. miesięcznie przez pół roku, to łącznie daje to równowartość 2,4 mln zł. Takie fundusze ciężko zebrać w drodze zbiórki publicznej. Kwota przekazana polskim organizacjom pozarządowym przez polski MSZ w 2015 r. to ok. 3-3,5 mln zł. Na szczęście wsparcie rośnie: w tym roku było to już 10 mln, a na przyszły rok zagwarantowano dwa razy więcej – zaznacza.

I dodaje: – Skoro nie przyjęliśmy 7 tys. uchodźców, którzy mieli przyjechać do Polski w ramach relokacji unijnych, jesteśmy moralnie zobowiązani do świadczenia im pomocy na Bliskim Wschodzie. Tym bardziej że podczas II wojny światowej przez terytorium Syrii i Libanu przewinęło się ponad 40 tys. polskich uchodźców towarzyszących korpusowi gen. Andersa.

Ciągłość wsparcia

Równie ważne jest niesienie pomocy, kiedy temat Syrii zejdzie z czołówek gazet.

– Nawet takie organizacje jak Białe Hełmy potrzebują stałego dopływu gotówki. Jeśli po zakupie najpotrzebniejszego sprzętu w danej chwili wciąż mają fundusze, to przeznaczają je na zakup ryżu i rozwożą go ludności. Pieniądze szybko się kończą. Dlatego np. niemieccy lekarze wspierający swoich kolegów w Syrii przyjęli metodę, że co miesiąc przelewają jednostkom ratunkowym daną kwotę, zapewniając im w ten sposób ciągłość funkcjonowania – mówi Masri.

Wsparcie potrzebne będzie też po ustaniu wojny, na odbudowę i stabilizację kraju.

Nie szukajmy wymówek

Akcje typu „Je suis Aleppo” w mediach społecznościowych są ważne, bo przypominają i informują o bieżących wydarzeniach. Ale lajk nie zwalnia z odpowiedzialności.

– Chcemy, by ktoś zareagował, pomógł, ale sami tego nie robimy, poprzestajemy na symbolicznym lajku – mówi Masri. – Znajdujemy sobie wymówki, by nie pomagać. Niektórzy mówią: „A w Polsce to nie ma potrzebujących?”. Wtedy pytam: „A im pomagasz?”.

 ***

Pomóż ludziom w Syrii! Sytuacja jest dramatyczna. Każdego dnia dorośli i dzieci żyją i umierają pod nieustannym ostrzałem. Brakuje leków, czystej wody i żywności. Są organizacje, które robią wszystko, aby uratować życie i zdrowie Syryjczyków. Dostarczają m.in. leki, ciepłe koce i zestawy sanitarne.

Nie bądź obojętny!

Zastanawiasz się, jak możesz pomóc? Wejdź na stronę i przekaż darowiznę wybranej organizacji:

 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.