Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę w sądzie Rejonu Moskiewskiego Mińska miał się rozpoczął proces 39-letniego Uładzimira Kondrusia, oskarżonego o udział w antyprezydenckich zamieszkach w grudniu 2010 r. Mimo iż od owych wydarzeń upłynęło blisko sześć lat, aresztowano go zaledwie pięć miesięcy temu.

Opozycjonista nie przyznaje się do winy. W więzieniu śledczym przez wiele tygodni prowadził strajk głodowy. Na proces został przywieziony z więziennego szpitala. Kiedy w sądzie wprowadzono go do klatki dla oskarżonych, natychmiast położył się na podłodze. Jednak sędzia Swietłana Bandarenka rozpoczęła proces. Wówczas Kondruś niespodziewanie wyciągnął żyletkę i próbował podciąć sobie żyły. Został obezwładniony przez strażników i wyprowadzony z sali.

– Powiedział mi, że w ten sposób protestuje przeciwko prześladowaniu karnemu – wyjaśnił mediom adwokat opozycjonisty Wadzim Muszyński.

Sędzia uznała to za „nieudaną próbę samobójczą” i postanowiła skierować Kondrusia na badania psychiatryczne. Dopiero gdy będzie znany ich wynik, proces zostanie podjęty na nowo.

Za protest do więzienia

Uładzimir Kondruś został aresztowany 22 czerwca i od tego czasu wciąż przebywa w więzieniu. Nie należy do znanych postaci białoruskiej opozycji, jednak często brał udział w akcjach protestacyjnych. Nie wiadomo, w jaki sposób namierzyły go służby specjalne. Według oskarżenia brał aktywny udział w zamieszkach 19 grudnia 2010 r., m.in. rozbił szybę w gmachu rządu.

Tego dnia odbywały się wybory prezydenckie, Aleksander Łukaszenka kandydował po raz czwarty. Zgodnie z oficjalnymi wynikami zdecydowanie wygrał, zdobywając ponad 79 proc. głosów. Jednak wyniku tego nie uznali międzynarodowi obserwatorzy, a opozycja oskarżyła władze o sfałszowanie wyborów i wezwała swoich zwolenników do protestu.

W Mińsku doszło do zamieszek, aresztowano ponad 800 osób, w tym siedmiu kandydatów na prezydenta. Większość spędziła kilkanaście dni w areszcie, jednak 49 usłyszało zarzuty kryminalne, zostali skazani na więzienie (wyroki były różne, nawet do sześciu lat).

Unia Europejska i USA uznały ich za więźniów politycznych, na Mińsk nałożono sankcje. Odpowiedzialni za represje urzędnicy i sędziowie znaleźli się na czarnej liście – zakazano im wjazdu do UE i USA.

W sierpniu ubiegłego roku więzienie opuścił ostatni ze skazanych, Mikoła Statkiewicz, kandydat na prezydenta w 2010 r. Ułaskawił go prezydent Łukaszenka. W odpowiedzi UE zniosła sankcje.

Łukaszenka pokazuje siłę

– Tym procesem władza udowadnia, że – nieważne ile czasu minęło – i tak nikt, kto protestował, nie uniknie odpowiedzialności – mówi „Wyborczej” białoruski politolog Walery Karbalewicz z Centrum Analitycznego „Strategia”.

Jego zdaniem Łukaszenka chce pokazać i białoruskiemu społeczeństwu, i Zachodowi, że to właśnie on miał rację w latach 2010-11, kiedy brutalnie prześladowano opozycję.

Karbalewicz uważa, że Kondruś nie zostanie skazany na wieloletnie więzienie. – Myślę, że tu chodzi o demonstrację siły, a nie o pojawienie się nowego więźnia politycznego i zerwanie dialogu z Zachodem. Dlatego obstawiam jakąś inna formę kary - mówi Politolog.

Uładzimir Kondruś jest oskarżony z art. 293 kodeksu karnego („Udział w zamieszkach”), grozi mu od 3 do 8 lat pozbawienia wolności. Wszystkie białoruskie organizacje broniące praw człowieka uznały go za więźnia politycznego.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.