Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białoruś szuka nowych dostawców ropy, którzy mają zastąpić Rosję. O nowej strategii poinformował Ihar Laszenka, szef państwowego koncernu „Belneftechim” zajmującego się przetwórstwem ropy.

– Każda normalna firma posiada alternatywne warianty. Dywersyfikowaliśmy i będziemy dywersyfikować dostawy ropy – powiedział Laszenka, zaznaczając, że nowi dostawcy spowodują spadek cen ropy dla Białorusi i większą konkurencyjność.

Firma rozpoczęła wdrażanie nowego planu w życie. 19 października do portu w Odessie przypłynął tankowiec Alhani z 84,7 tys. ton azerskiej ropy, która zostanie przetransportowana do Białorusi. Mińskie władze oświadczył też, że prowadzą pertraktacje z Iranem w sprawie możliwych dostaw surowca.

– To zagrywka obliczona na wystraszenie Moskwy. Nikt tego nie traktuje poważnie. Takie dostawy nie mają żadnego ekonomicznego uzasadnienia i nie stanowią konkurencji dla rosyjskiej oferty – mówi „Wyborczej” rosyjski politolog Andrei Suzdalcew z moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii. Przypomina, że Białoruś dostaje od Rosji ropę po obniżonych cenach, a Azerbejdżan czy Iran będą ją sprzedawali po cenach rynkowych. Do tego dochodzą wydatki na transport, co zdaniem Suzdalcewa czyni projekt absolutnie nieopłacalnym.

Konflikt gospodarczy

Powodem, dla którego Białoruś jest zainteresowana alternatywnymi dostawami ropy, jest konflikt z Rosją.

Od początku roku Mińsk nie może osiągnąć z Moskwą porozumienia w sprawie cen na rosyjski gaz. Aleksander Łukaszenka próbuje przekonać Kreml do obniżenia wcześniej ustalonych cen, w związku ze spadkiem cen surowca na światowych rynkach.

Mińsk uważa, że w obecnych warunkach cena za 1 tys. m sześć. gazu powinna być obniżona ze 123 dol. do 73 dol. Moskwa nie chce się na to zgodzić.

Rozwścieczony nieustępliwością Kremla Łukaszenka ogłosił, że Białoruś będzie płacić za rosyjski gaz cenę, którą uzna za sprawiedliwą. Moskwa nie ugięła się i żąda spłaty narastającego długu, który już wynosi 281 mln dol. Ponadto postanowiła ukarać Łukaszenkę i zaczęła zmniejszać dostawy ropy dla białoruskich przedsiębiorstw przetwórczych. Władze poinformowały, że krok Moskwy pociągnął za sobą spadek białoruskiego PKB o 0,3 proc.

– Dochód ze sprzedaży eksportowanego na Zachód paliwa, przetworzonego z rosyjskiej ropy, jest ważnym źródłem pieniędzy dla budżetu. Gdyby Moskwa wstrzymała dostawy surowca, Białorusi groziłby kryzys i destabilizacja – mówi „Wyborczej” białoruski ekonomista Leanid Zaika, szef Analitycznego Centrum Strategia.

Brak kompromisu

W piątek Mińsk odwiedził premier Rosji Dmitrij Miedwiediew. W przededniu wizyty rosyjski wicepremier Arkadij Dworkowicz zapowiadał, że w jej trakcie zostaną uregulowane wszelkie sporne kwestie wokół dostaw ropy i gazu.

– Premier będzie w Mińsku i mam nadzieje, że wszystkie problemy zostaną rozwiązane – mówił Dworkowicz.

Jednak po spotkaniu Miedwiediewa z Łukaszenką nie było wspólnej konferencji prasowej. Pojawiła się jedynie informacja, że na spotkaniu omawiano dwustronne relacje.

– W Mińsku nie udało się osiągnąć żadnego kompromisu. Łukaszenka nie chce spłacić długu, co jest dla Moskwy precedensem. Jeżeli pozwolić Białorusi samej ustanawiać cenę za gaz, to jutro tą drogą pójdzie Polska, Ukraina i kraje bałtyckie – mówi Suzdalcew.

Łukaszenka chce pieniędzy i utrzymania władzy

Tłem narastającego konfliktu białorusko-rosyjskiego jest ocieplenie na linii Mińsk-Zachód.

– Potrzebujemy nawet nie aktywizacji stosunków z Zachodem, a prawdziwego przełamania barier – mówił we wtorek Łukaszenka w trakcie narady z udziałem ministra spraw zagranicznych Uładimira Makieja i świeżo mianowanych białoruskich ambasadorów w Niemczech i Rumunii.

Prezydent podkreślił, że interesują go przede wszystkim finanse i dyplomaci będą rozliczani z wyników wymiany handlowej oraz przyciągania zachodnich inwestycji.

Czy Łukaszenka rzeczywiście jest gotów odwrócić się od Rosji? Zdaniem białoruskiego politologa Pawła Usaua z Centrum Analiz i Prognoz Politycznych konflikt pomiędzy Rosją a Zachodem, który trwa od 2014 r. i jest spowodowany wydarzeniami na Ukrainie, jest oceniany przez Mińsk jako dobry moment na osiągnięcie korzyści finansowych z obu kierunków.

– Łukaszenka oferuje ten sam towar Rosji i Zachodowi – swoje względy – mówi „Wyborczej” Usau.

Jego zdaniem Mińsk wysyła sygnał na Zachód mówiąc o zagrożeniu dla niepodległości Białorusi ze strony Rosji, w tym samym momencie mówi Moskwie o przyjaźni i wiecznych relacjach sojuszniczych.

– W rzeczywistości chodzi mu jedynie o zdobycie zewnętrznego wsparcia finansowego i scementowanie swojej władzy – mówi Usau.
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.