Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W piątek wieczorem białoruski boeing 737 linii Belavia (rejs B2840) ze 142 osobami na pokładzie leciał z Kijowa do Mińska. Tuż przed granicą otrzymał polecenie od ukraińskich kontrolerów lotu, by natychmiast zawrócił.

– Oznajmiono nam, że mamy wrócić, a przyczyny tego zostaną nam wyjaśnione już na ziemi. Powiedziano, że jeżeli nie wykonamy polecenia, to w powietrze zostaną poderwane ukraińskie myśliwce – powiedział w wywiadzie dla białoruskiej telewizji Białoruś 1 Wiktar Szyszła, pilot samolotu

Białorusini się podporządkowali.

Prorosyjski Ormianin

Okazało się, że powrotu samolotu domagała się Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Jej funkcjonariusze, po tym jak samolot wylądował z powrotem w Kijowie, zatrzymali jednego z pasażerów – Armena Martirosiana. Jest znanym na Ukrainie publicystą i działaczem społeczno-politycznym. Kieruje organizacją Sojusz Obywatelski. Ma ormiańskie obywatelstwo, na stałe mieszka w Moskwie, ale utrzymuje kontakty z ukraińskimi politykami i współpracuje z rosyjskim państwowym portalem propagandowym Ukraina.ru. Wielokrotnie pisał o kijowskim Majdanie, zarzucając jego organizatorom chęć faszyzacji kraju.

– Służba Bezpieczeństwa otrzymała informacje, że obcokrajowiec, który się znajduje w samolocie Belavii, posiada określoną informację, która może zagrażać bezpieczeństwu Ukrainy – tłumaczyła później rzeczniczka prasowa SBU Olena Gitlańska.

– Przeszedłem spokojnie kontrolę graniczną. Później, po powrocie, znowu byłem poddany rewizji, ale nic zabronionego przy sobie nie miałem – oświadczył sam Martirosian. Po kilku godzinach spędzonych z funkcjonariuszami SBU został zwolniony i wyleciał do Mińska.

 

Awantura głośna, ale raczej krótkotrwała

– Absurdalne jest twierdzenie, że nasze wojskowe samoloty mogły być użyte przeciwko cywilnemu samolotowi – mówił w wywiadzie dla ukraińskiej telewizji 112 Oleksandr Tkacz, przedstawiciel SBU.

– Posiadamy nagranie rozmowy – odpowiedział przedstawiciel ukraińskich linii Belavia Ihar Czerginiec, zapowiadając jej ujawnienie.

Charge d'affaires ambasady Ukrainy w Mińsku Walery Dżigun w sobotę został pilnie wezwany do białoruskiego MSZ, gdzie wręczono mu notę protestacyjną. "Białoruska strona wyraziła protest w związku z działaniami organów Ukrainy w związku z przymusowym zawróceniem białoruskiego samolotu Kijów - Mińsk 21 października" – oświadczyła służba prasowa białoruskiego MSZ. Mińsk oczekuje od Kijowa oficjalnych przeprosin i żąda rekompensaty finansowej.

Powietrzny incydent od kilku dni jest na czołówkach białoruskich mediów. Zdaniem białoruskiego politologa Aleksandra Kłaskouskiego z niezależnej agencji BiełaPAN białoruski MSZ w tych warunkach był zmuszony reagować, gdyż na Białorusi działania Ukrainy zostały odebrane jako skandal. – Białoruska strona twierdzi, że samolotowi grożono, to wywołało poruszenie w społeczeństwie, widać to nawet po komentarzach w serwisach społecznościowych. I MSZ na to odreagował, demonstrując, że broni swoich obywateli – powiedział "Wyborczej" Kłaskouski. Politolog uważa, że skandal raczej nie spowoduje jakichś następstw dla dwustronnych relacji pomiędzy Ukrainą i Białorusią.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.