Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kifle ma ok. 70 lat. Ubrany w wysłużone spodnie i kurtkę, od rana do wieczora przemierza ulice Addis Abeby. Zarabia na życie, rozmieniając pieniądze kierowcom busów: za jednego birra dostaje 10-20 centów (około 2-4 gr). Dorabia, żebrząc. Przyjeżdża do stolicy z oddalonej o ponad 500 km wioski w regionie Tigraj.

– Wysyłają mnie tu dzieci i wnuki, chcą, żebym zarobił na własne utrzymanie – mówi, ściskając w garści monety.

Kifle najczęściej pracuje w centrum Addis. Najlepsze miejsce to okolice luksusowego hotelu Ghion, sięgającego chmur biurowca banku i nowej linii tramwajowej wybudowanej w rekordowym tempie przez Chińczyków. W pobliżu odbywa się właśnie noworoczny festiwal, a w święta ludzie są zawsze bardziej hojni. Ma nadzieję, że następny rok – Etiopczycy posługują się etiopskim kalendarzem, zgodnie z którym Nowy Rok rozpoczyna się we wrześniu – przyniesie mu więcej radości i przede wszystkim pieniędzy.

Systemem emerytalnym są dzieci

Żebrzących staruszków, takich jak Kifle, są na stołecznych ulicach setki. I będzie ich coraz więcej. Według statystyk ONZ liczba osób powyżej 60. roku życia podwoi się do 2050 r. A według Banku Światowego średnia długość życia już wydłużyła się o 12 lat, z 52 w 2000 r. do 64 w 2014 r. W Etiopii nie ma jednak powszechnego systemu emerytalnego. Na wsparcie państwa w podeszłym wieku mogą liczyć niemal wyłącznie byli urzędnicy.

– 80 proc. Etiopczyków mieszka na wsiach, ich systemem emerytalnym są dzieci – mówi antropolog Gebre Yntiso Deko z Uniwersytetu Addis Abeba.

Starsi ludzie zawsze byli szanowani przez miejscowych ze względu na swoją wiedzę i doświadczenie. Jednak z powodu modernizacji i urbanizacji zmienia się struktura rodziny, co powoduje, że staruszkowie są dziś najbardziej marginalizowaną i ubogą grupą.

– Wiele młodych przenosi się ze wsi do miast w poszukiwaniu pracy lub na studia. Często nie wracają do rodzinnego domu, nie pomagają swoim rodzicom i dziadkom. W miastach z kolei coraz rzadziej spotyka się wielopokoleniowe rodziny mieszkające pod jednym dachem – mówi Deko.

Pomoc sąsiedzka

Obowiązki związane z opieką nad starszymi zaczynają przejmować grupy sąsiedzkie nazywane idir. Założono je zarówno w wielkich miastach, jak i małych wioskach na początku XX w. przede wszystkim po to, by pomóc rodzinom zorganizować pogrzeb bliskich. Aby zostać członkiem, trzeba wypełnić aplikację i wpłacić ok. 5 tys. birr (870 zł). Miesięczna składka za rodzinę wynosi od 10 do 50 birr. Jej wysokość zależy od lokalizacji, najtaniej jest w slumsach i na wsiach.

– Gdy umiera członek idir, wypłacamy krewnym 8 tys. birr. Przewodniczący grupy wybiera osobę, która ma poinformować wszystkich o miejscu i terminie pogrzebu. Wyznacza osoby, które mają pójść na nabożeństwo. Decyduje również o tym, kto w domu zmarłego przygotuje indżerę, czyli tradycyjny etiopski placek, a kto serwował będzie gościom kawę – mówi 55-letnia Etalemaha Mekbib, skarbniczka 700-osobowego idir na przedmieściach Addis. Pożegnanie trwa zwykle trzy dni, członkowie idir pracują na dwie zmiany: poranną i popołudniową.

Wspólnoty sąsiedzkie coraz częściej angażuje się również w pomoc starszym. – W naszym idir przybywa osób mieszkających samotnie. Jeśli nie mają pieniędzy, to inni członkowie płacą za nich składki. Odwiedzają chorych i zabierają ich do szpitala. Dwa razy w roku najbiedniejsi dostają także olej, cukier i mąkę – wylicza Mekbib.

70-letnia Asegedech Sitotaw Arega mieszka w blokowisku na przedmieściach stolicy. Jeden idir tworzy tu 17 bloków, w każdym jest trzydzieści mieszkań. Przyjechała do Addis jako nastolatka. Przez lata pracowała jako służąca w bogatych domach. Nie ma emerytury. Mieszka w dwupokojowym mieszkaniu na pierwszym piętrze z 48-letnim synem, kawalerem. Często brakuje im pieniędzy.

– Gdy jestem chora, pomagają nam sąsiadki z idir. Gotują i piorą – mówi Arega.

Do idir na przedmieściach należą od pięciu lat. Wcześniej mieszkali w centrum miasta w Filwoha. Władze eksmitowały jednak stamtąd ludzi, by zrobić miejsce na nowy wieżowiec. Po przeprowadzce musieli się zapisać  do nowego idir.

– Tam było lepiej, bo wszyscy znali się od lat. Byliśmy jak rodzina. Niewielu starych znajomych mieszka teraz w pobliżu – żali się Arega. Wie jednak, że i tak mieli szczęście, bo szybko dostali mieszkanie i nie skończyli na ulicy.

Jedna z organizacji pomocowych prowadzi właśnie w Addis akcję zbierania pieniędzy na budowę domu opieki dla porzuconych starszych osób. W sklepach i bankach poustawiano puszki opatrzone naklejką „pomóżmy naszym staruszkom”.

Matka Teresa Etiopii

W 600-tysięcznym Dire Dawa na wschodzie Etiopii znajduje się najbardziej znany dom starości w całym kraju. Schronisko założyła i wciąż prowadzi twardą ręką 80-letnia Assegedech Asfaw. Za wysoką bramą, po prawej stronie od wejścia znajduje się parterowy budynek z pokojami dla mężczyzn, po lewej mieszkają kobiety. Pośrodku wybudowano kuchnię. Przed budynkami ustawiono tabliczki z hasłami zachęcającymi do oszczędzania.

– Wiele osób pod koniec życia zostaje z niczym. Gdy człowiek jest młody, nie myśli o tym, że starość kiedykolwiek go dopadnie – mówi Asfaw.

Energiczna 80-latka nazywana jest Matką Teresą Etiopii. Starszym zaczęła pomagać jako dziecko. Zabierała ich z ulicy do rodzinnego domu, by mogli się wymyć.

– Ojciec mnie w tym wspierał. Mąż również, choć czasem bywał zły, gdy oddałam potrzebującym jego nowe ubrania – wspomina. Po jego śmierci sprzedała dom i wybudowała schronisko. Mieszka w nim obecnie ok. 90 osób. Ludzie przyprowadzają ich tu z ulicy.

73-letnia Mekoya Werku mieszkała w Dire Dawa z synem. – Kilka lat temu zaczęłam tracić słuch. Ciągle się kłóciliśmy, bo mówił, że nie może już znieść tego, że wszystko trzeba mi powtarzać. Postanowiłam więc się wyprowadzić – opowiada. W schronisku mieszka od ośmiu lat.

Mengestu Desalegne twierdzi, że ma 105 lat. Był tłumaczem włoskiego lekarza w Addis Abebie. 65 lat temu wraz z nim przyjechał do Dire Dawa. Lekarz wrócił później do Włoch, Desalegne został sam. Z rodziną nie utrzymuje kontaktu.

Asfaw chciałaby, aby schronisko było samowystarczalne, a starsi ludzie pracowali tak długo, jak tylko mogą. Większość z nich nie ma jednak siły, całymi dniami przesiadują przed budynkami. Ona za to wstaje rano, doi krowy i sprzedaje później mleko. Staruszkowie mają także własny ogród z warzywami i drzewami pomarańczowymi. Schronisko nieco się ożywia, gdy przychodzi ktoś w odwiedziny.

– Czasem organizowane są  tu przyjęcia weselne i urodzinowe oraz zawody sportowe – mówi Asfaw. Niekiedy wpadają też młodzi ludzie, robią staruszkom kawę, obcinają im włosy i paznokcie.

Szacunek dla starszych

W wielu regionach Etiopii, głównie na wsiach, wciąż żywe są tradycje i wierzenia, dzięki którym starsze osoby mają zapewnioną ochronę i szacunek.

– Grupa etniczna Daasanach, zamieszkująca teren przygraniczny z Kenią, kilka razy w roku wyprawia dla nich 4-, a nawet 5-tygodniowe przyjęcia. Starsi ludzie dostają wówczas najlepsze kawałki mięsa i są traktowani z wielkimi honorami. Imprezę organizują ojcowie mający córki w wieku 7-10 lat, po to by starsi błogosławili dziewczynki. Bez tego nie mogą być obrzezane, a to z kolei spowoduje, że nie wyjdą za mąż i ojcowie nie dostaną za nie krów – mówi profesor Deko. Starsi ludzie są zapraszani na 2-3 przyjęcia w ciągu roku. Po każdym z nich dostają drogie prezenty, np. krowy lub owce, dzięki czemu są w stanie przeżyć nawet kilka miesięcy.

Z kolei według plemienia Hamar z południowo-zachodniej części kraju starsze osoby są obdarzone mistyczną siłą.

– Społeczność ma obowiązek ich szanować. Jeśli ktoś wystąpi przeciw tej regule, to mogą go spotkać przykre konsekwencje, np. choroba bliskiego. Staruszkowie są tu niezwykle silni i wpływowi – mówi Deko.

* Artykuł powstał dzięki projektowi sfinansowanemu przez European Journalism Centre (EJC) w ramach programu Innovation in Development Reporting Grant Programme (www.journalismgrants.org)

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.