Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Rosyjscy strażnicy graniczni tłumaczą, że przepisy od dawna nakazują, by obcokrajowiec z wizą wjeżdżał na teren Rosji przez międzynarodowe przejście graniczne - powiedział przedstawiciel rosyjskiej służby granicznej FSB niemieckiej rozgłośni Deutsche Welle.

Jedynym przejściem granicznym, przez które obcokrajowcy posiadający rosyjską wizę mogą dziś legalnie wjechać z Białorusi do Rosji, jest położone na samym południu białorusko-rosyjskiej granicy przejście Wiesiałowka - Nowe Jurkowicze. To punkt, w którym zbiegają się granice Rosji, Białorusi i Ukrainy i dlatego Moskwa po faktycznej likwidacji w latach 90. granicy białorusko-rosyjskiej zachowała tu międzynarodowy punkt kontrolny. Reszta dróg prowadzących z Białorusi do Rosji nie ma takich przejść.

Rosyjskie FSB zwraca uwagę, że także obcokrajowcy podróżujący z Białorusi do Rosji pociągami czy autobusami muszą mieć w paszporcie pieczątkę poświadczającą przekroczenie granicy. Można ją dostać tylko na przejściu Wiesiałowka - Nowe Jurkowicze. Brak pieczątki jest wykroczeniem, za które grozi grzywna do 100 euro.

Pierwsze problemy z przekroczeniem granicy dla obywateli państw Unii Europejskiej zostały odnotowane jeszcze w styczniu. Wtedy Rosja zaniepokojona narastającym przemytem z Białorusi objętych sankcjami towarów zachodnich wzmocniła kontrole na terenie przygranicznym. Później na granicy pojawili się rosyjscy pogranicznicy, którzy zaczęli zawracać tiry, których kierowcy byli obywatelami państw UE i mieli wizę do Rosji. We wrześniu Rosjanie przestali przepuszczać przez popularne przejście Redźki - Krasnoje również samochody osobowe obcokrajowców.

Jeszcze w 1995 r. prezydent Aleksander Łukaszenka i ówczesny premier Rosji Wiktor Czernomyrdin uroczyście wykopali słup graniczny na białorusko-rosyjskiej granicy, by zademonstrować, że odtąd granica między Rosją a Białorusią przestaje istnieć. Od tego czasu nie było tu ani kontroli paszportowej, ani celnej. Podstawami prawnymi była umowa o powołaniu Związku Białorusi i Rosji oraz umowa Związku Celnego, do którego należą Rosja i Białoruś.

Jednak sytuacja zmieniła się, gdy Mińsk nie przyłączył się do antyzachodnich sankcji wprowadzonych przez Kreml w 2014 roku. Objęta sankcjami zachodnia żywność bez przeszkód trafiała na rosyjski rynek przez Białoruś. Z rosyjskich danych wynika, że Białoruś w ubiegłym roku wyeksportowała do Rosji pięciokrotnie więcej jabłek i grzybów, niż ich wyprodukowała w tym okresie. By ograniczyć ten proceder, Rosjanie przywrócili kontrole graniczne na głównych drogach. Mińsk kilkakrotnie podkreślał, że to sprzeczne z umowami białorusko-rosyjskimi, jednak Kreml pozostawał nieugięty, tłumacząc, że musi walczyć z przemytem.

W okresie zaostrzenia stosunków z Zachodem Kreml zaczął się też niepokoić tym, że cudzoziemcy bez wizy mogą nielegalnie wjechać do Rosji przez Białoruś. Białoruś i Rosja, mimo że utworzyły związek, nie mają wspólnej wizy.

- Od wybuchu konfliktu na Ukrainie rosyjskie służby chcą mieć większą kontrolę nad obcokrajowcami, którzy wjeżdżają do Rosji - mówi politolog Andrej Jelisiejau z Białoruskiego Instytutu Badań Strategicznych.

Innego zdania jest jednak rosyjski politolog Kirił Koktysz z Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. - Nie sądzę, żeby sprawa wpuszczania obywateli UE na teren Rosji wyłącznie przez przejścia międzynarodowe miała jakiś kontekst polityczny. Służby po prostu próbują uporządkować sytuację na granicy rosyjsko-białoruskiej. Jeżeli już są tu posterunki, to funkcjonariusze muszą przestrzegać przepisów - powiedział "Wyborczej" Koktysz.

Zdaniem Koktysza skorzystają na tym białoruscy przewoźnicy, którzy w transportach na wschód zajmą miejsce zachodnich firm przewozowych.

Jednak białoruscy przewoźnicy nie podzielają tego optymizmu.

- Polskie firmy przewozowe jako kierowców do kursów na wschód zatrudniają obywateli Białorusi, którzy nie muszą mieć rosyjskich wiz, więc ograniczenie ich nie dotyczy. Dlatego tiry na zachodnich numerach nadal jadą przez Białoruś w stronę rosyjskiej granicy - powiedział "Wyborczej" szef jednej z białoruskich firm transportowych.

Sytuacja na białorusko-rosyjskiej granicy budzi za to niepokój rosyjskich przedsiębiorstw turystycznych.

- Poinformowano nas, że wjazd zachodnich turystów przez granicę rosyjsko-białoruską jest nielegalny i że ta sytuacja się nie zmieni. Mamy nadzieje, że uda się nam wynegocjować, by granicę mogły przekraczać zorganizowane grupy turystów przewożonych przez rosyjskie firmy turystyczne - powiedziała w wywiadzie dla agencji Interfax Irina Tiurina, rzeczniczka Rosyjskiego Związku Firm Turystycznych.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.