Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Warto się zwrócić do naszej sławnej historii, mówić o osiągnięciach socjalnych państwa, uświadomić obywatelom, że jesteśmy odpowiedzialni za swój los - oświadczyła minister informacji Lilia Ananicz. I namawia białoruskie kanały telewizyjne do kręcenia filmów i seriali historycznych promujących patriotyzm.

Jednak z uwagi na narastający kryzys gospodarczy państwowe media tną wydatki i nie wygląda na to, by w najbliższym czasie zdobyły się na poważne produkcje historyczne. Na razie władze prowadzą więc kampanię promującą znane postaci ze świata kultury - na billboardach. Pojawiły się one w ramach akcji "Rok kultury 2016". Ich treść (są w języku białoruskim) zatwierdzają lokalni propagandyści.

- Po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. władza chętniej sięga po język białoruski i demonstruje swoją przychylność dla klimatów narodowych. To reakcja na zagrożenie, jakie niosą ze sobą hasła "rosyjskiego świata" - mówi "Wyborczej" dziennikarz Andrei Mialeszka.

W Mińsku pojawił się billboard z pomnikiem Franciszka Skaryny, XVI-wiecznego drukarza i wydawcy uważanego za prekursora białoruskiego piśmiennictwa. W jednozdaniowym napisie zrobiono aż trzy błędy ortograficzne, a na dodatek mylnie podano epokę, w której żył. W Grodnie zaś na billboardzie z cytatem z poety Jakuba Kołasa widnieje zdjęcie wieszcza Janki Kupały.

Wpadki te szybko wyłapują Białorusini. "Ileż instancji zatwierdzało ten plakat i nikt nie zobaczył błędów", "będą się one ciągnęły przez cały rok kultury", "dla władzy Kołas i Kupała to jedna osoba" - piszą na forach internetowych.

Zdaniem politologa Pawła Usau nieudolna akcja to skutek polityki Aleksandra Łukaszenki: - Przez 20 lat tępiono wszystko co białoruskie; prezydent wprost głosił, że jesteśmy Rosjanami, tylko lepszej jakości. Przeciwników tego kursu marginalizowano. Nic więc dziwnego, że gdy władza chce coś stworzyć, kończy się to porażką.

Jego zdaniem wśród urzędników dominują ludzie o rosyjskiej kulturze. - Dlatego mimo głośnych deklaracji ta akcja jest tak bezbarwna i słaba, że nie znajduje odzewu w społeczeństwie - mówi Usau.

Według niezależnych badań ośrodka NISEPI zdaniem blisko 66 proc. obywateli Białorusini, Ukraińcy i Rosjanie to trzy gałęzie jednego narodu. Z kolei 58 proc. uznaje przyłączenie Krymu do Rosji za akt historycznej sprawiedliwości, zaś 27 proc. - za okupację. Do głoszonej przez Kreml idei "rosyjskiego świata" pozytywnie odnosi się ok. 31 proc., neutralnie - ok. 53, negatywnie - ponad 10.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.