Mińsk zataja informacje o niebezpiecznych wypadkach do jakich dochodzi w elektrowni powstającej na pograniczu białorusko-litewskim. Prezydent Grybauskaite apeluje o zachowanie standardów bezpieczeństwa.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- 10 lipca, w trakcie przygotowań do osadzenia reaktora, spadł on z wysokości 2-4 m - mówi "Wyborczej" Mikałaj Ułasiewicz, ekolog, który ujawnił informację o zdarzeniu. Aktywista ze wsi Worniany, położonej kilka kilometrów od powstającej elektrowni, dowiedział się o wypadku od osób pracujących na budowie.

Początkowo władze bagatelizowały medialne doniesienia. Dopiero 26 lipca ministerstwo energetyki przyznało, że rzecz miała miejsce. "Do zdarzenia doszło w trakcie transportowania reaktora, analizujemy jego skutki" - głosi komunikat.

Potrzebna jest niezależna komisja

Sprawie mają się przyjrzeć białoruscy i zagraniczni eksperci z Międzynarodowej Agencji ds. Energii Atomowej (MAGATE). Jednak zdaniem prof. Andrieja Ożarowskiego, rosyjskiego specjalisty w dziedzinie energii jądrowej, współpracującego z ekologiczną organizacją Ekoobrona, nie rozwieją oni wątpliwości co do konsekwencji upadku reaktora.

- Zwykła wizyta nic nie da. By ocenić skutki awarii, należy przeprowadzić niezależną ekspertyzę inżynieryjną; musiałaby być dziełem komisji złożonej z niezależnych specjalistów - mówi "Wyborczej" Ożarowski. Jego zdaniem eksperci MAGATE nie spełniają taki wymogów, gdyż organizacja ta zajmuje się promocją energetyki jądrowej, co budzi podejrzenia o jej stronniczość.

Jak dowodzi prof. Ożarowski, ze względu na olbrzymią masę konstrukcji, energia deformacji przy uderzeniu też jest potężna, dlatego należy się spodziewać uszkodzeń. Nawet upadek z wysokości 30 cm mógł wywołać odkształcenie korpusu i pogorszyć wytrzymałość metalu i spawów. I przypomina, że gdy latem zeszłego roku na budowie Leningradzkiej Elektrowni Atomowej 2 upuszczono przeznaczony do wnętrza reaktora 70-tonowy blok rur ochronnych. Postanowiono nic nie naprawiać, tylko wykonać nowe urządzenie.

Białoruś głucha na krytykę

Białoruś buduje elektrownię tuż przy granicy z Litwą, 50 km od Wilna. Nie dziwi więc fakt, że mieszkańcy sąsiedniego kraju z uwagą śledzą informacje na ten temat.

- Incydenty budowlane budzą nasz niepokój. Białoruś unika odpowiedzi na pytania dotyczące bezpieczeństwa i nie chce dopuścić niezależnych obserwatorów. Litwa razem ze wspólnotą międzynarodową będzie dążyć do zagwarantowania standardów bezpieczeństwa - skomentowała sprawę prezydent Litwy Dalia Grybauskaite.

Dwa miesiące temu, po doniesieniach medialnych, w których informowano o awarii na budowie, Wilno dwukrotnie zwracało się do Mińska z żądaniem wyjaśnień.

- Sytuacja powoli zaczyna przypominać Czarnobyl. Władze zachowują się w podobny sposób, czyli cały czas kłamią i zatajają informacje - uważa prof. Ożarowski.

Strona białoruska konsekwentnie ignoruje krytyczne uwagi płynące z Wilna.

- Władza jest przekonana, że to bardzo korzystny projekt z punktu widzenia energetyki. Pieniądze nań pochodzą z rosyjskiego kredytu. Mińsk oczekuje wymiernych skutków gospodarczych, dlatego nie reaguje na krytykę - mówi "Wyborczej" Ales Lahviniec, wiceprzewodniczący opozycyjnego ruchu O Wolność.

Elektrownia atomowa powstaje w odległości 18 km od miasta Ostrowiec. Buduje ją rosyjska firma Atomstrojeksport, spółka córka tamtejszego monopolisty Rosatom. Pierwszy reaktor ma rozpocząć pracę w 2018 r.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Czego sie Litwini czepiaja ? W Czarnobylu krowy daja szesc razy wiecej mleka ! Mleko jest wprawdzie niebieskie, ale szesc razy wiecej. A swinki z szescioma nogami ? Golonki palce lizac ! Tylko Litwini nie wiedza co dobre.