Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W białoruskim systemie władzy doradca prezydenta ma większe wpływy niż odpowiedni minister, gdyż najważniejsze decyzje zapadają w administracji prezydenta. O odejściu wpływowego urzędnika poinformowała agencja Biełapan. Oficjalnych przyczyn dymisji nie podano.

37-letni Kirył Rudy został doradcą Łukaszenki dwa lata temu. Był wyjątkową postacią wśród białoruskich urzędników - był doktorem nauk ekonomicznych i stypendystą Fulbrighta, otwarcie głosił potrzebę reform gospodarczych i ograniczenia wpływów państwa na gospodarkę. Jego obecność na stanowisku doradcy prezydenta odbierano jako sygnał gotowości do podjęcia reform gospodarczych.

Przyczyną, dla której Łukaszenka miałby się na nie zgodzić, był narastający kryzys gospodarczy. Przez lata jednym z głównych źródeł dochodów Białorusi był eksport na Zachód paliw wytwarzanych z rosyjskiej ropy, którą Mińsk tradycyjnie kupował po preferencyjnych cenach.

Spadek cen ropy na rynkach światowych pociągnął jednak za sobą drastyczne zmniejszenie się białoruskich dochodów. W tym samym czasie kryzys w Rosji doprowadził do skurczenia się tamtejszego rynku zbytu dla produkcji białoruskiego przemysłu. Wszystko to doprowadziło do spadku poziomu życia Białorusinów. Według danych Narodowego Komitetu Statystycznego w maju 2014 roku średni dochód na głowę sięgał w przeliczeniu ok. 600 dolarów, obecnie wynosi zaledwie 360 dolarów. To sprawia, że wśród białoruskiej nomenklatury coraz częściej można usłyszeć tezy o konieczności podjęcia niepopularnych reform, które uratowałyby białoruską gospodarkę.

Zdaniem Jarosława Romańczuka, białoruskiego ekonomisty z Centrum Naukowo-Badawczego im. Ludwiga von Milesa, za nominacją Rudego na stanowisko doradcy prezydenta stała grupa urzędników z przewodniczącym wyższej izby białoruskiego parlamentu Michaiłem Miasnikowiczem na czele, która zachęcała Łukaszenkę do podjęcia reform. - Dymisja Rudego rozczarowała tych, którzy sądzili, że Łukaszenka jest gotów rozpocząć reformy - mówi Romańczuk.

W ostatnich miesiącach Aleksander Łukaszenka kilkakrotnie krytykował swoje otoczenie za chęć podjęcia reform gospodarczych i twierdził, że Białoruś nie powinna rezygnować ze swoich osiągnięć, zaś z kryzysu można wyjść, dodatkowo wzmacniając rolę państwa w gospodarce.

- Są ludzie w rządzie, którzy proponują nam radykalne kroki. Czasem nawet mówi to cały rząd. Odpowiadam im: dobrze, jestem gotowy na wszelkie reformy, ale czy społeczeństwo jest gotowe do tak radykalnych zmian? Milczą, bo nie mają na to odpowiedzi - mówił Łukaszenka w ubiegłym tygodniu, podkreślając, że w obecnych warunkach najważniejsze jest zachowanie stabilności i spokoju społecznego, a to się nie uda, jeżeli zostaną podjęte radykalne reformy.

- Reform nie będzie, dlatego Rudy nie jest już potrzebny - podsumowuje Romańczuk.

Jak informuje Biełapan, Rudy ma zostać ambasadorem Białorusi w Chinach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.