Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Nawet nie zerknęłam na naszą ulicę,

gdzie mieszkaliśmy naprzeciwko

Pawiaka pod siódemką.

Dlaczego miałabym myśleć,

że była to moja ostatnia przejażdżka tramwajem,

ostatnia zabawa w

chowanego na podwórku?"

Fragment wiersza Marii Jastrzębskiej

Poland nie ma królowej. Tam rządzi wujek Przemek - Tytus z Londynu, 3 lata

Mam na imię Tytus. Ja mieszkam w Londyn, w domku. Urodziłem się w Londyn, Poland. Mam jeden, dwa and fajf, and dziesięć lat. W Londyn mama mówi ze mną po polsku, papa po angielsku, a wujek Komim po francusku. W przedszkolu mówię po angielsku. Polskie słowa pamiętam: pociągi [długa przerwa], księżyc, warzywa i jengiel [węgiel]. Lubię mówić po angielsku i polsku, jeść pomidor, awokado, brokolis i ogórek. [Śpiewa:] Ogórek, ogórek, ogórek, zielony ma garnitulek i hat, i sandały, zielony, zielony jest, cały.

Aaa! Ja mam dużo pociągi. Disel pociągi mają dużo wagons. Tyle wagony! Na paliwo. Na moje pociągi pojechałbym in Poland, do wujek Huberta, wujek Przemka i cioci Emi. Na mapie Poland jest moje imię, miś i kejk [pokazuje pierogi].

Londyn jest big i jest tam grani [babcia], królowa. Aj lajk her [Lubię ją]. Poland nie ma królowej. Tam rządzi wujek Przemek.

Piasek tam był innego koloru - Feluś z Newport, 7 lat

Urodziłem się w Szczecinie, a moje kanarki urodziły się w domu na wyspie. Polska? Jest w Europie. Samolotem tam lecę i potem trochę ferry muszę płynąć. Z polskich potraw najbardziej lubię jeść kotlety i ziemniaki z kiszonym ogórkiem. Koledzy z klasy wiedzą o Polsce. Nauczyłem ich. Polskie dzieci bawią się w inne rzeczy niż angielskie, ale nie wiem, w co, bo prawie cały czas jestem w Anglii i nie lubię tu pracy domowej. Wolałbym mieszkać w Polsce. Tam do Nakielna, koło Wałcza, na ryby jeżdżę, z babcią chodzę na działkę. Mam z przodu roweru taki koszyk, gdzie jedzenie dawać mogę. Na działce kopię trochę, ale najwięcej to zjadam wszystko. Rosną tam poziomki, jagody, truskawki, jabłka i winogrona. Dużo bardzo!

W Polsce najwięcej lubię pieska Suri. Osiem lat ma. Rzucam jej piłkę i ona po całym pokoju za nią biega.

W domu wolę mówić po polsku, ale czasami mam taki dzień, że brakuje mi słów, wtedy mówię do babci i mamy po angielsku. Pamiętam też, że polskie morze było cieplejsze niż angielskie i piasek był tam innego koloru.

Tam sklepy mają na imię biedronka - Julia z Londynu, 6 lat

Urodziłam się w Anglii. A moje ulubione słowo po polsku to "babcia". Z babcią bawię się w różne gry.

Znam polskie piosenki, bo w szkole polskiej w Londynie je śpiewamy, bawimy się i już wszystkie literki alfabetu nauczyliśmy się. I mam z tej szkoły taki wierszyk na kartce, który umiem sama przeczytać: "Kto ty jesteś? Polak mały. Jaki znak twój? Orzeł biały. Gdzie ty mieszkasz? W między swami między swemi. W jakim kraju? W polskiej ziemi".

Moja ulubiona książka to "Czemu kota oczy świecą w nocy?", a ulubiona zabawka - Rolf. On jest moją pierwsza przytulaną. No bo jak byłam w brzuchu mamy i jeszcze się nie urodziłam, to wtedy mama z babcią kupiły mi w Polsce Rolfa. On jest biały i ma brązowe kropki, bo to jest żyrafka. Jak byłam mała, to nie lubiłam jego i go gryzłam, a teraz już go kocham i jestem z nim w łóżeczku w każdą noc, ale do Polski brałam zawsze inną przytulankę, Różyczkę, co jest króliczkiem. Pokazałam jej dom babci w Częstochowie i plac zabaw przed tym domem. A polskie słowo "niezapominajki", kwiatki takie, które mam w ogródku, zawsze przypominają mi kochaną koleżankę, Nikolę, która już się wyprowadziła. Trzy godziny się tam jedzie.

Wolałabym mieszkać w Polsce, no bo tam sklepy mają na imię biedronka.

Polska z bułką mi się kojarzy - Julka z East Tilbury, 9 lat

Ja urodziłam się w Newport. To jest jakby w Anglii, a Anglia jest w Europie. Brat mojego taty tu przyjechał pierwszy i powiedział rodzicom, że to fajny kraj i mama z tatą też tu przyjechali. Lubię bardzo tu mieszkać. Tu mi się podoba morze. Obydwa kraje bardzo lubię. Chciałabym czasami mieszkać w Polsce, a czasami w Anglii.

W Polsce lubię moją rodzinę, co tam mieszka, lubię poziomki, polską telewizję, bo angielska jest trochę trudna. Nie za bardzo lubię angielskiej. Język bardziej lubię polski, bo więcej go znam. Polski jest szeszący. Takie szy, szy. Poolska! Z bułką mi się kojarzy. Taką, co w sobie ma budyń, jak pączek, z cukrem na czubku. Mam polski ulubiony słodycz - michałki, a ze zwierząt najbardziej lubię rysie. Na wsi, u cioci w Polsce, widziałam po raz pierwszy kury na podwórku.

Koleżanki z Polski nie lubią szkoły, bo im tam każą pić mleko zamiast kakała, a panie mają w Polsce całkiem fajnie, ale ich mężowie je gonią, gdy są pijani. W Polsce zapamiętałam Gdynię. W Gdyniach było chyba morze i taki pan, który się nie ruszał i udawał posąg. Najbardziej to chciałabym latać, poleciałabym wtedy do Ameryki, bo tam jest ciepło i nie pada cały czas jak w Anglii.

Czasami bardzo za nią tęsknię - Maks z Willoughton, 9 lat

Urodziłem się w Częstochowie. Jestem w Anglii od pół roku. Czasami bardzo tęsknię za Polską. Tam nie miałem problemu z językiem. Koledzy mi tu, gdzie mieszkam, nie dokuczają, bo w Anglii są mili ludzie, a w Polsce nie tak zawsze. W Anglii nie ma dużo pracy domowej, bo jest raz w tygodniu, a w Polsce była codziennie. Czasem, jak była ładna pogoda i chciało się wyjść na dwór lub gdy miałem iść do kolegi na noc, to trzeba było najpierw zrobić lekcje. W Anglii po szkole najczęściej się bawię klockami lego albo rysuję, bo ja uwielbiam rysować i bardzo ładnie mi to wychodzi.

Najbardziej z tych europejskich krajów chciałbym mieszkać we Hiszpanii, bo tam jest bardzo ciepło i są dobre warunki do mieszkania, ale nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć w przyszłości. A czasami tam w Polsce jest tak, jakby to powiedzieć w skrócie, szaroburo i ponuro: ludzie i ulice.

W Anglii dobrze jest. Mamy taki ogromny dom i dobrze nam się powodzi, tylko ten angielski jest najgorszy, ale już się trochę dogaduję i staram się rozumieć zadania. Zostałem uczniem roku nawet.

W Polsce mogłem się dogadać i wszystko rozumiałem, a tutaj w Anglii tak nie jest. Na przykład dzisiaj w szkole się bawiliśmy tak, co jest złe a co dobre w mundurkach szkolnych i ja w ogóle nie mogłem się wysłowić; albo na przykład pierwszego dnia, jak mieliśmy opowiedzieć, co było na feriach, też nie mogłem się wysłowić, bo jak na przykład powiedzieć po angielsku Kornwalia?

W Polsce jest zieleń i stokrotki - Marika z wyspy Wight, 9 lat

Urodziłam się w Anglii i mieszkam na wyspie, gdzie jest wygodnie i nie ma dużo hałasu. Polska jest blisko Niemiec. W Polsce jest zieleń i stokrotki. Jest tam też morze, ale nie tak naokoło jak na mojej wyspie. Nigdy nie mieszkałam w Polsce, ale gdybym miała wybrać, to wolałabym tam mieszkać bardziej. Po pierwsze jest tam cała nasza rodzina i możesz ich widzieć, kędy tylko chcesz i jeszcze po drugie polski to mój pierwszy język, i w nim łatwiej mi mówić, choć czasem brakuje mi słów. W polskich lasach jest więcej miejsca niż w angielskich, ale trudniej tam wchodzić na drzewa.

Z odwiedzin w Polsce najbardziej zapamiętałam takie zoo w Białowieży, gdzie były zwierzęta polne i leśne, na przykład świnia i żubr. Żubr ma nos jak krowa, takie jakieś wielkie rogi i trochę długie włosy. W Anglii nie widziałam żubrów.

W Polsce razem z kuzynami na działce wymyśliliśmy taką zabawę, że ja przebrałam się za Batmana i pilnowałam, żeby nikt nie złapał księżniczki. Bardzo lubię polskie dzieci. One są grzeczne i miłe, i tam, gdzie jeżdżę, wszyscy się znamy. Na obiad często jem barszcz, taki czerwony, i lubię kabanosy, a ze słodyczy krówki. Moim ulubionym polskim słowem jest "perła", bo moja mama czasami mówi do mnie "Perełko".

Polska to ludzie, którzy mówią "dzień dobry!" - Bianka z wyspy Wight, 11 lat

Urodziłam się w Anglii, na wyspie Wight. Polska kojarzy mi się z kolorem czerwonym, z pisankami i z ludźmi, którzy mówią "Dzień dobry! Dzień dobry!".

W domu na wyspie mówimy po polsku i wolałabym mieszkać w Polsce, bo tam jest cała moja rodzina. Pamiętam, że gdy pojechaliśmy do kraju, to bawiłam się z kuzynami na działce. Tam był taki basen, gdzie z wieszaków i z kilku ubrań zrobiliśmy sobie malutkie namioty, byliśmy też na farmie, gdzie widziałam kury i malutkie kotki. Ta farma była taka farmowa: starsza i fajniejsza. Obok działki było ogromne pole z bramkami, gdzie graliśmy w piłkę nożną, a czasem bawiliśmy się na sianie, gdzie było tak baaardzo wysoko! W Polsce byłam też nad jeziorem, gdzie pływałam na kajakach, rowerkach i na pontonie. A w Krakowie pierwszy raz spróbowałam osypki, które od tej pory bardzo mi smakują i kupuję je zawsze w polskim sklepie na wyspie. Z Krakowa pamiętam jeszcze Smoka Wawelskiego i takiego śmiesznego pana pod zamkiem, który był przebrany za rycerza. Byliśmy tam też w fabryce, gdzie robią malutkie cukierki. Ale tak najbardziej to z Polski pamiętam moją babcię i plac zabaw w Białymstoku.

Umiem czytać po polsku, ale nie tak dobrze jak po angielsku. Bardzo lubię taki polski wiersz "Stoi na stacji lokomotywa" i mam dwa ulubione polskie słowa: "babcia" i "kaczki".

Z Polski pamiętam głównie podwórko - Mikołaj z Willoughton, 11 lat

W Anglii mieszkam pół roku i trochę. Trudniej jest tu porozumieć się w szkole i na podwórku, ale tak, to jest fajniej niż w Polsce. Milsi trochę są tu ludzie. Tacy bardziej otwarci i dzieci pomagają. W pierwszym dniu po przyjedzie do Anglii zapamiętałem plażę przy promie w Dover. Potem miałem czasem takie dni, że chciałem się wyprowadzić do Polski, ale teraz myślę, że tu jest trochę lepiej.

Z Polski pamiętam głównie podwórko i kolegów, jak wychodziłem i cały dzień byłem na dworze, grałem w piłkę. Z polskich miejsc lubiłem wyspę Wolin nad morzem i Bieszczady. Fajny był widok, jak weszliśmy na Bukowe Berdo.

Tu gdzie mieszkam, dużo się nie dzieję, ale są fajni koledzy. W przyszłości chciałbym być piłkarzem, na ataku skrzydłowym. Mój ulubiony piłkarz to Messi, a z polskich Lewandowski, klub - Barcelona.

Sam polski jest trudny gramatycznie. Z matematyki zawsze lepiej mi szło. W angielskiej szkole nie czytamy za dużo książek. Z polskich lubię bardzo "Akademię Pana Kleksa". Kleks jest szalonym nauczycielem z długą brodą, piegami i kolorowymi włosami. Ogólnie to jest świat bajek.

Gdy słyszę słowo Polska, to widzę golonkę i pierogi - Karol z Bournemouth, 13 lat

Urodziłem się w Polsce, w Krakowie. Gdy wyjechałem do Anglii, miałem mniej więcej trzy lata, ale czuję się bardziej Polakiem niż Anglikiem. Przed wyjazdem moi rodzice zrobili research pod temat: najlepsze miejsce, gdzie jest ładnie, czy jest fajna okolica i wyczaili, że tam, gdzie mieszkamy, jest najlepiej.

Na początku, w przedszkolu, znałem tylko "tojlet, pliz" i angielskie dzieci mnie używały, żebym głupie rzeczy do nauczycielki powiedział. Czułem się trochę głupi, jak nie mówiłem po angielsku.

Bardzo podoba mi się życie w Anglii: robię szermierkę, uprawiam trochę sportu: biegam, idę na rower, wychodzę z kolegami i gram z nimi w gry komputerowe, i wymyślam sobie różne historie. Gdybym musiał się stąd wyprowadzić, bardzo bym tęsknił.

W Polsce bywamy co roku, ale najbardziej lubię jeździć do Krakowa. Tam jest moja rodzina i to najładniejsze miasto w mojej opinii. Sprzed wyjazdu do Anglii pamiętam budowę naszego domu i psa, Urwisa. Byliśmy najlepszymi kolegami, ale on nie mógł ze mną pojechać, bo był pitbullem, a te psy są nielegalne w Anglii. Urwis trafił do znajomych. Nie jestem pewien, czy on mnie pamięta, ale ja jego na pewno.

Mi wszystko jedno, w którym języku mówię. W obu czuję się mniej więcej dobrze. Polski to jest trudny język, bo na przykład, jak się dowiedziałem dwa lata temu, ma maskularne i feminarne słowa. Komiksy zawsze po polsku czytałem, na przykład: "Tytusa, Romka i Atomka" i "Thorgala".

Od mojego punktu widzenia Polska to świetny kraj, nie widzę tam nic do naprawy, ale dorośli zawsze o politykach mówią i tam takie rzeczy, ale to mnie nie interesuje. Dla moich kolegów angielskich jestem otwartym Polakiem, bo lubię być inny od wszystkich. Gdy słyszę słowo "Polska", to widzę golonkę i pierogi, bo to moje ulubione jedzenie jest. A o Polakach nie mogę powiedzieć nic jednym słowem, bo wszyscy są inni.

W "Solidarności" wszyscy razem się zebrali i walczyli o wolność - Aleksander z Londynu, 15 lat

Urodzony jestem w Londynie, w Chelsea. Teraz też tam mieszkam, ale trochę dalej od centrum, w Wimbledonie. Rodzice wyjechali z Polski, jak byłem w brzuchu mamy. To były dwutysięczne lata. Przed wyjazdem mama uczyła na uczelni, a tata pracował w banku. Dobrze mówili w kilku językach, ale w domu zawsze rozmawialiśmy po polsku. Pamiętam, że gdy byłem mały, mama czytała mi bajki o Kreciku i książkę "Pan Samochodzik". Niańki też zawsze miałem polskie. Święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc obchodzimy po polsku. Lubię polską tradycję, ale też myślę, że ona musi się trochę zmieniać z czasem.

Do Polski często jeżdżę, do dziadków, którzy mieszkają w Gdańsku-Osowie; i uważam, że jest tam bardzo fajnie.

Polska? Przypomina mi przede wszystkim Sopot, bo tam nas dziadkowie często zabierali. Raz byłem też na Westerplatte.

Pamiętam dokładnie, jak wygląda dom dziadka. Dziadek, czyli ojciec mojego taty, akurat pracuje teraz na stoczni, więc często tam do niego przyjeżdżam i on wspomina "Solidarność". To jest bardzo interesujące, bo niektóre rzeczy z opowieści dziadka są inne niż te, o których uczymy się w szkole z książek napisanych w Anglii. Dobrze się z tym czuję, że jestem Polakiem, gdy słyszę, że w "Solidarności" wszyscy razem się zebrali i walczyli o wolność [Do pokoju zagląda młodsza siostra, Natala i zagaduje po polsku: - Alek, mama pyta, czy chcesz już naleśniki i herbatę?]

Polska jest jakby za mgłą - Tomek z Shanklin, 18 lat

Urodziłem się w Częstochowie, a wyjechałem z kraju dziewięć lat temu, latem szesnastego lipca chyba. Polski tak naprawdę nie pamiętam, bo gdy wyjechałem jako dziecko, to praktycznie jej nie widziałem. Teraz Polska jest jakby za mgłą, dziwna się taka wydaje i obca.

Po polsku dobrze mówię, bo czytałem dużo książek. Najbardziej lubię opowiadania Valdemara Baldheada [Łysiaka] "Perfidia", które poleciła mi moja mama.

W Anglii czuję się lepiej, bo sytuacja mojej rodziny jest tu lepsza w porównaniu z życiem w kraju. Na wyspach ludzie są w ogóle milsi, ale też mają mniej stresu, bo na przykład jest więcej pieniędzy i benefity, takie dofinansowania dla rodzin.

Przez pierwsze dwa lata nie mogłem się w Anglii kolegować naprawdę. Były w szkole rasistowskie zachowania. Nabijali się ze mnie. Dopiero mnie zaakceptowali, gdy zacząłem mówić po angielsku i w rugby grać.

Myślę o Polsce negatywnie, bo inni Polacy sami o niej tak mówią. Pewnie tak ją odbierali przed wyjazdem. A takie negatywne historie w pamięci zostają. Polaków i ludzi ze Wschodu rozpoznaję po ubiorze, bo oni nic się w sobie od czasu przyjazdu nie zmienili. Polki szybciej się adaptują, bo na przykład taka kobieta, która pracuje w hotelu i słucha poleceń managera, szybciej się nauczy angielskiego, a budowlaniec polski, który nie ma na początku szans na inną robotę, przebywa tylko wśród swoich i nie potrafi mówić po angielsku.

Do Polski nie chciałbym już wrócić, nawet gdybym mógł tam coś zmienić. Angielskie prawo i zwyczaje by tam po prostu nie zadziałały, bo Anglia i Polska to są dwie różne kultury zakorzenione na podstawie historii. Anglicy mieli zawsze trochę lepiej i to ma dość duży wpływ na to, jak kraj ich funkcjonuje.

***

"Ale poza tym ze wzrokiem skupionym na drodze jadę prosto przed siebie, w bezkres centrów handlowych, w myślach unosząc tylko ocalony z dzieciństwa rytm: "Patataj, patataj, pojedziemy w cudny kraj. Patataj, patataj, pojedziemy w cudny kraj". Katarzyna Jakubiak: "Historia, Nieostre widzenia" *Wioletta Grzegorzewska - pisarka, która po dekadzie spędzonej w wiktoriańskim miasteczku na wyspie Wight przeprowadziła się do postindustrialnej wsi położonej nad estuarium Tamizy pod Londynem, autorka nominowanej w zeszłym roku do Nagrody Nike autobiograficznej opowieści "Guguły" - o losach dziewczynki z polskiej prowincji u schyłku Polski Ludowej oraz wydanego w Wielkiej Brytanii dwujęzycznego tomu poetyckiego "Wzory skończoności i teorie przypadku", który znalazł się w finale jednej najważniejszych nagród poetyckich na świecie, The Griffin Poetry Prize w Kanadzie

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.