Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od 29 lutego zniesiony będzie zakaz wjazdu na teren UE dla prezydenta Aleksandra Łukaszenki i 170 jego urzędników, odpowiedzialnych za fałszowanie wyników wyborów oraz prześladowanie opozycji; ich aktywa na terenie UE zostaną odblokowane. Sankcje zdjęto też z dziesięciu powiązanych z władzami białoruskich firm, m.in. Spiecpriborsierwisu, Beltecheksportu i Trajpla.

Unia utrzymała embargo na dostawy broni dla Białorusi, a także zakaz wyjazdu dla czterech osób oskarżanych o udział w uprowadzeniu na przełomie lat 1999/2000 trzech liderów opozycji i dziennikarza, los których wciąż pozostaje nieznany.

Sankcje nałożono w 2006 r., powodem było prześladowanie opozycji i fałszowanie wyników wyborów. W 2008 r. - w związku z odwilżą w relacjach białorusko-unijnych - zostały zawieszone. Jednak kiedy w 2010 r. reżim spacyfikował protesty przeciwko fałszerstwom wyborczym, skazując kilkadziesiąt osób (w tym trzech kandydatów na prezydenta) na kilkuletnie wyroki więzienia, przywrócono je i poszerzono.

Zniesienie sankcji pozytywnie odbiera oficjalny Mińsk, który w ostatnich miesiącach niejednokrotnie demonstrował chęć ocieplenia relacji z Zachodem. Łukaszenka spełnił m.in. główne jego żądanie, tj. uwolnił więźniów politycznych.

Szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski nazwał zniesienie sankcji ważnym eksperymentem i wyraził nadzieję, że pozytywnie wpłynie on na stosunki polsko-białoruskie. Zapowiedział, że w najbliższym czasie zamierza odwiedzić Białoruś, by osobiście przekonać się o intencjach władz.

Kupców oburza paragraf 222

W tym samym czasie, gdy w Brukseli obradowali szefowie ministrowie MSZ, w Mińsku odbywała się akcja protestacyjna kupców. Wzięło w niej udział około tysiąca ludzi. Zebrani na placu Październikowym w centrum stolicy domagali się wycofania rozporządzenia prezydenta nr 222, które wprowadza obowiązek posiadania dodatkowych certyfikatów na produkty sprowadzane z zagranicy. Ich zdaniem rozporządzenie niszczy drobny handel.

Choć akcję zorganizowano bez pytania o zgodę władz stolicy, nikogo nie zatrzymano. Zdaniem politologa Waleryja Bulhakaua ma to bezpośredni związek z posiedzeniem w Brukseli.

- Dążąc do ocieplenia z Zachodem - przede wszystkim z powodów ekonomicznych, bo sytuacja jest fatalna i Mińsk potrzebuje kredytu z MFW - władze unikają represji, które mogłyby zwrócić uwagę zachodniej opinii publicznej - mówi "Wyborczej" Bulhakau.

Ocieplenie dobre i niedobre

Mimo to białoruska opozycja krytycznie podchodzi do decyzji UE.

- Białoruski reżim obdziera naród ze skóry, a Unia uwalnia go od sankcji; to nie jest sprawiedliwe - oświadczył, przemawiając podczas protestu kupców jeden z liderów opozycji, Uładzimir Niaklajeu. Jego zdaniem zniesienie sankcji będzie sprzyjało umocnieniu władzy Łukaszenki, co w perspektywie znów wywoła represje polityczne.

Inaczej widzi sprawę Bulhakau: - W zasadzie zniesienie sankcji to racjonalna decyzja Zachodu i oceniam ją raczej pozytywnie. Nie wiążę z nią nadziei na demokratyzację Białorusi, ale to ocieplenie wpłynie na ograniczenie spektakularnych represji, co jest dobre także dla społeczeństwa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.