Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tydzień temu w mińskim sądzie rejonowym rozpoczął się proces Maksima Piekarskiego, Wadzima Żaromskiego i Wiaczesłaua Kasinieroua (wszyscy mają po mniej więcej 25 lat). Za stworzenie dwóch graffiti na stołecznych budynkach oraz zamalowanie na billboardzie twarzy milicjanta oskarżono ich o chuligaństwo i wandalizm.

Pierwsze graffiti przedstawiało fragment ludowego ornamentu z napisem: "Białoruś powinna być białoruska", dzieła dopełniały przekreślone symbole - swastyka z sierpem i młotem. Na drugim znalazł się napis: "Rewolucja świadomości już trwa", obok namalowano bociana, książkę i hantle. Oba powstały na początku sierpnia ubiegłego roku. Kilka dni później młodych mężczyzn zatrzymał specnaz, zostali brutalnie pobici i wtrąceni do aresztu. Zwolniono ich po miesiącu, mają zakaz opuszczania miejsca zamieszkania.

- Przekreślając swastykę wraz z sierpem i młotem, chcieliśmy powiedzieć, że Białoruś powinna się pożegnać ze swoją totalitarną przeszłością - tłumaczył w sądzie Wadzim Żaromski.

- Nasze obrazy miały upiększyć budynki. W jednym przypadku zamalowaliśmy nazistowskie napisy - zeznawał Maksim Piekarski.

Oskarżeni nie przyznali się do winy, choć nie zaprzeczali, że są autorami malunków. Mówili, że nie chcieli naruszać porządku publicznego, a jedynie zwrócić uwagę społeczeństwa na nurtujące ich problemy.

Zdaniem prokuratury graffiti szpecą budynki, a zachowanie oskarżonych jest "aspołeczne".

Wiceprzewodniczący opozycyjnego ruchu O Wolność Juraś Hubarewicz widzi w tej sprawie wątek polityczny. - Pojawia się nowa grupa, jej sprzeciw jest spontaniczny i to niepokoi władzę. Prewencyjnie zastrasza więc wszystkich, pacyfikując antysystemowe nastroje - mówi "Wyborczej" Hubarewicz.

- Nie zgadzamy się z uznaniem czynu za chuligański, gdyż te działania nie naruszały porządku publicznego. Mamy nadzieję, że sąd nie pozbawi oskarżonych wolności - mówi "Wyborczej" Walancin Stefanowicz z Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiosna". I przypomina, że zgodnie z prawem można ich ukarać grzywną.

W 1997 r. za napis: "Niech żyje Białoruś" skazano dwóch nastolatków. Pierwszy spędził w więzieniu półtora roku; drugi - jako niepełnoletni - dostał sześć miesięcy w zawieszeniu. Zachód uznał ich za więźniów politycznych reżimu Aleksandra Łukaszenki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.