Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przebywający z tygodniową wizytą w USA Xi Jinping obiecał lepszy klimat dla wzajemnych inwestycji. Odwołał się do bajki o Ali Babie i 40 rozbójnikach oraz zaklęcia: "Sezamie, otwórz się!". - Raz otwarta [jaskinia, czyli chiński rynek] już nigdy nie zostanie zamknięta - zapewnił.

Biznes słucha z przyjemnością, ale woli gwarancje na piśmie

Usłyszeli to odeń prezesi amerykańskich i chińskich korporacji, z którymi spotkał się w Seattle.

- Pracujemy nad utworzeniem nowego, otwartego systemu gospodarczego, nad reformą zarządzania zagranicznymi inwestycjami oraz znacznym zredukowaniem restrykcji wobec inwestorów z zagranicy - powiedział Xi biznesmenom, wśród których byli m.in. multimiliarder Warren Buffett z Berkshire Hathaway, Jeff Bezos z Amazona i Tim Cook z Apple'a.

GM i Forda, które od dawna są obecne za Wielkim Murem, Xi zapewnił, że "będą mogły tam zwiększyć inwestycje".

Po konferencji Xi spotkał się jeszcze za zamkniętymi drzwiami z trzydziestoma prezesami największych amerykańskich koncernów. W części oficjalnej spotkania, na którą wpuszczono media, powiedział, że gospodarka jego kraju ma "duży potencjał" i że chińskie kierownictwo będzie konsekwentnie usuwać bariery wobec inwestorów.

Amerykański biznes słucha tego z przyjemnością, ale wolałby dostać gwarancje na piśmie. Od paru lat Chiny zapowiadają otwarcie swoich sektorów strategicznych, po czym nic się nie zmienia.

W liście do Xi i Obamy przedstawiciele amerykańskiego biznesu obecni w Seattle zwrócili się o podpisanie traktatu o wzajemnych inwestycjach, który otworzyłby przed nimi dochodowy chiński rynek usług finansowych i telekomunikacyjnych, dziś zdominowany przez tamtejsze państwowe koncerny.

Boeing uruchomi produkcję w Chinach

Kilka godzin po tym spotkaniu ogłoszono, że Boeing podpisał z Chinami umowę na dostawę 300 samolotów o wartości 38 mld.

W Seattle, gdzie znajdują się główne zakłady koncernu, protestowali związkowcy. Rozgniewała ich wiadomość o podpisaniu porozumienia o otwarciu w Chinach pierwszej fabryki Boeinga. Będzie ona produkować sprzęt do wyposażania Boeinga 737, najbardziej popularnego samolotu świata.

Oczarować biznes

Wybierając się za ocean, chiński przywódca miał przed sobą trudne zadanie. W Ameryce notowania Chin spadają. Świat zaniepokoił się spowolnieniem tamtejszej gospodarki. Tego lata załamała się też chińska giełda, doszło do dewaluacji juana i katastrofy przemysłowej w jednym z największych portów.

A w Waszyngtonie, gdzie w piątek będzie mieć miejsce spotkanie Xi z Barackiem Obamą, na amerykańskiego prezydenta naciska wielkie lobby. Kongres, wojskowi, wywiad i organizacje praw człowieka chcą, by prezydent zaczął mówić twardo z Xi o hakerach, rozpychaniu się Chin na Morzu Południowochińskim (co wywołuje konflikty z sąsiadami) i ostatniej fali represji w środowisku organizacji pozarządowych.

Być może dlatego Xi zaczął wizytę nie od Waszyngtonu, ale od Seattle. Spędził tam aż trzy dni, sypiąc dowcipami, czarując amerykański biznes i roztaczając wizję wzajemnie korzystnych interesów. Zasygnalizował m.in. możliwość położenia kresu obecnej wojnie w sieci i wykradaniu danych amerykańskich korporacji przez chińskich hakerów.

W relacjach prasowych wybija się zdjęcie Xi z Markiem Zuckerbergiem, twórcą Facebooka, który rozmawiał z chińskim przywódcą przez minutę po mandaryńsku, gdy ten zwiedzał zakłady Microsoftu w Redmondzie. Za Wielkim Murem Facebook jest zablokowany, ale Zuckerberg robi, co może, by dostać się na tamtejszy rynek. Bierze lekcje chińskiego, spotyka się z młodzieżą i fotografuje z leżącą na biurku książką Xi Jinpinga "Zarządzanie Chinami".

Okiełznać cyberataki

Wraz z Xi przyjechał do USA czołowy regulator chińskiego internetu Lu Wei. Człowiek, którego nienawidzą tamtejsi internauci, bo jest dla nich symbolem cenzury, przewodniczył amerykańsko-chińskiemu forum technologii informacyjnych z udziałem gigantów internetu z obydwu krajów. Mowa była o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa w sieci, w tym o zwalczaniu przestępczości i szpiegostwa internetowego.

- Płyniemy w tej samej łodzi. Nie mamy innego wyboru jak tylko współpracę - powiedział Wei.

Po środowym zamkniętym spotkaniu z biznesmenami pojawiły się spekulacje, że Chiny i USA mogłyby szybko podpisać porozumienie zakazujące cyberataków na infrastrukturę w czasie pokoju. Nie oznacza to jednak, że ustanie masowe dziś wykradanie danych amerykańskich korporacji i władz federalnych przez chińskich hakerów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.