Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od czwartku rosyjscy i białoruscy żołnierze odbywają wspólne ćwiczenia na poligonach w obwodzie leningradzkim (nazwę miasta zmieniono po upadku ZSRR na Petersburg, lecz nazwa obwodu pozostała) i pskowskim Rosji. Udział w manewrach biorą także jednostki rosyjskiej Floty Bałtyckiej oraz rosyjskie jednostki na terenie obwodu kaliningradzkiego. Według ministerstwa obrony Rosji w manewrach, które będą trwały tydzień, łącznie weźmie udział ponad 8 tys. żołnierzy, w tym 1,3 tys. Białorusinów, oraz ponad 100 czołgów, kilkaset transporterów opancerzonych, ok. 100 samolotów i ponad 20 statków.

"Celem manewrów jest sprawdzenie gotowości dowództwa i jednostek Związku Białorusi i Rosji do obrony suwerenności i nienaruszalności granic Rosji i Białorusi" - lakonicznie informuje służba prasowa ministerstwa obrony Rosji. Jednak nawet oficjalne źródła tym razem nie kryją wyraźnie antynatowskiego wydźwięku tych manewrów.

- Nie możemy nie brać pod uwagę źródeł zagrożeń istniejących poza granicami naszego państwa, a przede wszystkim zwiększenia obecności sił NATO na terytorium państw ościennych - oznajmił szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Białorusi generał Aleh Biełakoniau.

- Oficjele unikają mówienia o tym, ale na manewrach typu "Tarcza Związku" czy "Zachód" zawsze ćwiczy się walkę z siłami państw bałtyckich i znajdującym się tam kontyngentem NATO. Jednym ze scenariuszy jest przebicie z Białorusi korytarza do obwodu kaliningradzkiego i otoczenie tamtejszych sił NATO - powiedział "Wyborczej" białoruski analityk wojskowy Aleksander Alesin.

Manewry nie są jedynym wspólnym krokiem Rosji i Białorusi mającym na celu wzmocnienie frontu przeciwko NATO. We wtorek rosyjski rząd opublikował w internecie projekt umowy między Rosją a Białorusią w sprawie ulokowania na Białorusi nowej rosyjskiej bazy lotniczej.

- Ujawnienie tej umowy to dla Białorusi przykra niespodzianka. Nasze ministerstwo obrony w żaden sposób nie skomentowało informacji rosyjskiego rządu - powiedział Alesin.

Na Białorusi 11 października mają się odbyć wybory prezydenckie. Aleksander Łukaszenka ma zamiar startować po raz piąty. Sondaże wyraźnie pokazują, że nikt z konkurentów nie jest w stanie mu przeszkodzić w utrzymaniu władzy. Tłem kampanii wyborczej jest jednak pogłębiający się kryzys białoruskiej gospodarki. Zmusza to Łukaszenkę do zabiegania o zachodnie kredyty i do polepszenia stosunków z Unią Europejską i USA. W sierpniu zwolnił wszystkich więźniów politycznych, otwierając w ten sposób drogę do normalizacji stosunków z Zachodem. Antyzachodnie manewry i nowa rosyjska baza wojskowa są mu więc dzisiaj wyraźnie nie na rękę.

- Rosja próbuje wciągnąć Białoruś w konfrontację z Zachodem. Do tego prowadzą manewry i otwarcie bazy wojskowej. Łukaszenka dziś nie jest tym zainteresowany, ale jest uzależniony od Rosji i pole jego manewru jest niewielkie - powiedział "Wyborczej" białoruski politolog Walery Karbalewicz z Centrum Analitycznego "Strategia".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.